Skrytykował znanego projektanta, bo w jego mniemaniu wygląda jak zwykły pedzio. Ależ z niego wyszło polactwo. Stwierdził, że piłkarze zarabiają za dużo – żal, jaka polaczkowatość. Radwańska zbiegła z kortu nie ściskając się z rywalem – polactwo. Kibice jadą po niej, że zmarnowała życiową szansę, zamiast cieszyć się, że doszła tak daleko – ależ ci kibice polaczkowaci.
Jeden dzień, a widziałem to ohydne słowo w różnej odmianie z piętnaście razy. Polactwo. Polaczkowatość.
APAP na ból głowy spowodowany kompleksami. Błyskawiczny zastrzyk dowartościowujący, znakomite antidotum na złe samopoczucie. Pewnie z rozpędu pomyśleliście, że tak można zdefiniować „polaczkowatość”? Widzę, że komuś znanemu powija się noga, więc krytykuję go na forum, albo w komentarzach na Onecie i od razu robi mi się lżej? Skądże znowu. „Zastrzykiem dowartościowującym” nie jest zasłużona krytyka dla osób lepiej zarabiających od nas, lepiej usytuowanych na drabince społecznej i tak dalej, nie, „zastrzykiem dowartościowującym” jest w tym wypadku… nazwanie kogoś „polaczkiem”. Naprawdę nie wiem, czy jest coś bardziej irytującego.
Rasa panów, którzy są albo Europejczykami, albo jeszcze bardziej postępowo, obywatelami świata i gardzą wszystkim, co mogłoby się skojarzyć z Ojczyzną miejscem, w którym się urodzili. Człowiek z rasy panów zazwyczaj mieszka w Polsce, ale uważa że to syf jakiego nie ma nigdzie indziej w świecie. Rzadko wyściubia nos za róg własnej kamienicy, ale wie doskonale że przedmieścia Madrytu pachną ładniej, niż „polaczkowate” łąki. On wie, że jego kobieta ze snów (koleżanka z Portugalii na Erasmusie) „pachnie jak Paryż, chociaż nigdy tam nie byłem”. On wie, że w Niemczech jest bogactwo, bo ludzie tam uczciwie pracują, a „polaczki” by tylko siedziały na forach i krytykowały – taki właśnie sąd nasz oświecony krytyk wygłasza naturalnie w Internecie, na forum.
***
Całość do przeczytania na…
