Od tygodnia okienko transferowe już jest otwarte, od około dwóch tygodni polskie drużyny szykują się do nowego sezonu. To idealny moment, by powrócić z naszym cyklem absurdów okresu przygotowawczego. Bo tych w naszej ligowej piłce, choć znacznie mniej niż pół roku temu, wciąż nie brakuje. Sporo w tej kategorii wniósł były selekcjoner i jeden z naszych ulubieńców, Franciszek Smuda.
Transfer. Fabian Burdenski. Im częściej powtarza, że do Wisły nie trafił po znajomości, tym bardziej na znaczeniu zyskuje ta znajomość przy tym transferze. Transferze, którego w żaden logiczny sposób wytłumaczyć się nie da. Białą Gwiazdę wzmacnia więc 21-letni chłopak z czwartej ligi niemieckiej, którego przedstawia się jako ofensywnego pomocnika, a cały poprzedni sezon rozegrał jako defensywny. W dodatku przychodzi z dość dziwnym przekonaniem, że „polska piłka w ostatnich latach niesamowicie się rozwinęła” i „tylu niezłych piłkarzy przeszło z ekstraklasy do Bundesligi” (czyli niby ilu?). Smuda dostał wolną rękę, to i znajomości wzięły górę. Wcześniej ojciec Burdenskiego załatwił Franiowi robotę, to Franiu się odwdzięczył. Jeszcze publicznie przyznaje, że biorą go tylko na rok, to i najwyżej się nie sprawdzi.
Testy. Zwycięzca może być i jest tylko jeden. Wisła, to oczywiste. Sposób, w jaki krakowianie ośmieszyli się i ile stracili wizerunkowo tego lata, jeszcze przez długi czas będzie nie do przebicia. Sorin Oproiescu i medialne tłumaczenia Smudy zapisały się na kartach historii polskiego futbolu. Niestety… We wcześniejszych okienkach transferowych naśmiewaliśmy się z Widzewa, że ciężarówkami zwozi szrot, że wystarczy podjechać na stadion rowerem i pokazać dwie zdrowe nogi, by rozpocząć testy. Ale wiecie, jaka jest podstawowa różnica między Widzewem a Wisłą? Widzew przynajmniej wiedział, kogo sprawdza.
Sparing. Ciekawe rzeczy działy się przy okazji sparingu Cracovii, kończącego obóz w Zakopanem, z amerykańskim FC Icons New Jersey. Podopieczni Wojciecha Stawowego długo czekali na rywali, którzy utknęli w korku na Zakopiance i dotarli w ostatniej chwili, bo ci szykowali się już do wewnętrznej gry treningowej. Sam mecz niespecjalnie jednak wypalił, bo skończył się po trzech kwadrans. Boisko z powodu ulewy nie nadawało się do dalszej gry.
Negocjacje. Prejuce Nakoulma. Pół roku temu do Tereka Grozny iść nie chciał, tego lata początkowo też niespecjalnie, potem jednak tak, aż w końcu zrezygnował, znów wznowił rozmowy i… sami już się pogubiliśmy. Jedno jest pewne: po drodze Nakoulma zdążył już dwa razy wkurzyć ludzi z Zabrza. Po pierwsze, że wcześniej odrzucił ofertę i pozbawił klub niezłej kasy. Po drugie, że miał wrócić na obóz do Słowenii, a z wyłączonym telefonem zgubił się po drodze.
Powrót. W Widzewie powinni na poważnie zastanowić się nad wprowadzeniem zakazu opuszczania kraju przez piłkarzy w trakcie urlopu. Problem pojawił się już zimą, kiedy Princewill Okachi wyjechał do Nigerii i nie miał jak wrócić – najpierw do Łodzi, potem na pierwszy obóz w Uniejowie i początek drugiego w Hiszpanii. Wtedy problemy były z wizą i zrzucanie odpowiedzialności: trener był wściekły na samego piłkarza, a piłkarz mówił, że klub mógł bardziej mu pomóc. Piłkarze Radosława Mroczkowskiego teraz też już trenują od kilkunastu dni, ale bez Thomasa Phibela. W klubie od pewnego czasu zapowiadają, że za chwilę wróci, a on mówi, że nie wróci. Oni go straszą karami, a on kar się nie boi. Podobno jest właśnie w drodze. Podobno.
Cytat. Rafał Ulatowski wymyślił, że ściągnie do Miedzi Mateusza Cetnarskiego, ale nie jesteśmy pewni, czy w ogóle podjął jakiekolwiek kroki w tej sprawie. – Myślę, że to absolutnie nie wchodzi w grę. Mateusz Cetnarski to jest piłkarz, który jest naturalnym konkurentem w Śląsku Wrocław dla Sebastiana Mili. Ł»aden trener na świecie by Cetnarskiego nie oddał – stwierdził (sportowefakty.pl). No i pewnie dlatego Stanislav Levy wystawia go w sezonie od pierwszej minuty dokładnie pięć razy, żeby nikt przypadkiem nie próbował mu go podkupić. A u Ulatowskiego zabrakło tylko hasła, że praca z Cetnarskim to jedno z jego marzeń. Tak jak marzeniem Stawowego jest (była?) praca z Cabajem.
Zarządzanie. Ruch ma kilka tygodni, żeby oddać trzy miliony złotych Józefowi Wojciechowskiemu, ale zapewnia, że to nie problem – kasa będzie do końca sierpnia (część miała być w październiku zeszłego roku i część w maju). W klubie mają bowiem plan: sprzedać Jankowskiego i Sultesa, by mieć na spłatę transferów Sadloka i… Sultesa właśnie. Majstersztyk. Plan równie dobry jak ten sprzed roku, by za tę dwójkę trzy miliony złotych wyłożył biedny klub, który musi pożyczać pieniądze od miasta, by spłacić miastu pożyczki. No właśnie, może by na te długi od miasta coś pożyczyć?
