Niegospodarność, głupota, złodziejstwo? Jakie jest właściwe słowo dla tego, co działo się w PZPN?

redakcja

Autor:redakcja

12 grudnia 2012, 16:44 • 2 min czytania

Reklama
Niegospodarność, głupota, złodziejstwo? Jakie jest właściwe słowo dla tego, co działo się w PZPN?

Odpowiedź na pytanie, jak za czasów Grzegorza Laty działał PZPN, daliśmy w tekście o „aferze autokarowej”. Był to sygnał, że umowy zawierano w sposób skandaliczny, szkodliwy, niegospodarny. Liczba dziwnych transakcji każe zadać pytanie: czy związkiem kierował chłopek, który zupełnie nie ogarniał rzeczywistości, czy też człowiek, który celowo wyprowadzał pieniądze? A może ktoś wierzy w opcję trzecią: płacił tyle, ile płacić należało.
Tak jak trudno uwierzyć, że ktoś przez pomyłkę podpisał aneks w kontrakcie dotyczącym wynajmu autokarów (okres wypowiedzenia: 36 miesięcy, 75 tysięcy złotych miesięcznie), tak trudno uwierzyć, że kierowca Grzegorza Laty przez pomyłkę w 2012 roku dostał 100 tysięcy złotych premii, z czego 60 tysięcy złotych w październiku, czyli tuż przed tym, jak przestał pracować. Dodajmy, że ów kierowca zarabiał miesięcznie około 7 tysięcy złotych i dziwnym trafem… pochodzi z Mielca.

Reklama

Za co miał tyle płacone? Po koleżeńsku? Za dyskrecję? Za wożenie „przełożonego” przez następne lata po rodzinnym mieście? Jeśli zsumujemy pensję i nagrody, to okaże się, że 2012 roku ów kierowca zarobił prawie 200 tysięcy złotych. Nie jest to jeszcze stawka Roberta Kubicy, ale już całkiem godna… Bycie znajomym Grzegorza Laty to był świetny interes. Można było żyć jak król będąc szoferem, można było być emerytowanym (bardzo emerytowanym, takim, który pisał laurki piłkarzowi Lacie) dziennikarzem i zgarniać dychę na miesiąc.

I takie sprawy – średniego kalibru – każą inaczej patrzeć na wszystko inne, szukać podwójnego dna w dokładniej każdej umowie. Działka zakupiona przez poprzednie kierownictwo związku pod budowę siedziby – jak twierdzą specjaliści – była warta w tamtym czasie 3,5 miliona złotych, tymczasem została kupiona za 8 milionów. Kto przepłaca o 4,5 miliona, w dodatku za działkę, która na koniec okazuje się bezużyteczna? Idiota czy… ktoś kto bardzo chce przepłacić? To są pytania, na które poszukiwana będzie odpowiedź. Niewykluczone, że tej odpowiedzi szukać będzie prokuratura.

Na razie prokuratura zajmuje się „aferą autokarową”. Na aneksie do kontraktu są podpisy Grzegorza Laty, Zdzisława Kręciny i Władysława Ł»mudy. Każda z tych osób twierdzi, że niczego nie podpisywała. Albo im się zapomniało, albo Grzegorz Kulikowski posługuje się sfałszowanym dokumentem – ale chyba nie jest aż tak głupi?

Ile pieniędzy przez ostatnie lata wypłynęło z PZPN – to się w głowie nie mieści.

Reklama

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama