Trenerski zamieszanie przynajmniej w dwóch klubach. W poniedziałek na rozmowach w Jagiellonii Białystok był Robert Podoliński, a we wtorek Piotr Stokowiec. Podobno obaj nie zrobili dobrego wrażenia, tzn. byli zbyt pewni siebie i generalnie za bardzo „urabura”. Podoliński podpadł już w ogóle na amen, ponieważ chciał zatrudnić własnych asystentów, a „Jaga” wolałaby opędzlować kolejny sezon korzystając z tych, którzy są z Białegostoku. Stokowiec podobno na ten warunek przystał. Na tę chwilę sytuacja wygląda tak: albo Stokowiec albo… Jurij Szatałow.
Ale wszystko zmienia się dynamicznie, jak nastroje na białostockim weselisku. Podoliński na pewno nie, zresztą już przedłużył kontrakt z Dolcanem Ząbki.
Jeszcze ciekawiej jest w Ruchu Chorzów, gdzie trudno było nadążyć za kolejnymi koncepcjami.
Pierwsza: Jacek Zieliński zostaje, ale jego nowym asystentem miałby być Tomasz Fornalik. Ale TF na taki układ się nie zgodził i stwierdził, że odchodzi z klubu.
Druga: skoro opcja Zieliński – Fornalik nie wypaliła, brano pod uwagę kolejną. Zieliński out, a za niego Krzysztof Warzycha. Jak wieść niesie, Warzycha zażądał jednak, by spłacono zaległości finansowe wobec piłkarzy (klub nie płaci od lutego), bo chciałby pracować z zawodnikami, którzy mają komfort psychiczny. No i wiadomo, takim żądaniem facet się skreślił.
Trzecia: o, tak doszliśmy do opcji numer trzy, która aktualnie jest rozważana. Edward Lorens jako trener i Wojciech Grzyb jako jego asystent. „Edek z fabryki kredek” ostatni raz czynnie jako trener w ekstraklasie pracował w 2005 roku. Jak słyszymy jego nazwisko, to przypomina nam się Janusz Wójcik.
– Panie selekcjonerze, a co w kadrze będzie robił trener Lorens?
– Trener Lorens będzie robił przysiady.
Co wyniknie z tej burzy mózgów, jeszcze nie wiadomo. Ale chyba nic dobrego, skoro kontrakt z „Niebieskimi” przedłużył 38-letni Marcin Malinowski, który w ostatnim sezonie grał tak, że brakowało tylko, aby się ostentacyjnie położył.
A za miedzą, w Zabrzu, podpisano kontrakt z Łukaszem Madejem.