Ryszard Komornicki: Znajomi myśleli, że siedzę z granatami w okopie…

redakcja

Autor:redakcja

02 lutego 2012, 17:56 • 6 min czytania

Reklama
Ryszard Komornicki: Znajomi myśleli, że siedzę z granatami w okopie…

– Znajomi dzwonili, bo myśleli, że siedzę z granatami w okopie i bronię się przed rewolucją, ale tam gdzie mieszkałem, jedynym niebezpieczeństwem mogła się co najwyżej wydawać nierówna kostka brukowa. Słońce świeciło, a hotele zapełniały się turystami. Było jak u pana Boga za piecem. Choć dziś skóra cierpnie na samą myśl, że człowiek mógł znaleźć się w tak dramatycznej sytuacji, niewartej żadnych pieniędzy- mówi Ryszard Komornicki, który w rozmowie z Weszło komentuje wczorajszy, tragiczny w skutkach finał meczu egipskiej ligi i opowiada o własnych doświadczeniach z rocznej pracy w tym kraju.
Gdyby kilka miesięcy temu nie wrócił pan z Egiptu, dziś pewnie, bez względu na wszystko, pakowałby walizki.
Może bym pakował, może nie. Nie wiem. Mogę za to z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że sam w Egipcie nigdy nie czułem się bezpośrednio zagrożony. Ł»yło się tam bardzo przyjemnie. Chociaż mam świadomość, że jest to naród, który czasem potrzebuje jednej iskierki, żeby z niej wywołać ogień. Czasem jedno negatywne zdarzenie może spowodować lawinę kolejnych.

Reklama

Dokładnie, jak wczoraj. Ponad siedemdziesiąt osób zabitych, setki rannych. A wszystko to w kontekście zwykłego meczu piłki nożnej.
To jest dla mnie niewyobrażalne. Pod żadnym pozorem nie miało prawa się zdarzyć. Ale mam wrażenie, że w tym narodzie jest bardzo duże poczucie solidarności, co nie zawsze jest potrzebne i nie zawsze idzie w odpowiednim kierunku. Oglądając urywki tych wczorajszych wydarzeń i rozmawiając ze znajomymi z Egiptu, nie mogę oprzeć się wrażeniu – być może się mylę – że to wszystko było wcześniej zamierzone… Kamienie, noże – kto idzie z tym na mecz piłkarski? Podobno już przed rozpoczęciem były przesłanki, że może być niebezpiecznie. Wszyscy dobrze wiedzieli, jaki stosunek mają do siebie „kibice” tych drużyn. Tymczasem służby bezpieczeństwa jakby w ogóle nie były przygotowane na taką ewentualność…

W wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” powiedział pan, że czuł się w Egipcie komfortowo, a miasto, w którym mieszkał, to raj na ziemi, przy którym turystyczna Hurghada to – brzydko mówiąc – wychodek.
Byłem tam przez rok. Nigdy nie czułem się zagrożony, chociaż rozumiem, że dziś wiele osób uzna, że nie warto tam jechać nawet na wakacje, bo po co żyć nadzieją, że akurat nic złego się nie wydarzy. Nie wiem, jak Egipcjanie sobie z tym poradzą. Z taką tragedią nie można przejść do porządku dziennego. A z drugiej strony – co zrobić? Sytuacja jest bardzo trudna. Nie tylko dla piłki w Egipcie, ale dla całego kraju.

Wracając z Egiptu stwierdził pan, że na trenerską emeryturę warto byłoby tam jeszcze wrócić. Dalej jest pan o tym przekonany?
Egipcjanie są oczywiście gorącokrwiści, ale ja się wśród nich świetnie czułem. Gdyby nie sytuacja finansowa i polityczna, mógłbym tam zostać jeszcze długie miesiące. Jednak klub, w którym pracowałem utrzymywany był z turystyki i przez rewolucję w kraju mocno ucierpiały jego finanse. W końcu zaczęło brakować pieniędzy, a ja musiałem zrezygnować z bardzo dobrego kontraktu. Nie było sensu brać pieniędzy za coś, czego nie robiłem.

Reklama

Rozgrywki ciągle były zawieszane.
Przerwy były co chwilę. A to miesiąc, a to dwa miesiące bez meczu. Nikt nie pracował. Bardzo nad tym ubolewam, bo w Egipcie po pierwsze – można naprawdę fajnie żyć, a po drugie – ten kraj ma olbrzymi potencjał i naród jest zwariowany na punkcie futbolu. Szkoda byłoby to wszystko zaprzepaścić.

Uczestnicy wczorajszego meczu jasno mówią, że nie wyobrażają sobie dalszej gry w tamtejszej lidze. Niektórzy w ogóle nie wyobrażają sobie powrotu do zawodu.
My, oglądając to wszystko na ekranie telewizora, nie czujemy, co ci ludzie naprawdę przeżyli. Przecież to niewyobrażalna tragedia. A co dziwne, ani piłkarze, ani trenerzy, ani nikt inny na stadionie, nie miał takiej ochrony, jaką mieć powinien. Atmosfera od początku była napięta. Jacyś pojedynczy kibice wbiegali na boisko. Dziś odczucie w Egipcie jest takie, że policjanci się pogubili, może gdzieś się pochowali. Ale ta sytuacja nie miała prawa się zdarzyć w momencie, gdy wszyscy wiedzieli, że jest to mecz podwyższonego ryzyka. Znajomi z Egiptu twierdzą, że bandyci stracili jakikolwiek respekt do policji. Na fali rewolucji wydaje im się, że są bezkarni. Ł»e mogą robić, co im się podoba, a niektórzy przy tym chcą się dorwać do władzy. Polityka nie jest tu bez znaczenia.

Wyjeżdżając do Egiptu z poukładanej Szwajcarii, musiał pan odczuć szok kulturowy.
Wtedy najbardziej przeszkadzały mi te nieuregulowane rozgrywki. Zagrało się dwa mecze i przerwa. Kolejne dwa mecze – znów miesiąc przerwy. W takich warunkach trudno było realizować to, co sobie człowiek założył. Niewiele rzeczy dało się zaplanować.

Egipcjanie z natury nie są zbyt obowiązkowi. Pan musiał z nimi pracować.
Po jakimś czasie zorientowałem się, że siłą nie da się ich przekonać do swoich pomysłów. Ale moja praca przyniosła wiele plusów. Nie byłem pierwszym trenerem. Miałem mniej presji i więcej czasu, by poznać egipską piłkę. Przez siedem miesięcy wyszkoliłem trzech czy czterech chłopaków, którzy dostali powołania do młodzieżowych reprezentacji kraju. Powstały też dwa dodatkowe zespoły, które grają w najmocniejszej grupie kairskiej. Próbowałem im wpoić trochę inny, europejskich styl i myślę, że udało się zrobić sporo dobrego. Na koniec zawodnicy zaczęli nawet punktualnie przychodzić na trening…

Reklama

A jednak się dało…
No i trener, którego przez prawie rok szkoliłem, niedawno znalazł pracę w Arab Contractors, w klubie z pierwszej ligi. Generalnie – na pewno nie było łatwo. Szczególnie, że jak to człowiek mieszkający w Szwajcarii, zawsze staram się być dokładny, a to u nich nie zawsze wychodzi, ale myślę, że fajnie się z nimi dogadałem. Wyjeżdżałem stamtąd naprawdę z żalem, ale sytuacja polityczna była, jaka była… Nie mogłem narażać siebie czy żony na jakieś niebezpieczeństwo.

Czyli jednak. Niebezpieczeństwo.
W El Gouna, gdzie na co dzień mieszkałem, można było siedzieć wygodnie całymi miesiącami. Tam na mecze przychodziło po dwa tysiące ludzi, głównie turystów, i półtora tysiąca żołnierzy… Zupełnie inaczej było w innych, wielkich miastach. Na przykład w Kairze, gdzie też miałem swoje zajęcia. Ekstremistów tam nie brakuje, a w dodatku w czasie rewolucji poczuli się bezkarni i dużo mocniejsi.

Jaka była atmosfera wokół ligowych rozgrywek?
Przez pewien czas jakoś to funkcjonowało. W kwietniu były zamieszki podczas meczu afrykańskiej Ligi Mistrzów, w której grał Zamalek Kair. Ale wszystkim i tak chyba się wydawało, że w końcu uda się zaprowadzić normalność. Był taki moment, że bardzo chciano, by rozgrywki dokończyć bez udziału kibiców, żeby grać tylko przy pustych trybunach. W końcu do tego nie doszło, ale żołnierzy i policjantów było na meczach znacznie więcej niż zwykle. Trzeba mieć świadomość, że egipskie stadiony są przestarzałe. Nie ma takich zabezpieczeń, jak u nas. Jeśli ktoś bardzo chce wbiec na murawę, to nikt go nie zatrzyma…

Reklama

Podobno działacze w El Gouna FC powiedzieli panu, że w każdej chwili może do nich wrócić. Chyba na razie się nie zanosi…
Na razie moja decyzja jest nieodwołalna. Ale faktycznie, mam z nimi niepisaną umowę, że jeśli chciałbym wrócić i dalej pracować, mogę w każdej chwili zadzwonić. Kiedyś, kto wie? Może za rok, dwa albo pięć, kiedy sytuacja powróci do normy. Nie mogę tego wykluczyć. Dziś oczywiście, jak to wszystko analizuję, to myślę, że niebezpieczeństwo mogło czyhać wszędzie, ale było naprawdę trudne do uchwycenia.

Tę ich mentalność będzie trudno zmienić. Czy to za rok, dwa czy pięć.
W Egipcie wszystkie reguły gry są bardzo umowne. Ludzie lubią swobodę, a wszelkie ograniczenia im przeszkadzają. Wyjeżdżałem od nich z ciężkim sercem, ale to, co się wydarzyło wczoraj jest niewyobrażalne, dlatego póki co tam na pewno nie wracam.

ROZMAWIAف PAWEف MUZYKA

Najnowsze

Reklama
Mundial 2026

Kane zapisał się w historii. „Najlepszy angielski piłkarz wszechczasów”

Braian Wilma
1
Kane zapisał się w historii. „Najlepszy angielski piłkarz wszechczasów”

Weszło

Reklama