Sześć porażek w ośmiu meczach. Gdzie podział się Górnik w formie z jesieni?

redakcja

Autor:redakcja

22 kwietnia 2013, 16:20 • 5 min czytania

Sześć porażek w ośmiu meczach. Gdzie podział się Górnik w formie z jesieni?

Gdyby wśród kibiców przeprowadzić szybką ankietę, zaufać w ich rozsądek i zadać proste pytanie: „Który zespół Ekstraklasy najbardziej rozczarował wiosną?”, najwyżej punktowaną – jak w Familiadzie – musiałaby być odpowiedź: Górnik Zabrze. Ł»adna Polonia czy tam Pogoń. Od nich nikt nie wymagał cudów. Ale Górnik? Sam wypracował sobie taką markę, że nagle wszyscy pytają: jak to? Jesienią przegrał jeden mecz z piętnastu i nagle po zimowej pauzie dostaje w łeb od sześciu ekip z ośmiu, z którymi dotąd zagrał? Funkcjonujemy w realiach polskiej ligi, w których nawet sześć porażek w dwa miesiące nie przekreśla szansy na wesołe występy w Europie, ale to żadne pocieszenie, bo gołym okiem widać, że zabrzańska maszyna nie chce jechać. Jakby ktoś sypnął piasku w tryby albo przypadkiem wlał do baku wodę z krany zamiast ropy.
Statystycy już zasiedli do notatek i wyliczyli, że podobnie nędzny start na wiosnę Górnik zaliczył jeszcze w czasach, kiedy pan Staszek – najbardziej rozpoznawalny kibic z Zabrza – nawet nie planował, że kiedykolwiek będzie hodował koguty. W piłkarskiej prehistorii. Niedługo po tym jak Wojciechowski po raz ostatni musiał leczyć zęby. No, krótko mówiąc – dawno. Trudno nie zgodzić się z Adamem Nawałką, który twierdzi, że jego zespół ciągle wygląda dobrze motorycznie. On ma to poparte badaniami, my widzimy na oko – pary faktycznie nie brakuje. Problem w tym, że dokładnie jak para… wodna z Górnika uleciały inne atuty z jesieni.

Reklama

Najłatwiej, najbardziej na skróty byłoby napisać: nie wypaliły transfery.

Jasne, kiedy atakowało się Milikiem, a nagle straszy się Boninem i Zahorskim, trudno nie wyciągać tego typu wniosków. Inwestowanie w takie „spady” jest jak topienie kasy w rzece, choćby mieli najniższe pensje – jak Grzelak w Cracovii, który ze swojego wynagrodzenia mógł najwyżej opłacić skromną kawalerkę. Jednak zrzucanie winy tylko na tę nieszczęsną dwójkę to nawet dla nas zbyt duże uproszczenie. Generalnie, Nawałce nie wypalił wiosną ani jeden transfer. Wszyscy czterej – Jeleń, Bonin, Zahorski i Mosnikow – nie dają takiej jakości, jakiej… No, ze słowem „oczekiwano” jednak byśmy się wstrzymali. Ostatnio na łamach Przeglądu Sportowego Nawałka stwierdził, że nowi zawodnicy podnieśli rywalizację na treningach…

Reklama

Szkoda, że tylko na treningach.

Trenera Górnika niby broni sytuacja finansowa. Nie tak dawno Bobo Kaczmarek przekonywał nas w wywiadzie, że jedyni zawodnicy na jakich może sobie pozwolić, to tacy z odzysku. Promocje, które w oczywisty sposób wiążą się z ryzykiem i za które teraz obaj – i Kaczmarek, i Nawałka, który jest przecież w analogicznej sytuacji – płacą swoją cenę. Ryszard Wieczorek w „Sporcie” tak mówi o Boninie: „To nie jest pistolet, który z niczego odpali i od razu zacznie być wiodącą postacią w drużynie. Ja przepracowałem z nim pięć okresów przygotowawczych. On musi mieć stabilizację i długofalowy trening”. Nawałka liczył, że zamiast pięciu wystarczy mu tylko jeden okres i Bonin będzie śmigał – jak to się w Polsce mówi – na miarę swoich (dawno niewidzianych) możliwości. Jak widać, nie wyszło.

Naprawdę, nie ma przypadku w tym, że Górnik strzelił wiosną tylko sześć goli z czego trzy w jednym meczu z Widzewem (o ironio, Bonin i Zahorski akurat nie zagrali w pierwszym skłądzie). Nie potrzeba wielkich analiz i mądrych programów komputerowych, żeby zliczyć, że w piątek w meczu z Koroną zabrzanie oddali dwa celne strzały. Dwa z Podbeskidziem i pięć ze Śląskiem. Jak tu oczekiwać goli, kiedy zespół w trzech spotkaniach celnie kopie w kierunku bramki w sumie dziewięć razy? Rywali niestety nie planowali jak w hokeju, wycofywać bramkarzy…

Jesienią Górnik bombardował przeciwników dośrodkowaniami. Z lewej, z prawej, górą, dołem. Czasem lepiej, czasem gorzej, ale w wielu meczach przynosiło to efekty. Dzisiaj tego nie ma, bo nie ma ani napastnika, ani solidnych skrzydłowych, którzy zagraliby taką piłkę. Górnik przegrywa, traci bramki, ale najgorzej i tak funkcjonuje ofensywa i środek pola. Zabrzanie w większości meczów, wyłączając może ten przy فazienkowskiej, nie byli stroną wyraźnie gorszą, tylko ciągle brakowało błysku… Niekonwencjonalnego rozegrania piłki, potem jednego, dwóch piłkarzy, którzy – jak jesienią Milik – strzelą gola w mniej oczywistej sytuacji. Zrobią coś z niczego. Nakoulma, życzeniowo wysyłany do poważnych klubów, dawno gdzieś tę nieprzewidywalność zgubił, a – z całym szacunkiem – Mączyński albo Iwan prochu na boisku nie wymyślą.

Marcin Adamski ostatnio rzucił, że jego zdaniem zaczęło się od… kontuzji Przybylskiego.

Przybylskiego czy nie Przybylskiego – fakt, że urazów w Zabrzu była ostatnio cała masa, a każdy z nich w jakimś stopniu rozbijał Nawałce koncepcję, która jesienią była spójna, powtarzalna i w efekcie skuteczna. W tej rundzie Górnik musiał radzić sobie już bez Przybylskiego, Kwieka, Bembna, wcześniej bez Nakoulmy. Olkowski, zamiast biegać po skrzydle, musiał więc łatać dziury w obronie, a Szeweluchina widzieliśmy na pozycji defensywnego pomocnika. Sytuacja kadrowa zachwiała wszystkim tym, co jesienią dopracowano w szczegółach, a wymagać od pozostałych, zdrowych piłkarzy Górnika pełnej wszechstronności to jak wymagać od kleptomana, żeby do końca życia niczego więcej nie zwędził.

Na dobrą sprawę, przyglądając się przez dłuższą chwilę kadrze tej drużyny, można tylko i wyłącznie nabrać szacunku do roboty, jaką Nawałka z nią wykonał do tej pory. Pierwszy przykład z brzegu – jedenastka na ostatni mecz z Koroną: Skorupski, Gancarczyk, Kopacz, Danch, Olkowski, Nakoulma, Szeweluchin, Iwan, Mączyński, Bonin i Zachara. Pół składu z odzysku. Goście ściągnięci z rezerwy innych klubów. Kopacz, który nigdy wcześniej nie grał na poziomie Ekstraklasy, Zachara, Iwan wzięty z Garbarni Kraków… Niewykluczone, że Nawałka przez trzy lata swojej pracy w Zabrzu ulepił z tego taniego, wybrakowanego materiału zespół grający blisko maksa swoich możliwości. Teraz się od niego wiele oczekuje, liczy kolejne porażki, choć równie dobrze można by oczekiwać tyle, ile od Ruchu Chorzów. Czy nie taka prawda?

Nie tak dawno Jacek Zieliński wkroczył do szatni Ruchu, porozglądał się chwilę, a potem oświadczył, że zespół, który bił się o tytuł mistrza to już historia. Trzeba budować nowy, chociaż nie ma z czego (nie ma za co). Z dnia na dzień. Może podobnie do historii – choć jeszcze nie zdążył nawet niczego wygrać – powoli odchodził będzie też Górnik w obecnym kształcie? Ostatecznej odpowiedzi nie da nam pewnie żadna z najbliższych kolejek ligi. Załamanie jakie przeżywają zabrzanie jest zaskakujące, drastycznie bije po oczach. Ale czasem sami się zastanawiamy: jak długo można mieć wyniki funkcjonując na wariackich papierach, na tak chwiejnych podstawach i w rzeczywistości w jakiej tkwi od dawna Górnik?

Nawet sam Nawałka, żeby zbyt często nie odpowiadać na tego typu pytania, chętnie wysyła do dziennikarzy Jarosława Tkocza. Trenera bramkarzy, żeby było jasne.

Najnowsze

Anglia

12-letni zakaz dla trenera. Wysyłał do zawodniczek intymne zdjęcia

Braian Wilma
0
12-letni zakaz dla trenera. Wysyłał do zawodniczek intymne zdjęcia
Reklama

Weszło

Reklama
Reklama