Kolejna partia piłkarskiego durnia

redakcja

Autor:redakcja

29 kwietnia 2018, 18:25 • 3 min czytania

Kolejna partia piłkarskiego durnia

Mimo że mecz Cracovii z Bruk-Betem już się zakończył, wciąż czekamy na kulminację emocji. Na niecieczańskie creme de la creme. Na prawdziwą sól futbolu. 

Reklama

Oświadczenie. 

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że takie rzeczy jak podyktowane dwóch rzutów karnych w ostatnich dziesięciu minutach nie mogą zostać bez dosadnego komentarza ze strony władz Bruk-Betu. Wystarczy, że osoby odpowiedzialne za prowadzenie ekstraklasowego (jeszcze?) klubu utrzymają dotychczasowe standardy, a za chwilę na oficjalną stronę B-B wleci oświadczenie, w którym padnie hasło „piłkarski poker”.

Reklama

Nie czekając na bieg wydarzeń portal Weszło pragnie jednak z góry oświadczyć, że jeśli ktoś dziś zdecydował się na partyjkę gier karcianych, była to wyłącznie partia piłkarskiego durnia. Przy stole najaktywniejszymi graczami byli Toivio i Grzelak, którzy w idiotyczny sposób pozbawili swojej drużyny zwycięstwa.

Jeśli jakiś karny pachniał nam w tym meczu wątpliwościami, to tylko ten podyktowany dla Bruk-Betu – głównie za sprawą teatralnego upadku Gutkovskisa – jednak znajdziemy kilka argumentów za odgwizdaniem tego przewinienia i wsadzeniem jej do szufladki „miękka jedenastka”. Karnego na gola zamienił Stefanik i Bruk-Bet rozpoczął okres dobrej gry. Jak na siebie – nawet bardzo dobrej. Pewnie to bardziej efekt tego, że Cracovia często włączała w tym meczu tryb „plaża”, ale zawsze nieładne jest umniejszanie zasług, więc tego nie zrobimy. Co więcej, nawet pochwalimy, bo bramka z wolnego Rafała Grzelaka była naprawdę przedniej urody. Doskonale kojarzymy tego piłkarza ze strzałów na siłę i bez sensu, a tym razem zaprezentował nam się ze swojej znacznie lepszej strony. I fajnie. Miłe zaskoczenie.

Cracovia zdołała oba gole Bruk-Betu z pierwszej połowy przedzielić swoją bramką. Pomógł jej duet Trela&Toivio – pierwszy sparował strzał do boku licząc na to, że przytomny obrońca wyekspediuje ją byle dalej, drugi okazał się być nieprzytomny. W efekcie Brock-Madsen, którego trener Probierz dziś zdecydował się przetestować w wyjściowym składzie (pierwszy raz w tym sezonie) strzelił gola i zaliczył całkiem sensowny występ. Nie wiemy, czy ten mecz miał decydować o jego być albo nie być, ale fakt faktem, że przy jego nazwisko pojawiło się dziś kilka plusów.

W drugiej części gry obraz meczu się nie zmieniał i wszystko dążyło do zwycięstwa ekipy z Niecieczy. No i właśnie wtedy…

a) Toivio w idiotyczny sposób powalił w polu karnym Dytjatjewa.

b) Grzelak w tylko znanym sobie celu uznał, że nie trzeba chować rąk we własnym polu karnym,

c) Toivio motywowany cholera wie czym podał w polu karnym piłkę Piątkowi.

W ten sposób napastnik Cracovii dokonał rzeczy spektakularnej – pojawił się na boisku na ostatnie pół godziny, a i tak zdążył zaliczyć hat-tricka, wykorzystując najpierw oba karne (drobił jak Zaza, ale strzelał pewnie), a potem wykorzystać prezent od fińskiego defensora, którego już teraz możemy postawić na jedną półkę z takimi tuzami jak Wierchowcow czy Krystian Nowak. Bardzo możliwe, że Bruk-Bet pogrzebał tym meczem swoje szanse na utrzymanie (pięć punktów straty do Lechii). W szczęśliwy finał tej drużyny wierzy już chyba tylko Kazimierz Węgrzyn, który stwierdził, że „personalnie ten zespół powinien być znacznie wyżej”.

[event_results 453273]

Najnowsze

Ekstraklasa

Myśliwiec miał nosa. Zmiennicy sprawili, że przy Kałuży nie było nudy

Mikołaj Duda
25
Myśliwiec miał nosa. Zmiennicy sprawili, że przy Kałuży nie było nudy
Reklama

Weszło

Reklama
Reklama