Jedenastka trójkolorowych defensorów

redakcja

Autor:redakcja

12 grudnia 2011, 00:12 • 7 min czytania

Reklama
Jedenastka trójkolorowych defensorów

We francuskiej Ligue 1, na co dzień występuje tylko jeden hiszpański obrońca. Jest nim Cesar Azpilicueta. Mistrz Europy do lat 19 sprzed czterech lat, od jakiegoś czasu próbuje swych sił w Marsylii. Na podróż w przeciwną stronę, czyli do Hiszpanii, zdecydowało się o wiele więcej defensorów. Kolonia „trójkolorowych” obrońców w Primera Division jest dokładnie jedenastokrotnie liczniejsza. Można by z nich ułożyć kompletną drużynę. Pytanie tylko, kto przy zdrowych zmysłach chciał mieć w zespole jedenastu defensorów. W grę wchodziłby tylko wariant zasłonięcia bramki wszystkimi członkami (zespołu). A i nie wiadomo czy to zdałoby egzamin, bo
jak zaraz zobaczycie nie wszystkim wiedzie się u swoich południowych sąsiadów nadto dobrze.
To właśnie obrona jest najliczniej obsadzoną przez Francuzów formacją w Primera Division. Więcej niż pół (dokładnie 56 procent) „trójkolorowych” gra właśnie tam. Jeśli chodzi o czyste liczby, to w Hiszpanii gra nieco więcej obrońców z Brazylii oraz Portugalii, ale ma to związek z tym, że przebywa tam ogólnie więcej zawodników z obu krajów. Skupiając się na Francuzach, to w Hiszpanii występują zarówno wielkie, grające w reprezentacji gwiazdy jak i młodsi zawodnicy, którzy na takie miano dopiero pracują.

Reklama

Zacznę może od zawodnika najstarszego stażem, czyli grającego w Sevilli, Juliena Escude. Środkowy obrońca gra w drużynie ze stolicy Andaluzji już czwarty rok. Trafił do niej z amsterdamskiego Ajaksu, z którym zdobył mistrzostwo Holandii. W Hiszpanii już dawno udało mu się przebić ten sukces. Sevilla, co prawda nie zdobyła tytułu mistrza kraju i w najbliższym czasie pewnie tego nie uczyni, ale rekompensują mu to zapewne dwa triumfy w nieistniejącym Pucharze UEFA, Pucharze oraz Superpucharze Hiszpanii, a także Superpucharze Europy.

Brat przyzwoitego, francuskiego tenisisty wystąpił parokrotnie w reprezentacji swojego kraju, ale przygodę z kadrą ma już raczej za sobą. W tym sezonie prócz jednej asysty „zabłysnął” w spotkaniu z Valencią. 32-latek sfaulował w polu karnym snajpera „Nietoperzy”, Aritza Aduriza. Na jego szczęście Banega z jedenastu metrów trafił tylko w słupek. Zresztą to nie był jedyny czerwony kartonik w tamtym meczu – Valencia kończyła bowiem w dziesiątkę, a Sevilla w dziewiątkę. Ostatecznie ci drudzy wygrali 1-0.

W tamtym spotkaniu wystąpili także, tyle, że po drugiej stronie boiska, Adil Rami oraz Jeremy Mathieu. Zresztą ten pierwszy też dostał kartkę, tyle, że żółtą. Tak, to właśnie dzięki nim spotkanie Sevilli z Valencią było jednym z (jak to piszą niektóre polskie serwisy o „polskich” meczach w Bundeslidze) najlepszych „francusko-defensywnych” spotkań w La Liga. Także dzięki tym dwóm panom „Nietoperze”, wraz z Granadą, mają najbardziej francuską obronę w całej lidze.

Mający marokańskie korzenie Rami postanowił przenieść się do Valencii po tym, jak kilka miesięcy temu zdobył mistrzostwo Francji z Lille. Większość pokaźnych rozmiarów stoperów opiera swoją grę głównie na wybijaniu piłki „na oślep”. Nie ważne gdzie, byle dalej. Rami mimo swoich 190 cm wzrostu potrafi kapitalnie obsługiwać podaniem kolegów z wyższych formacji. Oprócz tego, rzecz jasna świetnie radzi sobie w polu karnym rywala. W tym sezonie strzelił już trzy bramki, w tym jedną, w swoim premierowym meczu w Primera Division, z Racingiem.

Reklama

Nic dziwnego, że podstawowym reprezentantem Francji interesują się największe kluby Europy, na czele z Manchesterem United. Może „Czerwone Diabły” nie mają jak na razie wielkiego problemu ze środkiem obrony, ale nikt nie wie ile grać będzie jeszcze Rio Ferdinand. Choć Anglik przecież już teraz nie gra za dużo. Rami ma tylko 25 lat. Gdyby odszedł już teraz, miałby szanse zostać podporą defensywy MU na lata. Mówi się, że Sir Alex Ferguson jest skłonny zapłacić za niego aż 25 milionów euro. Patrząc na jego umiejętności, nie wydaje się, by była to cena „z kosmosu”.

Nieco dłużej w Valencii przebywa Jeremy Mathieu. On też trafił do Hiszpanii bezpośrednio z Ligue 1. Po fatalnym sezonie jako wolny zawodnik postanowił opuścić Toulouse. 28-latek stuprocentowym obrońcą jednak nie jest, bo występuje także na lewej pomocy. Zresztą zdarza mu się też grać obok Ramiego na środku, ale to już tylko i wyłącznie w ostateczności. Tak „latając” między pozycjami, Mathieu zanotował już w tym sezonie parę asyst. Można w pewnym stopniu powiedzieć o nim „zapchajdziura”. Ale niewątpliwie bardzo pożyteczna.

Wspomniałem o już o Grenadzie. Andaluzyjczycy, tak jak Valencia, mają w szeregach linii obrony dwóch „trójkolorowych”. Pierwszy z nich, Allan Nyom, choć wzrostem bardziej pasuje na stopera, gra z prawej strony. W Hiszpanii występuje od dwóch lat na zasadzie wypożyczenia z Udinese. Jest wielce prawdopodobne, że do Italii już, a przynajmniej w najbliższym czasie nie wróci. Od jakiegoś czasu bardzo mocno zainteresowana jego osobą jest bowiem… Valencia. Wszystko wskazuje na to, że „Nietoperze” chcą wysunąć się na czoło „rankingu”. Mający Kameruńskie korzenie Nyom był – jeszcze w Segunda Division i jest teraz – w La Liga, jedną z najjaśniejszych (to nie jest żadna złośliwość) postaci Grenady.

Reklama

Zupełnie na innym biegunie swojej kariery jest Noe Pamarot. 32-latek odszedł ze zdegradowanego Herculesa Allicante. Były zawodnik Tottenhamu i Portsmouth zagrał do tej pory tylko w jednym spotkaniu.

W podobnej sytuacji jest mający portugalską przeszłość obrońca Sportingu Gijon, Gregory Arnolin. 31-latek przez dwa poprzednie sezony był podstawowym obrońcą „Rojiblancos”. W tym zagrał w tylko czterech meczach i wydaje się, że jego przygoda z Primera Division powoli dobiega końca.

W La Liga nie brakuje też francuskich obrońców, którzy dopiero przebijają się do pierwszych drużyn swoich zespołów. W Villarealu występuje na przykład Florian Lejeune. 20-letni prawy obrońca, tak jak Mathieu może grać też nieco wyżej. Kosztował „Ł»ółtą łódź podwodną” milion euro i od razu został przesunięty do grających w Segudna Division rezerw. Nie tak dawno zanotował jednak swój debiut w najwyższej klasie rozgrywkowej, w spotkaniu z Espanyolem. Co prawda nie zagrał zbyt długo, bo wszedł w… 89 minucie, ale grę w La Liga, w CV może już sobie wpisać. Pewnie za niedługo zagości w niej na dłużej. Zresztą o skali jego talentu świadczy chociaż lista klubów, które rywalizowały z Villarealem o jego zatrudnienie, gdy ten grał jeszcze w Istres: Manchester United, Manchester City, a mówiło się nawet o Realu Madryt. Jego sporym atutem jest dość duża uniwersalność, 20-latek z dobrym skutkiem może grać także jako defensywny pomocnik. Chociaż równie dobrze taki atut może przerodzić się w spory problem. Były i są przecież i takie przypadki.

O trzy lata starszy od Lejeune jest Liassine Cadamuro. Obrońca przez trzy lata grał w rezerwach zespołu z San Sebastian. Do pierwszego zespołu trafił być może dzięki temu, że szkoleniowcem „biało-niebieskich” został Philippe Montanier. Debiut mającego włosko-algierskie korzenie zawodnika wypadł na spotkanie z Barceloną. Cadamuro złapał żółtą kartę, a jego zespół zremisował z „Dumą Katalonii” 2-2. Do tej pory zagrał w sześciu spotkaniach, ale tylko raz przebywał na boisku przez pełne 90 minut. Cadamuro wyróżnia się tym, że dość często dostaje kartki. Jak na razie co 40 minut. Co ciekawe prócz spotkania z „Barcą” w podobny sposób dał się zapamiętać w meczu z Realem.

Reklama

Przed rozpoczęciem obecnego sezonu całkowicie za darmo do zespołu Getafe trafił Jonathan Mendes. Nie ma jednak się co zastanawiać czy 22-latek był jednym z piłkarzy, który dołożył cegiełkę do ostatniej sensacyjnej porażki „wielkiej” Barcelony. Były zawodnik belgijskiego Standardu Liege, a raczej drugoligowego (za niedługo trzecioligowego) Tubize, do którego był wypożyczony, grywa sobie w tej chwili tylko w rezerwach Getafe. Wspominam o nim tylko dlatego, że po prostu gdzieniegdzie figuruje jako zawodnik pierwszej drużyny. Zresztą, można by się przyczepić do jeszcze jednego, a mianowicie tego, że Mendes występuje także w pomocy. Jedno mogę Wam jednak zagwarantować – na pewno jest stuprocentowym Francuzem. Można jednak przypuszczać, że akurat jemu nie grozi zrobienie wielkiej kariery. Z kilkunastu spotkań wspomnianych rezerw, w tylko jednym nie wchodził z ławki rezerwowych.

To chyba tyle. No w sumie została jeszcze dwójka z Realu oraz Barcelony: Abidal oraz Varane, ale o nich nic pisać nie muszę. Pierwszy – wiadomo największa gwiazda (choć pewnie niedługo) w tym gronie, etatowy reprezentant kraju. O drugim, w zeszłym roku pisano dosłownie wszędzie, więc na pewno przynajmniej co nieco o nim wiecie.

Reklama

MATEUSZ MICHAفEK

JEŚLI CHCESZ NAPISAĆ SWÓJ TEKST O LIDZE ZAGRANICZNEJ, WYŚLIJ MAILA. DLA NAJLEPSZYCH NAGRODY PIENIÄ˜Ł»NE!

[email protected]
[email protected]
[email protected]
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama