Niestety, to był turniej pełen taktyki, a nie techniki

redakcja

Autor:redakcja

08 lipca 2012, 23:57 • 4 min czytania

Niestety, to był turniej pełen taktyki, a nie techniki

Po raz pierwszy w historii Arka zdobyła mistrzostwo Polski juniorów. Drugie miejsce zajął Lech, trzecie Pogoń, a czwarte Zagłębie Lubin. – Z jednej strony można się cieszyć, że ci zawodnicy przejdą do seniorów przygotowani pod względem taktycznym, jednak na pewno trenerzy seniorów bardziej cieszyliby się z zawodników, którzy lepiej kiwają, strzelają czy dośrodkowują, a nie z tych, którzy bardzo dobrze przesuwają i asekurują. Jedno i drugie jest ważne, ale gdzieś tu zachwiano równowagę, za dużo było skutecznego przeszkadzania, za mało ofensywy – mówi Czesław Michniewicz, który turniej obserwował z trybun.
– Poziom był bardzo wyrównany, żaden zespół jakoś zdecydowanie się nie wybijał, ale też nie odstawał poziomem. Nie było jednak takiej Jagiellonii sprzed lat – z Citką, Piekarskim i Frankowskim – która w swoim roczniku nie miała sobie równych. W pierwszym meczu Arka wygrała z Zagłębiem Lubin po golu w doliczonym czasie gry i nikt wtedy nie sądził, że gdynianie wygrają ten turniej. Ciekawy był mecz Lecha z Pogonią, zakończony wysokim wynikiem (5:2), ale wtedy Lechowi wszystko wchodziło, a Pogoń miała naprawdę bardzo dobre momenty w grze, było widać, że to dobry zespół. Brakowało im zawodnika, który dojechał po pierwszym spotkaniu, فukasza Zwolińskiego. Ten Zwoliński włączony już jest do treningów z pierwszą drużyną, jest bardzo utalentowany. Później robił różnicę.

– Kto ci się podobał przede wszystkim?

– O Zwolińskim wspomniałem. W Pogoni fajnie prezentowali się Sebastian Rudol, Mateusz Lewandowski, lewonożny, dynamiczny, ze zmysłem do gry kombinacyjnej, został uznany najlepszym zawodnikiem. Do tego Rafał Gutowski, Kajetan Pogorzelczyk i Norbert Neumann robili dobre wrażenie. Zresztą Pogoń była najbardziej wyrównanym zespołem, o najlepszych warunkach fizycznych, a środkowy obrońca Porzeziński rzucał dalej z autu niż Tomek Hajto w najlepszej formie. W Lechu wyróżniał się Karol Linetty, dwa lata młodszy od innych, pozytywne momenty mieli Chromiński i Witt. W Arce wszystko kręciło się wokół Mateusza Szwocha, ruchliwego, bardzo inteligentnego chłopaka, biorącego grę na siebie. Wspomagali go wracający po kontuzji Dariusz Formella, też dwa lata młodszy (jak Linetty), Paweł Brzuzy i świetnie broniący Szromnik. W Zagłębiu podobali mi się Długosz i Osyra… Arka została mistrzem Polski w dużej mierze dzięki świetnej grze zespołowej. I to jest nagroda dla gdynian za stworzenie przed kilkoma laty programu szkolenia i jego realizacji. Na tym w przyszłości powinna opierać się siła pierwszej drużyny Arki. Innej drogi nie ma.

– To są przyszłe gwiazdy?

– Nie wiem, czy od razu gwiazdy. Jeśli mam być szczery, nie było piłkarza, który rzucał na kolana, takiego jak rok temu w Gdyni Aleksander Jagiełło z Legii, albo Arkadiusz Milik, wtedy jeszcze z Rozwoju Katowice. Wymieniłem wyróżniających się piłkarzy, ale z przykrością muszę stwierdzić, że ogólny poziom techniczny zawodników nie był wysoki. Zespoły funkcjonowały bardzo dobrze taktycznie. Widać, że trenerzy posiadają dużą wiedzę na ten temat i że bardzo nad tym elementem pracowano. Pod względem taktyki momentami przypominało to już piłkę seniorską.

– To co mówisz jest jednak przerażające. W mistrzostwach Polski juniorów taktyka wzięła górę nad techniką?

– Myślę, że trenerzy w ten sposób chcieli nakryć mankamenty techniczne zawodników, na pewno wielu graczy jest pod względem czystych umiejętności trochę zaniedbana, widać niedociągnięcia z lat dziecięcych. W zasadzie w tym turnieju nie było ani jednego piłkarza, który czułby się w pełni swobodnie wchodząc w drybling. Niewielu zawodników decydowało się na indywidualne akcje, a i nad jakością podania i przyjęcia też trzeba jeszcze mocno popracować.

– I królem strzelców został piłkarz, który strzelił dwa gole.

– A mistrzem Arka, która strzeliła trzy. No tak, to nie jest bilans, jakiego oczekiwalibyśmy po juniorach. Z jednej strony można się cieszyć, że ci zawodnicy przejdą do seniorów przygotowani pod względem taktycznym, jednak na pewno trenerzy seniorów bardziej cieszyliby się z zawodników, którzy lepiej kiwają, strzelają czy dośrodkowują, a nie z tych, którzy bardzo dobrze przesuwają i asekurują. Jedno i drugie jest ważne, ale gdzieś tu zachwiano równowagę, za dużo było skutecznego przeszkadzania, za mało ofensywy. Pozostaje pytanie, czy to podejście będzie pozytywnie skutkowało w przyszłości.

– To nie są za dobre wieści.

– Na podstawie tego turnieju można ocenić, że zawodnikom brakuje techniki czysto podwórkowej, brakuje radości i komfortu z posiadania piłki przy nodze, brakuje zamiłowania do tricków, sztuczek, do tego wszystkiego, za co w dzieciństwie kocha się piłkę. Widziałem nie tak dawno juniorów Schalke oraz PSV, oczywiście pracują w innych warunkach i niestety widać różnicę w operowaniu piłką. W przyszłości nad tym elementem powinniśmy się bardziej skupić i stworzyć jeszcze lepsze warunki do rozwoju naszym zawodnikom i trenerom.

– Coś ci się jeszcze nie podobało?

– Dobrze byłoby zastanowić się nad organizacją turnieju. Trwał zaledwie pięć dni, grano systemem mecz-przerwa-mecz-przerwa-mecz. Na sam koniec ci chłopcy byli bardzo zmęczeni, odnosili kontuzje bez kontaktu z przeciwnikiem, wynikające z przeciążenia organizmów. Nawet na Euro zespoły grają co 4 dni, a dysponują 23 pełnowartościowymi graczami, czego nie można było powiedzieć o naszych juniorach. Nic by się nie stało, gdyby turniej rozciągnięto na pełny tydzień.

Reklama

Na zdjęciu Krystian Ł»ołnierewicz, obrońca Arki Gdynia, mistrz Polski juniorów.

Najnowsze

Inne sporty

Tomasiak najmłodszym polskim medalistą zimowych igrzysk w historii

AbsurDB
0
Tomasiak najmłodszym polskim medalistą zimowych igrzysk w historii
Reklama

Weszło

Reklama
Reklama