Pasieka dobija do „personal best”. Kibice Cracovii, jak co roku, witają się z pierwszą ligą

redakcja

Autor:redakcja

03 marca 2012, 11:12 • 4 min czytania

Reklama
Pasieka dobija do „personal best”. Kibice Cracovii, jak co roku, witają się z pierwszą ligą

„Pajace!”, „Bójcie się chamy, do pierwszej ligi wracamy!” albo „Jeszcze jeden! Jeszcze jeden!” – to tylko te najbardziej kulturalne okrzyki, jakie po drugim golu dla Zagłębia wznosili wczoraj kibice Cracovii. Chwilę po ostatnim gwizdku pod ich sektor podeszło sześciu „piłkarzy” (raczej nie zasłużyli, by nazywać ich piłkarzami). Reszta od razu uciekła do szatni, a ci którzy zostali, nie zamierzali dziękować za doping, tylko ze spuszczonymi głowami dobrowolnie poddali się emocjonalnemu linczowi trybun.
Gdy Pasieka w październiku obejmował Cracovię, wielu mówiło, że znów trafia do klubu, na którym może sobie tylko połamać zęby. Odpowiadał na to, że komuś wreszcie musi się udać i pełna zgoda – kiedyś pewnie się uda, ale już widać, tym szczęśliwcem raczej nie będzie Pasieka. Prezes Filipiak zaraz po meczu zapowiedział, że nie przewiduje nerwowych ruchów, bo „nie bardzo wie, jaki trener mógłby mu pomóc”. Póki co, traci cierpliwość do zawodników, którym w szatni zadeklarował, że nie widzi możliwości, by płacić im takie pieniądze, za TAKÄ„ grę.

Reklama

Za marny spektakl jedenastu parodystów.

Pasieka długo nie przychodził na pomeczową konferencję prasową, a gdy wreszcie się na niej pojawił, dostał pierwszy strzał w postaci pytania o ewentualną dymisję. Obruszył się lekko, po czym wyszeptał, że najpierw musi ochłonąć i przeanalizować błędy, dlatego pytanie w tym momencie jest bezzasadne.

Image and video hosting by TinyPic

Od kiedy w drugiej połowie września przejął Cracovię, wygrał trzy mecze. Pięć zremisował i kolejne pięć przegrał. Można by uznać, że na początku nawet rozpieszczał kibiców przyzwyczajonych do zbierania batów średnio w ośmiu spotkaniach na dziesięć, ale już wiosna rzuca się na jego pracę bardzo mocnym cieniem…

Reklama

– Trzy mecze u siebie
– Ani jednego z zespołem z czołówki
– Ł»adnego zwycięstwa
– Jeden strzelony gol
– Dwa zdobyte punkty
– I znowu miejsce w strefie spadkowej.

W tym momencie pytanie o dymisję trenera przestaje być bezzasadne. Według Filipiaka, wczoraj głównym problemem Cracovii był brak zaangażowania w pierwszej połowie, bo już druga była znacznie lepsza – co tylko utwierdza nas w przekonaniu, że to kolejny prezes, który na piłce się nie zna.

Cracovia ma problem w każdej formacji, za wyjątkiem bramki, którą właśnie zdecydowała się wzmocnić. Włącznie z nowozatrudnionym Cierzniakiem, ma pięciu bramkarzy i dwóch „napastników”, którzy na sam widok budzą politowanie. Trudno było sobie wyobrazić kogoś bardziej statycznego i nieporadnego od van der Biezena, aż do momentu gdy Cracovia ściągnęła Matuleviciusa. Grubego, wielkiego Litwina, który kiedy tylko próbuje wykonać sprint, sprawia wrażenie, jakby wjeżdżał pod górę tirem z naczepą. Krótko mówiąc, pięciu bramkarzy i ani jednego sensownego napastnika. Pięciu bramkarzy i Kosanović w środku obrony. A do tego duet Struna – Boljević, którzy mają kreować grę w środku pola. Kpina.

W pierwszej połowie meczu z Zagłębiem przyzwoite prezentował się Suart, ale – i tu proste pytanie – z kim on miał grać? Mógł podać na alibi do Kosanovicia. Zagrać do środka do Boljevicia. Po linii z chimerycznym Ntibazonkizą albo długą piłkę do Biezena, który co chwilę skacze do główki, a wynika z tego coś raz do roku.

Reklama

Pasieka nie potrafił odpowiedzieć wczoraj na kluczowe pytania. Dlaczego zimą nie ściągnięto wartościowego kreatora gry? Dlaczego w meczu z Zagłębiem drużynie zabrakło jakiejkowiek wizji? I właściwie, na czym ona miała polegać? Na koniec, zapytany, w czym upatrywać szansy na utrzymanie, rzucił „nadzieja umiera ostatnia”, jakby lekko odsłaniając swoją bezsilność. Znów dojrzale wypowiadał się Mateusz Ł»ytko, który stwierdził, że z każdym meczem coraz bardziej czuje się jak polityk – coś obiecuje, a potem nie ma żadnych efektów. Ale na jego nieszczęście, nikt nie zatrudnił go w klubie, by udzielać mądrych wywiadów.

Cracovia znów jest w miejscu, w którym w ostatnich latach czuje się najwygodniej – w strefie spadkowej. Wyczerpała limit szans w meczach u siebie, to teraz z nożem na gardle pojedzie zagrać z ŁKS-em, a potem zebrać potencjalne manto we Wrocławiu. Pasieka notuje właśnie serię pięciu meczów bez zwycięstwa. Zanim zwolniono go z Arki, dojechał do siedmiu…

Image and video hosting by TinyPic

Dziennik „Sport”, oceniając piątkowe spotkanie, aż ośmiu piłkarzom „Pasów” wystawił notę pięć w skali 1/10, co oznacza, że optymiści z Katowic wierzą, że da się zagrać jeszcze o kilka klas gorzej. Nie bardzo potrafimy sobie to wyobrazić, ale czekamy. Do końca sezonu jeszcze dziesięć kolejek. Wszystko przed wami, panowie!

Reklama

PM

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama