Przejęcie sterów w Barcelonie przez Josepa Bartomeu odbyło się niejako w cieniu dymisji Sandro Rosella. Co prawda ciężko tu pisać o miękkim lądowaniu, ale z pewnością światła reflektorów skierowane były w inną stronę – na kontrowersyjnego poprzednika. Co ważne, Bartomeu nie ma być żadnym rozwiązaniem tymczasowym – na stanowisku pozostanie do czerwca 2016, a więc to w jego rękach spoczywa teraz los Barcy. Szczególnie, że już zdążył zadeklarować chęć ubiegania się o reelekcję, a więc zdecydowanie myśli o napisaniu swojego rozdziału w historii klubu, najlepiej dużego i ważnego, a nie kilku stron. Kim jest i czego się można spodziewać po czterdziestym prezydencie Barcelony?
50-letni Bartomeu to zaufany człowiek Sandro Rosella, jego wierny kompan i przyjaciel. W Barcelonie zaczynał jako członek dyrekcji odpowiedzialny za sekcję koszykówki. W jego przypadku nie można jednak mówić o ciągłości pracy w klubie – przez konflikt z Joanem Laportą w 2005 roku zmuszony był złożyć rezygnację. Po trzech latach medialnej ciszy wrócił jako jeden z przywódców nowego projektu Rosella. Atakował Laportę i Cruyffa oraz silnie lobbował za wotum nieufności wobec ówczesnego zarządu. Sympatyków nie przysporzyła mu przede wszystkim krytyka legendarnego Holendra oraz roli, jaką Cruyff pełnił w klubie. W 2010 ponownie trafił do władz Barcelony, już po wielkim sukcesie Rosella, jakim było uzyskanie w wyborach ponad 60 procentowego poparcia socios.
Od 2010 roku Bartomeu pełnił funkcję wiceprezydenta ds. sportowych w Barcelonie, tym razem w sekcji piłki nożnej. Dzięki temu nie jest dziś dla kibiców Blaugrany postacią anonimową – zajmował się transferami oraz rozmowami kontraktowymi, czyli tym, co zazwyczaj elektryzuje najbardziej. Ściśle współpracował z dyrektorem sportowym Andonim Zubizarretą i często komentował (a raczej dementował) bieżące tematy i plotki, które tak chętnie powtarza się w kontekście ruchów kadrowych Barcelony. In minus zasłynął z wypowiedzi odnośnie przedłużenia kontraktu Abidala – deklarował, że klub ma gotową umowę dla tego zawodnika i czeka tylko na powrót Francuza do zdrowia. Kiedy Abidal doszedł do pełnej sprawności – Barcelona niczego mu nie zaoferowała. Tym samym Bartomeu stał się obiektem wielkiej krytyki ze strony kibiców i mediów.
Dziś Bartomeu wydaje się idealnym kandydatem na uspokojenie sytuacji w Barcelonie. Kulturalny, stonowany, stawiający na ciężką pracę i bardzo wymagający – wizerunkowo odcina się od lubiących medialny szum poprzedników. Rzecz jasna ma pełne poparcie zarządu i zawodników – praktycznie każdy, kto na przestrzeni ostatnich lat współpracował z Bartomeu, ma o nim dobrą opinię. Nawet Sandro Rosell, tuż przed zamknięciem swojego konta na Twitterze, po raz kolejny postanowił okazać poparcie dla nowego prezydenta. Czas pokaże, czy nie był to swoisty pocałunek śmierci.
Jedno pytanie nasuwa się samo – czy objęcie sterów przez Bartomeu to na pewno zerwanie z bałaganem wizerunkowym, jaki zostawił po sobie Rosell? Jeżeli byłemu prezydentowi zostaną udowodnione jakiekolwiek nieprawidłowości w kontekście transferu Neymara, to trudno przypuszczać, że następni w kolejce nie będą Faus, Zubizarreta i właśnie Bartomeu. Oczywistym jest, że wydarzenia w klubie, zwłaszcza w obszarze ruchów kadrowych, musiały mieć miejsce z udziałem oraz pełną wiedzą całego zarządu. Już teraz prawnik sprawcy całego zamieszania – Jordiego Casesa – wspomina o udziale innych dyrektorów w całym przedsięwzięciu. Niewykluczone więc, że w najbliższej przyszłości będziemy mieli powtórkę z rozrywki. Wielu twierdzi, że tylko dymisja całego zarządu mogłaby naprawdę oczyścić atmosferę w klubie. Role się odwróciły – teraz to Laporta, zaniepokojony nie najlepszym wizerunkiem klubu, optuje za przyspieszonymi wyborami już po sezonie. Według niego tylko w taki sposób można w pełni pożegnać się z ludźmi „transparentnego” zarządu Rosella, stojącymi za nietransparentnym transferem Neymara.
Na razie Bartomeu zdał jednak swój pierwszy test. Jego pierwsza konferencja była transmitowana na żywo w wielu stacjach telewizyjnych, relacje live przeprowadzały także duże portale sportowe. Prasa chwaliła go za rzucenie światła na wszystkie sprawy i poradzenie sobie z trudną sytuacją, bo jednak zaczął swoją kadencję od sprzątania kupy po poprzedniku, a to nie jest najbardziej fortunna sytuacja. Ale bynajmniej generalnego sprawdzianu nie zdał na piątkę, co skutecznie wypunktowali hiszpańscy dziennikarze. – Cały czas rozmawiamy o Neymarze, oglądamy dokumenty, a ja wciąż nie mam pojęcia, ile on ostatecznie kosztował – przekonywał jeden z reprezentatów mediów. Bartomeu próbował łagodzić konflikty sprzed lat, wypowiadając się ciepło o Abidalu („Mam do niego wielką estymę i jestem pewien, że gdy skończy karierę, wróci do Katalonii), a także o Cruyffie („To legenda naszego klubu i na pewno zaproszę go na któryś z meczów, będziemy mieli okazję porozmawiać”). Najwięcej dobrego miał do powiedzenia jednak o… Rosellu, którego jak sam mówi, najchętniej wciąż widziałby na prezydenckim stołku, do tego nakłaniać miał Sandro cały zarząd, a także przekonywał, że gdyby nie Rosell, to Neymar nigdy nie przywdziałby barw Barcy. W swoim momencie pogroził też ostro pięścią, zapowiadając, że jeśli odkryje kto jest winny wyciekowi informacji na temat kontraktu Brazylijczyka, nie będzie się wahał podjąć ostrych decyzji.
Mimo, iż niezwykle uaktywnił się Laporta, tak jednak mimo wszystko można być niemal pewnym, że kadencja Bartomeu będzie przebiegać spokojnie przez najbliższe dwa lata. Wątpliwe, by nie uczył się on na błędach swojego przyjaciela i wdepnął na podobną minę.
LUC
