Kluby pełne Zahorskich, czyli transfery po polsku

redakcja

Autor:redakcja

12 grudnia 2012, 15:01 • 4 min czytania

Reklama
Kluby pełne Zahorskich, czyli transfery po polsku

Kasa znów popłynęła w złym kierunku. Transferowe niewypały. Co sezon, właściwie nawet co rundę przekonujemy się jak pojemna jest to kategoria. Studnia bez dna, gotowa do topienia pieniędzy. Są wprawdzie i tacy jak Maciej Sadlok, którzy w wywiadach przekonują, że sama runda jesienna to zbyt krótki okres, by wyciągać wnioski na temat kogokolwiek oraz czegokolwiek. Ale naszym zdaniem piętnaście meczów w lidze i prawie pół roku w klubie, to wystarczający okres, żeby z grubsza stwierdzić czy ktoś o piłce ma pojęcie, czy nadaje się do tarcia chrzanu.
Stworzyliśmy listę transferowych niewypałów, biorąc pod uwagę tylko zawodników zatrudnionych w klubach ekstraklasy w letnim oknie transferowym. Piłkarzy, którzy nie spełnili pokładanych w nich oczekiwań, nie zasłużyli na płacone im wysokie pensje albo po prostu byli w tej lidze całkiem nowi, a mimo to nawet nie zdążyli się z nami przywitać. Wiele nazwisk i tak potraktowaliśmy wyrozumiale, bo aż ciężko było jednoznacznie stwierdzić, czy to ewidentna wtopa, czy przeciętność jeszcze w granicach dopuszczalnej normy. Nasza lista wygląda więc następująco:

Reklama

Alan Stulin
Marko Simić
Jakub Kowalski
Aleksandr Lebediew
Maciej Sadlok
Sergiej Golatkin
Mindaugas Panka
Marcin Kikut
Isidoro
Mouhamadou Traore
Grzegorz Bonin
Ireneusz Jeleń
Dariusz Pietrasiak
El Mehdy Sidqy
Marko Suler
Grzegorz Rasiak
Andreu
Robert Jeż
Pavel Sultes
Tomasz Zahorski
Antoni فukasiewicz
Romell Quioto
Jan Frederiksen
Daniel Sikorski

Dwadzieścia cztery nazwiska. Takich ludzi jak Simić czy Lebiediew, którzy byli dla nas kompletnie anonimowi i są niestety nadal. Ale i takich jak Jeż, mających wysokie kontrakty, pokaźne sumy odstępnego, za które niekoniecznie odpłacili się na boisku. Powtarzamy, zestaw jest mocno subiektywny, bo czasami to jak wybór między dżumą a cholerą. Z łatwością wyliczylibyśmy drugie tyle nazwisk zawodników, którzy niczym nas nie zachwycili, ale też nie spodziewaliśmy się po nich wiele. I co tu z nimi zrobić? Uznać za niewypał czy odpuścić? Taki Michał Gliwa. Ręcznik w bramce, ale grał całą rundę, bo lepszego w Zagłębiu nie mieli. Kolejny – Adrian Sikora. Ewidentnie rozczarowuje, ale ma niziutką pensję i już z definicji miał stanowić tylko uzupełnienie składu. Reiss? O, albo Grodzicki z Modelskim, którzy niby grają, ale robią to znacznie poniżej oczekiwań. Dudek, Bartoszewicz, Piter-Bucko. Masa takich gości, których ciężko zakwalifikować gdziekolwiek indziej niż pod szyld „Nijakość łamane przez przeciętność”.

Co do wielu nazwisko nie mieliśmy jednak żadnych wątpliwości.

Alan Stulin – najbardziej nędzny w całym Bełchatowie
Jan Frederiksen – najgorszy lewy obrońca w lidze
Ireneusz Jeleń – wiadomo, wiele słów już o nim padło
Romell Quioto – zdaje się, że zupełnie nie umie grać w piłkę
Tomasz Zahorski – już tylko koszulka, dawno nie zawodnik
Dariusz Pietrasiak – na tyle błędów mógłby sobie pozwolić w Wiśle Sandomierz
Maciej Sadlok – nieprawdopodobny zjazd do poziomu bliskiego zeru
Grzegorz Rasiak – w drugim klubie z rzędu ewidentnie zawodzi
Daniel Sikorski – wiadomo: „Daniel Sikorski, najlepszy napastnik Polski”
Aleksandr Lebiediew – tego to w ogóle nie znamy, a miał ponoć strzelać gole.

Reklama

Można tak wyliczać dalej, że zbyt często mylił się Panka, rozczarował Sultes. Lovrencsics, nawet jeśli nie gra całkiem tragicznie, nie jest tym, kogo się spodziewano, że Andreu popadł w totalną przeciętność. Generalnie, wystarczyło pół roku, jedno okno transferowe, żeby w polskiej lidze – z jednego klubu do drugiego – przetoczyło się kilka ton szrotu.

Co gorsza, gdyby utworzyć listę transferów udanych, graczy, którzy w swoich klubach się sprawdzają, dając od czasu do czasu pozytywny zastrzyk jakości, jakiej w tych zespołach i na tych konkretnych pozycjach wcześniej brakowało, nazwisk byłoby bez porównania mniej. Też spróbowaliśmy się ich doliczyć:

Raul Gonzalez
Thomas Phibel
Michal Papadopulos
Tomasz Jodłowiec
Maciej Dąbrowski
Fabian Pawela
Kamil Adamek
Matej Izvolt
Damian Zbozień
Paweł Oleksy
Marek Saganowski
Ricardinho
Jarosław Bieniuk
Piotr Brożek
فukasz Trałka
Kebba Ceesay
Michał Janota
Seweryn Gancarczyk

Siedemnaście nazwisk, których nie wkładamy ani do worka „niewypał”, ani „całkowita nijakość” Ale z drugiej strony, jakie to nazwiska? Ilu z tych piłkarzy podniosło jakość całej ligi, a nie tylko dorównało do poziomu swoich drużyn, jak nieznany nikomu wcześniej Kamil Adamek. Zdaje się, że zdecydowana większość.

Reklama

A w takim razie, pytanie trzecie i ostatnie, ile pieniędzy zostało zmarnowane, żeby dokonać całego tego transferowego miszmaszu, w którym na jeden niezły transfer przypadają dwa fatalne i jeden kompletnie nijaki? Albo na jeden bardzo dobry przypada pięć tych nędznych. Trochę musiało się wydarzyć, kilka spotkań musiało się odbyć, zacna grupka menedżerów zarobiła na parę miesięcy życia, niejedna premia za podpis też wpadła na konto. A na koniec, jak co sezon, wychodzi na to, że wygrała POMYفKA.

TRANSFEROWE WTOPY VS. TRANSFERY UDANE 24:18
Jeśli jednak doliczymy te kompletnie nijakie, udanych będziemy mieć NIE WIĘCEJ NIŁ» 20% CAفOŚCI.

Niestety, działacze ciągle mają skuteczność naszych ligowych napastników.

PM

Reklama

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama