Pro publico bono po walijsku, czyli uczynny jak Craig Bellamy

redakcja

Autor:redakcja

03 marca 2012, 11:39 • 8 min czytania

Reklama
Pro publico bono po walijsku, czyli uczynny jak Craig Bellamy

Sir Bobby Robson powiedział kiedyś, że to najbardziej pyskaty piłkarzem z jakim przyszło mu pracować. Podobne opinie wyrażają ludzie z najbliższego otoczenia zawodnika, przekonujący że zawsze mówi to, co aktualnie myśli i nigdy nie pozostaje obojętny na sprawy, które mu się nie podobają. Zawziętość, wybuchowość i porywczość to cechy towarzyszące mu niezależnie od tego, czy rozgrywa arcyważny mecz, czy baluje w ekskluzywnym lokalu. Słowem – typowy wyspiarski charakter, nie dający sobie dmuchać w kaszę.
Jednak Craig Bellamy to nie tylko furiat i zawadiaka rzucający krzesłem w trenera, okładający Johna Arne Riise kijem golfowym za to, że ten nie chciał wziąć udziału w karaoke, czy tłukący ludzi na ulicach Cardiff bez większych powodów. W ostatnim czasie Walijczyk dał się poznać, jako filantrop i człowiek ze szczytną misją. Działająca od 2008 roku w Sierra Leone fundacja charytatywna, to prawdziwie alter ego napastnika, w które od początku istnienia wpompował z własnej kieszeni ponad 1,2 mln funtów.

Reklama

Afrykański sen

W ostatnim dniu stycznia bieżącego roku, Bellamy po raz pierwszy opowiedział szerszej publiczności o drugiej, mało znanej stronie swojego życia. Na antenie stacji ITV4 wyemitowano 45-cio minutowy dokument pt. „Craig Bellamy’s African Dream”. Pół roku wcześniej ekipa telewizyjna odwiedziła piłkarza w Sierra Leone i towarzyszyła mu przez 10 dni, spotykając się w tym czasie m.in. z piłkarzami po amputacji- ofiarami wojny domowej w zachodnioafrykańskim kraju. Sam piłkarz- choć początkowo stronił od takiej możliwości- dostrzegł w filmie możliwość nagłośnienia akcji, co docelowo miało przynieść za sobą nowych sponsorów i darczyńców. -Zamierzam nadal finansować akademię, ale liczę też na charytatywne darowizny dla ligi młodzieżowej, ligi żeńskiej i drużyny zawodników po amputacjach. Włożyłem mnóstwo pieniędzy w ten projekt, ale za każdym razem, gdy to analizuję, wiem że wydałbym je jeszcze raz – deklarował Walijczyk, którego charytatywna działalność daje mieszkańcom Sierra Leone nadzieję i wiarę w lepsze jutro. Właśnie za to dziękują mu za każdym razem, gdy tylko zjawia się w ich kraju, choć on sam podchodzi do tematu zupełnie inaczej. – Jeśli mam być szczery, to ja muszę podziękować im za wszystko, co zrobili dla mnie jako człowieka.

Craig Bellamy w afrykański sen zapadł niemal 5 lat temu, gdy po raz pierwszy- jeszcze jako zawodnik West Ham – odwiedził we Freetown, stolicy Sierra Leone, jednego ze swoich przyjaciół. Na miejscu zetknął się z krajobrazem zdruzgotanym prowadzonymi przez wiele lat działaniami wojennymi, które solidnie wstrząsnęły krajem. Styczność z wszechobecną nędzą była równie przybijająca. Uwagę piłkarza przykuło jednak coś zupełnie innego- entuzjazm i zapał z jakimi miejscowi oddawali się grze w piłkę nożną. Wtedy też w głowie zrodził mu się pomysł powołania fundacji, która miałaby nieść pomoc lokalnej społeczności. Pod jej egidą powstała akademia piłkarska, kształcąca utalentowanych zawodników. – Chcemy dać im szansę, której nie mieli ich ojcowie i dziadkowie. Wcześniej, z powodu wojny, dzieci nie miały takiej możliwości. Jednak żeby było jasne- nie szukam zawodników, po to by ich sprzedawać. Nie jestem agentem. Jeśli jakiemuś zawodnikowi uda się pójść dalej wszystkie pieniądze wrócą prosto do akademii – tłumaczył pobudki swoich działań. Na dobry początek wyłożył 650 tys. funtów. Tyle pochłonęło otwarcie 14 nowych lig młodzieżowych, których brakowało w kraju, 68 zespołów dla chłopców i zatrudnienie 141 trenerów i menadżerów. Przy okazji Bellamy przyznał, że wcześniej planował rozpocząć podobną działalność w Wielkiej Brytanii, lecz wizyta w Sierra Leone całkowicie zmieniła jego plany. Jak sam mówi: – Dopiero będąc tam zobaczyłem, że my tak naprawdę mamy się dobrze.

Reklama

Nie tylko o piłkę chodzi

Wbrew pozorom piłka nożna to nie podstawowy powód, dla którego Bellamy udziela się w na Czarnym Lądzie.. Oczywiście, to bardzo ważny aspekt, niejako magnes przyciągający przyszłych podopiecznych fundacji, ale tak naprawdę sens całej inicjatywy jest znacznie głębszy. Najważniejszym celem jest zapewnienie dzieciom, które znajdują się pod jej opieką odpowiedniej edukacji, ułatwiającej start w przyszłość. Akurat w kraju takim jak Sierra Leone, gdzie wskaźnik umieralności młodzieży jest najwyższy na świecie, a niebezpieczeństwo niesione przez HIV i AIDS – jak zresztą w niemal całej Afryce – jest ogromne, odpowiednie nauczanie, nakreślające główne problemy jest po prostu priorytetem.

Właśnie dlatego Bellamy i jego fundacja postawili sobie za cel- poza wybudowaniem własnej szkoły- zachęcenie dzieci do podjęcia nauki w już istniejących placówkach. Do realizacji założenia przyjęto bardzo prostą zasadę- nie ma szkoły, nie ma piłki. Punkty w lidze zdobywa się nie tylko za wyniki meczów, ale także za postawę fair play i szkolną frekwencję. Może właśnie dlatego wśród podopiecznych fundacji wynosi ona 96 punktów procentowych, podczas gdy krajowa średnia to ledwie 21.

Reklama

Osobną sprawą jest szkoła działająca przy akademii. Dziś w tej placówce dzieci uczą się matematyki, angielskiego, chemii, biologii i fizyki. Regularnie przeprowadzane testy stale monitorują ich postępy. Przy okazji Światowego Dnia AIDS organizowane są warsztaty z podnoszenia świadomości na temat zagrożeń niesionych przez tą chorobę. Chętnym, którzy po ukończeniu szkoły zechcą kontynuować naukę fundacja gwarantuje możliwość przeniesienia się do USA lub Wielkiej Brytanii. Zamysł jest taki, aby tym sposobem dać Sierra Leone specjalistów z zakresu prawa, medycyny, czy ekonomii, na których nadmiar kraj ten nie może narzekać. Trudno się zresztą temu dziwić skoro ponad połowa obywateli nie umie pisać i czytać, a do szkoły uczęszcza aktualnie mniej niż 45 % dzieci.

Walijski napastnik wierzy, że ścieżka, którą obrał w przyniesie w przyszłości oczekiwane efekty. Liczy na to, że w przynajmniej małym stopniu przyczyni się do zbudowania lepszej przyszłości dla Sierra Leone. Promowanie edukacji i udostępnienie jej lokalnej młodzieży jest najlepszym środkiem realizacji. Zresztą Bellamy, mówiąc o podopiecznych akademii, stawia sprawę bardzo jasno: – Najważniejsze dla mnie jest ich wykształcenie, oni sami robią bardzo dużo w tej dziedzinie. Koncepcja edukacji jest dla mnie numerem jeden. A futbol? Futbol zawsze był numerem dwa.

Szansa dla każdego

W wrześniu 2010 roku Craig Bellamy oficjalnie otworzył akademię w Tombo, 30 kilometrów od Freetown. Wcześniej najzdolniejsi chłopcy szkolili się w akademii Right to Dream w Ghanie. W Old Akrade regularnie odwiedzał ich Bellamy, zainteresowany postępami jakie robią. Dziś szesnastuu chłopców ma do dyspozycji własny ośrodek, przy którym oprócz szkoły z internatem mieści się też pełnowymiarowe boisko do piłki nożnej. Nad ich rozwojem czuwa grono wykwalifikowanych nauczycieli i trenerów. Póki co, zdecydowaną większość z nich rekrutowano z Europy, ale Tom Vernon, dyrektor fundacji, przyznaje że długofalowym celem jest wykształcenie trenerów pochodzących z Sierra Leone, którzy z czasem zajmą się szkoleniem młodzieży w akademii. Dodatkowo każdy z wychowanków otrzymał 5-cio letnie stypendium, które umożliwia połączenie futbolu z nauką. Jak podkreśla Bellamy, pierwsza grupa podopiecznych jest wyjątkowa- prawie wszyscy urodzili się w czasie wojny i sam fakt, że żyją to niemalże cud.

Reklama

Image and video hosting by TinyPic

Jakiś czas temu pojawił się pomysł, by utworzyć w akademii sekcję dla dziewcząt. Póki co funkcjonuje jedynie liga, w której przedstawicielki płci żeńskiej mogą mierzyć swoje siły, jednak idea włączenia ich do akademii cały czas pozostaje żywy. – Czasami u kobiet w Afryce nie zobaczysz tego samego spojrzenia, jakie występuje u kobiety, gdy wracasz do domu. One nie mają tu zbyt wiele do powiedzeni, więc istotne jest żeby to zmienić Wiele dziewczyn tutaj uwielbia piłkę nożną, więc jest dla nas ważne, aby dać im szansę taką samą, jak chłopcom. W przyszłości mogą stać się liderami społeczności- przekonuje Bellamy, który w czerwcu 2011 roku prowadził w Makeni, czwartym co do wielkości mieście Sierra Leone, kampanię na rzecz równouprawnienia płci.

Na ósmego marca bieżącego roku przewidziano start kolejnego sezonu żeńskiej ligi. Data nie jest przypadkowa- jak wiadomo właśnie wtedy obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Kobiet. Rozgrywki mają przybrać bardziej profesjonalny charakter, a liczba drużyn wzrośnie z 4 do 12. Cel? Dokładnie taki sam, jak w przypadku chłopców.

Nie taki diabeł straszny?

Reklama

Craig Bellamy zaangażowany w działalność charytatywną we wschodniej Afryce jakoś nie pasuje do obrazka piłkarza, który znamy. Gdzie podział się ten walijski buntownik ze swoim podłym charakterem? Gdzie schowało się niesforne dziecko brytyjskiego futbolu? Raczej próżno go teraz szukać, choć Bellamy nadal miewa wyskoki, takie jak ten podczas derbowego pojedynku z Manchesterem United, kiedy to uderzył biegającego po murawie kibica. Swego czasu, akurat gdy napastnik przebywał w Freetown, donoszono też o jego przepychankach z jednym ze współpracowników w miejscowym kasynie. Wydaje się jednak, że zaangażowanie w prace fundacji nieco uspokoiło krewkiego Walijczyka, zmieniło jego pogląd na pewne kwestie. Zresztą on sam jest chyba podobnego zdania: – To, że byłem w stanie pomóc ludziom w gorszej sytuacji daje mi większą satysfakcję niż cokolwiek, co oferuje piłka. Niezależnie od tego, czy osiągnę jeszcze coś w futbolu, czy nie, zawszę mogę wrócić do Sierra Leone i zobaczyć na ile byłem w stanie pomóc.

A pomagać jest jeszcze w czym, mimo iż pod patronatem fundacji znajduje się obecnie ponad 2 tysiące dzieci, tworzących niemal 100 drużyn piłkarskich. Przede wszystkim w planach jest rozbudowa akademii tak, aby mogło znaleźć się w niej miejsce dla większej ilości uczniów. Wewnątrz fundacji stale krąży też koncepcja o wsparciu dla piłkarskiej drużyny, w której grają ludzie po amputacjach. فatwo pewnie nie będzie, ale patrząc na dotychczasowe zaangażowanie Bellamy’ego niemal pewne jest, że prędzej czy później cel zostanie zrealizowany. Zresztą Walijczyk ma w Sierra Leone pełne poparcie władz państwowych, a prezydent kraju nakazał swoim ministrom traktować priorytetowo wszystkie sprawy związane z fundacją, która- poza tym, że promuje edukację- stawia sobie dodatkowe cele. Chodzi mianowicie o poprawę opieki zdrowotnej, ograniczenie ubóstwa, integrację osób niepełnosprawnych i propagowanie praw człowiek. Nie dziwi więc,że Craig Bellamy pozostaje dobrej myśli i przekonuje, że wtórują mu w tym ludzie z Sierra Leone, których – jak sam mówi – uwielbia za to, że we wszystkim widzą dla siebie przyszłość.

KAROL BOCHENEK

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama