Premier League na Tablicy (3)

redakcja

Autor:redakcja

12 grudnia 2011, 12:09 • 6 min czytania

Reklama

Po raz kolejny zaglądamy na boiska Premier League, by wytłumaczyć pewne aspekty gry zespołów z Anglii, wynajdywać interesujące kibiców statystyki oraz trendy, które miały istotny wpływ na przebieg weekendowych spotkań. Używając Chalkboardów udostępnianych przez stronę Guardiana, sprawdzamy problemy Aston Villi, załamiemy ręce nad taktyką Sunderlandu, rzucimy okiem na nieudany mecz Newcastle i na chwilę zajrzymy na Emirates, gdzie Arsenal pokonał Everton.
Image and video hosting by TinyPic

Reklama

Image and video hosting by TinyPic

Zaczynamy jednak od porażki Newcastle w wyjazdowym spotkaniu z Norwich City. Rywale, beniaminek tego sezonu, prezentują naprawdę przyzwoitą formę na własnym stadionie, lecz jest to zespół inaczej grający niż choćby Swansea, zespół, który po wejściu do Premier League lubi długo utrzymywać się przy piłce. Raczej preferują podopieczni Paula Lamberta grę z kontry, dlatego też mecz z Newcastle wyglądał dosyć chaotycznie i to goście posiadali niewielką przewagę w posiadaniu piłki. Jednak z tego chaosu wyłoniła się solidna defensywa Norwich, grająca wysoko i na niewiele pozwalająca rywalom. Do pewnego momentu.

Warta zaobserwowania jest pewna zmiana w grze Newcastle, wymuszona dobrą grą defensywy gospodarzy. Nie mogąc stworzyć sobie miejsca na boku i szukać dośrodkowań do Demby Ba, podopieczni Alana Pardew zmuszeni zostali do szukania swojemu napastnikowi szans przez prostopadłe podania. Na grafice podań z gry nieudanych widzimy, że tych prób było całkiem sporo – większość zagrań ze strefy środkowej była skierowana na wolne pole (czego akurat nie widać), ale były to zagrania powyżej dziesięciu metrów, za linię obrony Norwich. Skuteczność była jednak marna, co widać już po udanych podaniach – wyszły z tego tylko dwie asysty przy bramkach Demba Ba – zwłaszcza ta druga może interesować kibiców Newcastle, ponieważ to pierwsze w tym sezonie trafienie ich napastnika spoza pola karnego.
Oczywiście, co do skuteczności można się kłócić – dwie bramki zdobyte na wyjeździe powinny dać tak dobrze grającej drużynie jak Newcastle przynajmniej remis. Jednak nie poradzili sobie kompletnie z dominacją Norwich w grze w powietrzu we własnym polu karnym. Efekt tego był dla nich tragiczny – aż trzy bramki padły po strzałach głową, a i pierwsze trafienie gospodarzy wyniknęło ze zgrania rzutu rożnego w stronę bramki…

Image and video hosting by TinyPic

Reklama

Ile mógł w ciągu tygodnia zmienić Martin O’Neill w Sunderlandzie? Zapewne niewiele. Może nastawił ich trochę bardziej ofensywnie, jego zawodnicy odważniej atakowali, ale efekt był mizerny. Głównie przez to jak w defensywie grali piłkarze Rovers – Steve Kean wyczulił ich, by wpuszczali rywali w boczne strefy boiska i wymuszali dośrodkowania. Jak widzicie na grafice, było ich aż 39 niecelnych, zaledwie 3 udane – nie tyle wynikało to ze świetnej postawy kapitana Blackburn, Samby, lecz nikłych szans Sunderlandu na wygranie pojedynku w szesnastce gości. W ataku był tylko Connor Wickham, ale doskonale zajęli nim się stoperzy i przy dośrodkowaniach głównie z głębi pola, nie miał on okazji na wygranie pojedynku główkowego – jedyny jego strzał, niecelny, oddany był z dystansu.

Oczywiście, Samba zagrał bardzo dobre zawody. Sunderland katował kibiców tymi dośrodkowaniami, a obrońcy Blackburn wybijali z łatwością ich zagrania. Aż 48 wybić z 75 w drużynie gości pochodziło z ich szesnastki, a aż 22 razy robił to właśnie ich kapitan. Co ciekawe, jednemu z niecelnych wybić Sunderland zawdzięcza pierwszą bramkę – dopiero na kilka minut przed końcem regulaminowego czasu gospodarze wykorzystali to, że rywal za krótko wybił piłkę. Na dwanaście prób aż pięć tłum obrońców Rovers zablokował, sześć było niecelnych, a dwa celne – w tym kapitalny gol Vaughana. Koniec końców zwycięstwo Sunderlandu było szczęśliwe, a Martin O’Neill ma sporo pracy – brak napastników jest jego największą bolączką i może potrzebny być im inny sposób na rozmontowywanie rywali, niż liczenie na szczęście.

Image and video hosting by TinyPic

Teraz spojrzymy na Arsenal i postawę Evertonu w obronie. Po raz kolejny jednym z wyróżniających się zawodników był Theo Walcott, ale tym razem nie będziemy się koncentrować na jego indywidualnych osiągnięciach. Arsenal w tym sezonie ufa bardzo swojemu prawoskrzydłowemu i nic dziwnego, że gra w większości opiera się właśnie na nim. Everton również zdawał sobie z tego sprawę i widać w statystyce odbiorów, wygranych pojedynków na murawie, że to właśnie tam skoncentrowali swoje wysiłki w defensywie. Starali się to robić już na połowie, choć wynikało to ze schematu w jakim gra Arsenal – Walcott zwykle obiega obrońcę, a schodzący środkowy pomocnik szuka go prostopadłym zagraniem z pierwszej piłki. Kilka razy się udało tak akcję rozegrać, zwłaszcza, gdy w pierwszej połowie formacje gości były rozciągnięte na całym boisku, a Arsenal bardziej kontrował niż mozolnie budował ataki.

Reklama

Problem Arsenalu polegał na tym, że na lewej stronie Evertonu gra Leighton Baines, a nie leciwy Tony Hibbert, który i tak miał sporo problemów ze słabiutkim tego dnia Gervinho. Młody Anglik bardzo dobrze czyta grę i zaliczył pięć przejęć w całym meczu – jedną piątą dorobku całego zespołu. Najważniejsza była jednak strefa przy linii środkowej, gdzie zwykle Arsenal stwarza sobie przewagę i wypuszcza Walcotta na walkę z rywalem. Tymczasem prawy skrzydłowy Kanonierów miał raczej ciche spotkanie – z szesnastu udanych zagrań zaledwie trzy zaliczył w pobliżu szesnastki gości. Najważniejsze jednak jest to, że zdecydowana większość jego zagrań przy linii bocznej była do tyłu – nie miał on miejsca ani pomysłu jak rozegrać piłkę inaczej, tak dobrze była asekurowana ta strona w Evertonie.

Image and video hosting by TinyPic

Na koniec spojrzymy na grafikę podań Brada Guzana, bramkarza Aston Villi. Wszedł on do bramki po kontuzji Givena i radzi sobie całkiem nieźle – w meczu z Boltonem miał dużo okazji do wykazania się, a przy straconej bramce nie popełnił błędu. To nie znaczy jednak, że Amerykanin rozegrał dobre zawody. Katastrofalnie dystrybuował piłkę, co widać na grafice. Zaledwie jedno podanie z dwudziestu pięciu wykopów za połowę rywala było celne. Cztery procent. Tragedia i wcale nie jest to efekt słabej gry w powietrzu jego kolegów (wygrali ich większość w tym meczu) – to były naprawdę zagrania niecelne.

Patrząc jednak na to jak gra Aston Villa, nie może dziwić fakt, że Guzan podejmował się tak wielu długich zagrań. To ewidentnie nakaz Alexa McLeisha, który raczej nie chce, by jego zespół rozgrywał piłkę od stoperów – najczęściej po prostu, gdy uda się ją przejąć, futbolówka jest posyłana na drugi koniec boiska. Nieudanie zresztą. Dwadzieścia procent podań Richarda Dunne’a, środkowego obrońcy Villans to były niecelne długie podania. Jego partner z defensywy podejmował się mniej takich zagrań, ale i tak procent zagrań krótkich między obrońcami jest bardzo niski jak na zespół o tej jakości – co ciekawe, bardzo rzadko zagrywali oni piłkę do bocznych obrońców, w sumie tylko dziewięć razy. Po raz kolejny ciśnie się na usta pytanie do Alexa McLeisha, czy taktyka, którą stosował w Birmingham City zadziała w drugim klubie z tego miasta. Odpowiedź jest póki co negatywna.

Reklama

MICHAف ZACHODNY

(KTBFFH.blox.pl & Taktycznie.net)

JEŚLI CHCESZ NAPISAĆ SWÓJ TEKST O LIDZE ZAGRANICZNEJ, WYŚLIJ MAILA. DLA NAJLEPSZYCH NAGRODY PIENIÄ˜Ł»NE!

[email protected]
[email protected]
[email protected]
[email protected]

Reklama

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama