Ślusarz coraz częściej otwiera zamki…

redakcja

Autor:redakcja

10 grudnia 2012, 00:50 • 4 min czytania

Legia Warszawa liderem, Lech Poznań wiceliderem ekstraklasy po rundzie jesiennej. Te rozstrzygnięcia już znamy. „Kolejorz” niezwykle efektywnie grając na wyjazdach (siedem zwycięstw!) odrobił to, co stracił na własnym boisku. W niedzielę po emocjonującym meczu pokonał Koronę w Kielcach, po golu, który jest kwintesencją polskiej ekstraklasy: فukasz Trałka chciał strzelić na bramkę gospodarzy, ale piłka zeszła mu tak bardzo, że nie leciała ani w kierunku bramki, ani nawet w kierunku linii końcowej – zakręciła gdzieś w stronę autu i po drodze mijała Ślusarskiego. Ten wślizgiem skierował ją do siatki.
Czy się to komuś podoba, czy nie, „Ślusarz” ostatnio regularnie otwiera zamki i może się liczyć w walce o koronę króla strzelców. Jest też najskuteczniejszym polskim piłkarzem w całej ekstraklasie.

Ślusarz coraz częściej otwiera zamki…
Reklama

Tak – napastnik, który przez cały poprzedni sezon nie strzelił ani jednego gola, w tym jest najskuteczniejszy spośród rodaków. Za nami runda pełna zaskoczeń. Lech o dziwo wygrał tylko dwa mecze u siebie i aż siedem na wyjeździe, co wygląda na pomieszanie z poplątaniem. Ale jeszcze większym pomieszaniem z poplątaniem jest to, że Jagiellonia – uchodząca przez lata za zespół własnego boiska – u siebie wygrała tylko raz, a na wyjeździe nie przegrała żadnego meczu (niemniej należy pamiętać, że wybitnie pomogli w tym sędziowie – w meczach z Polonią w Warszawie i Ruchem w Chorzowie). Kto się doszukuje w naszej lidze logiki, ten musi być srogo zawiedziony. Rewelacje poprzedniego sezonu – Ruch i Korona – pałętają się tuż nad strefą spadkową, zaraz obok Wisły Kraków, a w czubie jest Polonia, która przygotowywała się do sezonu w korytarzu, przed gabinetem Józefa Wojciechowskiego.

Zgadzają się za to spadkowicze, których chyba w zasadzie już znamy. Podbeskidzie jeszcze mogło postraszyć peleton mocniejszym finiszem (chociaż powiedzmy sobie szczerze – peleton raczej by się ze strachu nie wywrócił, chyba że ze śmiechu), lecz nie zdołało dociągnąć prowadzenia 2:1 z Widzewem do ostatniego gwizdka. Trzymając się porównań kolarskich, przy takiej różnicy, teraz to peleton może się zatrzymać, spokojnie odlać, a Podbeskidzie dalej będzie daleko w tyle. Jeśli teraz przed nami etap górski, to „Górale” z racji nazwy byliby groźni, lecz problem w tym, że tylko „Górale” będą mieli wiosną pod górę, a wszyscy inni – z górki.

Reklama

Już to wykorzystaliśmy w relacji LIVE, ale pewnie nie każdy ją czyta, a to – tak nam się zdaje – fajny obrazek, pokazujący, jak szybko zmienia się trenerskie życie. Jeszcze dwa lata temu Michał Probierz i Marcin Sasal walczyli o mistrzostwo jesieni. Probierz prowadził Jagiellonię, Sasal Koronę, a tabela wyglądała tak…

Image and video hosting by TinyPic
Dzisiaj znowu obaj są sąsiadami w ligowej tabeli, mają nawet tyle samo punktów. Probierz jest ostatni, a Sasal przedostatni. Nie piszemy tego, by udawać, że to ich wina, bo wiadomo przecież, że nie – oni tych marnych zespołów (Bełchatowa i Podbeskidzia) nie budowali i nie oni odpowiadają za to, w jakim stanie te zespoły są. Mało tego – zgadujemy nawet, że dzisiaj, dzięki różnym zdobytym doświadczeniom (zawodowym i prywatnym) są lepszymi trenerami niż byli dwa lata temu. A jednak – właśnie spadają z ligi. Taki zawód. Chociaż z drugiej strony kiedyś Fabio Capello powiedział: – Dobry trener to taki, który bierze odpowiednie zespoły w odpowiednim momencie.

Probierzowi i Sasalowi można chyba zarzucić, że wzięli nieodpowiednie. Nikt im pistoletów do głów nie przystawiał, gdy podpisywali kontrakty.

Sasalowi jednak musimy napisać jedno: kiedy jego zespół prowadzi, jest 81. minuta spotkania, a on dość panicznym wzrokiem patrzy co chwilę na zegarek, żeby sprawdzić, ile jeszcze – to nie wygląda na faceta, który może uspokoić swój zespół i na chłodno rozegrać końcówkę. Chociaż z drugiej strony – to musimy mu oddać – nikt normalny nie byłby spokojny, wiedząc, że jeszcze dziesięć minut, w trakcie których pierdołowaci zawodnicy Podbeskidzia mają nie stracić gola. Mógłby jednak troszkę poudawać mniej rozdygotanego.

Dla Bełchatowa i Podbeskidzia chyba nie ma już ratunku – i to nie tylko ze względu na stratę punktową. Po prostu nie dość, że wszyscy inni daleko odjechali w tabeli, to jeszcze wszyscy inni zdecydowanie lepiej grają w piłkę. Nie ma kim gonić i w zasadzie – nie ma kogo gonić.

W poniedziałek Polonia Warszawa zagra z Pogonią Szczecin i później już fajrant na niemal trzy miesiące.

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama
Reklama