Legia Warszawa liderem, Lech Poznań wiceliderem ekstraklasy po rundzie jesiennej. Te rozstrzygnięcia już znamy. „Kolejorz” niezwykle efektywnie grając na wyjazdach (siedem zwycięstw!) odrobił to, co stracił na własnym boisku. W niedzielę po emocjonującym meczu pokonał Koronę w Kielcach, po golu, który jest kwintesencją polskiej ekstraklasy: Łukasz Trałka chciał strzelić na bramkę gospodarzy, ale piłka zeszła mu tak bardzo, że nie leciała ani w kierunku bramki, ani nawet w kierunku linii końcowej – zakręciła gdzieś w stronę autu i po drodze mijała Ślusarskiego. Ten wślizgiem skierował ją do siatki.
Czy się to komuś podoba, czy nie, „Ślusarz” ostatnio regularnie otwiera zamki i może się liczyć w walce o koronę króla strzelców. Jest też najskuteczniejszym polskim piłkarzem w całej ekstraklasie.
Tak – napastnik, który przez cały poprzedni sezon nie strzelił ani jednego gola, w tym jest najskuteczniejszy spośród rodaków. Za nami runda pełna zaskoczeń. Lech o dziwo wygrał tylko dwa mecze u siebie i aż siedem na wyjeździe, co wygląda na pomieszanie z poplątaniem. Ale jeszcze większym pomieszaniem z poplątaniem jest to, że Jagiellonia – uchodząca przez lata za zespół własnego boiska – u siebie wygrała tylko raz, a na wyjeździe nie przegrała żadnego meczu (niemniej należy pamiętać, że wybitnie pomogli w tym sędziowie – w meczach z Polonią w Warszawie i Ruchem w Chorzowie). Kto się doszukuje w naszej lidze logiki, ten musi być srogo zawiedziony. Rewelacje poprzedniego sezonu – Ruch i Korona – pałętają się tuż nad strefą spadkową, zaraz obok Wisły Kraków, a w czubie jest Polonia, która przygotowywała się do sezonu w korytarzu, przed gabinetem Józefa Wojciechowskiego.
Zgadzają się za to spadkowicze, których chyba w zasadzie już znamy. Podbeskidzie jeszcze mogło postraszyć peleton mocniejszym finiszem (chociaż powiedzmy sobie szczerze – peleton raczej by się ze strachu nie wywrócił, chyba że ze śmiechu), lecz nie zdołało dociągnąć prowadzenia 2:1 z Widzewem do ostatniego gwizdka. Trzymając się porównań kolarskich, przy takiej różnicy, teraz to peleton może się zatrzymać, spokojnie odlać, a Podbeskidzie dalej będzie daleko w tyle. Jeśli teraz przed nami etap górski, to „Górale” z racji nazwy byliby groźni, lecz problem w tym, że tylko „Górale” będą mieli wiosną pod górę, a wszyscy inni – z górki.
Już to wykorzystaliśmy w relacji LIVE, ale pewnie nie każdy ją czyta, a to – tak nam się zdaje – fajny obrazek, pokazujący, jak szybko zmienia się trenerskie życie. Jeszcze dwa lata temu Michał Probierz i Marcin Sasal walczyli o mistrzostwo jesieni. Probierz prowadził Jagiellonię, Sasal Koronę, a tabela wyglądała tak…

Dzisiaj znowu obaj są sąsiadami w ligowej tabeli, mają nawet tyle samo punktów. Probierz jest ostatni, a Sasal przedostatni. Nie piszemy tego, by udawać, że to ich wina, bo wiadomo przecież, że nie – oni tych marnych zespołów (Bełchatowa i Podbeskidzia) nie budowali i nie oni odpowiadają za to, w jakim stanie te zespoły są. Mało tego – zgadujemy nawet, że dzisiaj, dzięki różnym zdobytym doświadczeniom (zawodowym i prywatnym) są lepszymi trenerami niż byli dwa lata temu. A jednak – właśnie spadają z ligi. Taki zawód. Chociaż z drugiej strony kiedyś Fabio Capello powiedział: – Dobry trener to taki, który bierze odpowiednie zespoły w odpowiednim momencie.
Probierzowi i Sasalowi można chyba zarzucić, że wzięli nieodpowiednie. Nikt im pistoletów do głów nie przystawiał, gdy podpisywali kontrakty.
Sasalowi jednak musimy napisać jedno: kiedy jego zespół prowadzi, jest 81. minuta spotkania, a on dość panicznym wzrokiem patrzy co chwilę na zegarek, żeby sprawdzić, ile jeszcze – to nie wygląda na faceta, który może uspokoić swój zespół i na chłodno rozegrać końcówkę. Chociaż z drugiej strony – to musimy mu oddać – nikt normalny nie byłby spokojny, wiedząc, że jeszcze dziesięć minut, w trakcie których pierdołowaci zawodnicy Podbeskidzia mają nie stracić gola. Mógłby jednak troszkę poudawać mniej rozdygotanego.
Dla Bełchatowa i Podbeskidzia chyba nie ma już ratunku – i to nie tylko ze względu na stratę punktową. Po prostu nie dość, że wszyscy inni daleko odjechali w tabeli, to jeszcze wszyscy inni zdecydowanie lepiej grają w piłkę. Nie ma kim gonić i w zasadzie – nie ma kogo gonić.
W poniedziałek Polonia Warszawa zagra z Pogonią Szczecin i później już fajrant na niemal trzy miesiące.