Dokładnie 10 maja Michał Probierz podjął swoją decyzję roku. Gdyby tylko zarząd Jagiellonii przyjął jego dymisję, dziś byłby w tej sprawie pierwszym wygranym. Spartaczył walkę o mistrza, ale zostawiłby zespół w niezłym położeniu. Zadziałał na zasadzie: „ja pakuję walizki, o puchary martwcie się sami”. Problem w tym, że nic z tego nie wyszło. Został w Białymstoku i dziś pięknie wzbogacił CV Irtyszem Pawłodar.
Dał działaczom pretekst, by wreszcie mu tę dymisję przyjęli. Ogolili go amatorzy z Kazachstanu, których nie chciała transmitować nawet miejscowa telewizja. Zamiast tego wybrała tenisowy Puchar Davisa. Mecz Kazachstan – Argentyna… Szkoda, naprawdę nie wiedziała, co traci. Tymczasem my prosto z kolacji w Pawłodarze wyciągnęliśmy wiceprezesa „Jagi”, Wiesława Wołoszyna, by na gorąco skomentował nam popis swojej drużyny. A mówi tak:
– Irtysz zagrał z niesamowitą ambicją… Jagiellonia pokazała, że ma potencjał piłkarski, tylko problem siedzi gdzieś w głowach. Najlepiej było to widać po zachowaniu Plizgi. Z czterech metrów nie strzelił do „pustaka”. Sam mógł nam dziś załatwić drugą rundę.
Problem siedział nie tyle w głowach, co w nogach. Jagiellonia zagrała jak zgraja amatorów.
– A ja cały czas twierdzę, że ci chłopcy potrafią grać w piłkę. W lidze dalej będą walczyć o najwyższe cele. Pokazali dziś kilkanaście akcji, były sytuacje bramkowe…
Kilkanaście? Najwyżej kilka. A w siatce pusto.
– Powiem krótko… Zabrakło jaj! Przepraszam za to wyrażenie, ale całej drużynie zabrakło jaj. A poza tym agresji, agresji i jeszcze raz agresji. Jedyny zawodnik, który czegoś chciał i cały czas walczył, to Ermin Seratlić.
A może my już jesteśmy po prostu tak słabi? Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy.
– Nie wiem czy zadziałała presja, czy nie… A może coś już się skończyło? Może musimy usiąść wraz z zarządem, radą nadzorczą klubu i wyciągnąć z tej historii wnioski.
Trwa już klubowa stypa?
– Póki co jesteśmy na kolacji. Nie widzieliśmy się jeszcze z zawodnikami, ani samym trenerem.
Trudny moment przed Probierzem?
– Pan sobie do niego zadzwoni i zada mu to pytanie…
Tyle z Kazachstanu wiceprezes Jagiellonii ds. sportowych. Naprawdę, nie wiemy, gdzie widział tę jakość. Gdzie widział potencjał i indywidualne umiejętności. My widzieliśmy raczej jedenastu gości biegających bez składu i ładu. Takich jedenastu kierowców bez prawa jazdy. Jedenastu facetów, którym ktoś powinien litościwie zabrać piłkę. Ale jak widać, w Jagiellonii, zupełnie bezpodstawnie, tli się jeszcze jakaś wiara… Przynajmniej w piłkarzy, już niekoniecznie w trenera.
PS Na koniec na łopatki rozłożył nas Mladen Kascelan. W Radiu Białystok mówi, że w takim razie „Jaga” może skupić się już na lidze i Pucharze Polski. Sam postradał zmysły, czy ludzi ma za wariatów?
PAWEŁ MUZYKA