فadne gole, niezły mecz: niespodzianka w USA

redakcja

Autor:redakcja

10 października 2010, 05:04 • 4 min czytania

Reklama
فadne gole, niezły mecz: niespodzianka w USA

Niespodzianka. Reprezentacja Polski nie przegrała z USA, w dodatku remis 2:2 trzeba uznać za wynik sprawiedliwy (mogliśmy więcej goli stracić, ale mogliśmy też więcej strzelić). Spotkanie było dość dziwne, albo nam się tak zdawało ze względu na późną porę. To znaczy nasi nacierali momentami z furią, Amerykanie raczej z flegmą, przy czym np. Clint Dempsey sprawiał wrażenie gościa, który zażył jakąś końską dawnę środków uspokajających. Dwa razy musieliśmy odrabiać straty i dwa razy nam się to udawało – ładnego gola zdobył Adam Matuszczyk, a pięknego Jakub Błaszczykowski.
Trochę mamy z tym meczem problem, bo – jak już napisaliśmy – ogladało się go dziwnie, nie brakowało sytuacji, jakich na co dzień w meczach piłkarskich się nie obserwuje. Pomyślelibyśmy, że Amerykanie grali w sposób dość nietypowy taktycznie, gdyby nie to, że akurat oni na sto procent są taktycznie daleko przed nami. Samo zaangażowanie zawodników USA też było niejasne, trudne do zdefiniowania. To znaczy momentami podopieczni Bradleya demolowali naszych fizycznie i wchodzili w bardzo ostre starcia, a więc walczyli na maksa, ale z drugiej strony rozgrywali piłkę w sposób – hmmm… – dość swobodny, żeby nie napisać, że nieodpowiedzialny i beztroski. Być może mieli naszych za całkowitych frajerów, czemu zresztą trudno się dziwić, i chcieli się trochę pobawić. Te ich zabawy często kończyły się sytuacjami dla biało-czerwonych.

Reklama

Co trzeba napisać o smudakach? Było nie najgorzej, w zasadzie nieźle, ale oczywiście zawsze może być lepiej. Dlatego specjalnie na potrzeby tego spotkania uaktywniliśmy KUPę, czyli Komisję Uprawnień Piłkarskich (stali czytelnicy wiedzą, o co chodzi). Decyzje KUPy są następujące:
– Robert Lewandowski: miesiąc treningów strzeleckich w zamkniętym ośrodku w Augustowie, pod okiem Marka Koniarka (okres treningów może zostać skrócony po wykorzystaniu 500 sytuacji sam na sam w czasie zajęć).
– Jakub Błaszczykowski: dwa tygodnie zajęć poświęconych dośrodkowaniom, bo odsetek celnych wrzutek naszego prawego pomocnika jest zatrważająco niski (dobrze, że przy akcji na 2:2 strzelał, bo wrzutka skończyłaby się stratą).
– فukasz Piszczek: miesiąc zajęć poświęconych dośrodkowaniom (Błaszczykowski chociaż trafia w boisko, Piszczek rzadko).
– Rafał Murawski: miesiąc ogólnej szlifierki, bo daleko mu do najlepszej dyspozycji.
– Dariusz Pietrasiak: zakaz wykonywania zawodu na poziomie międzynarodowym (zażaleń nie przyjmujemy).

Niektórzy może się zdziwią, że doczepiliśmy się Błaszczykowskiego, w końcu to nasz najlepszy piłkarz. No, najlepszy. Ale zawsze może wejść na wyższy poziom. A akurat dośrodkowania to boczny pomocnik powinien potrafić rzucać na nos. Kuba na razie nie potrafi, albo potrafi tylko od święta. Mała liczba asyst w Bundeslidze najwyraźniej nie bierze się z niczego.

Dobra, tyle tej KUPy. Narzekać nie ma co, polska piłka jest w takim momencie, że remis z USA trzeba brać w ciemno, czy to u siebie, czy na wyjeździe. Wprawdzie do siedmiu meczów przedłużona została seria spotkań bez zwycięstwa, ale jest szansa w końcu wygrać we wtorek, bo zmierzymy się z rezerwami Ekwadoru.

Na koniec wspomnieć trzeba o genialnym dialogu Piotra Nowaka z Dariuszem Szpakowskim. Szło to mniej więcej tak:

Reklama

– Powiedz, że mam zaproszenie na lożę honorową.
– Piotrku, wiem, że masz zaproszenie na lożę honorową, aby oglądać ten mecz w towarzystwie Grzegorza Laty czy Zdzisława Kręciny!

Transmisja – jak i mecz – była dość dziwna. TVP miało tradycyjne kłopoty techniczne, Nowaka w drugiej połowie słychać było tak, jakby dalej siedział na loży honorowej, z 50 metrów od „Szpaka”. A szkoda, bo byłego kapitana reprezentacji Polski słucha się z przyjemnością – ma dużą wiedzę, sprawnie buduje zdania i wie, co chce powiedzieć. Miła jest świadomość, że nie każdy kto wyjeżdża do Ameryki i robi tam karierę, musi zaczynać porozumiewać się w stylu Joanny Krupy, czyli „oh my gosh, ja pokazać boobs w USA and I forgot polski język” (o dziwo, językowy debilizm pani JK nie przeszkadza jej pracować w polskiej telewizji).

Nowak błysnął jako współkomentator, „Szpak” natomiast zadziwił nas swoją przemową przed meczem. Było to mniej więcej coś takiego:

Dariusz Szpakowski: – Witam wszystkich ze stadionu Soldier Field w Chicago. Na trybunach około 25 tysięcy polskich kibiców. Przyznam się, że za wyjątkiem meczów w finałach mistrzostw świata nie pamiętam spotkań, w których nasza kadra poza Polską grałaby przy takiej liczbie swoich fanów. No, ale w Chicago mieszka około milion naszych rodaków. Ze mną jest Piotr Nowak.
Piotr Nowak: – Witam serdecznie.
Dariusz Szpakowski: – A teraz hymny!

Reklama

(po hymnach)

Dariusz Szpakowski: – Hymny za nami! Witam wszystkich ze stadionu Soldier Field w Chicago. Na trybunach około 25 tysięcy polskich kibiców. Przyznam się, że za wyjątkiem meczów w finałach mistrzostw świata nie pamiętam spotkań, w których nasza kadra poza Polską grałaby przy takiej liczbie swoich fanów. No, ale w Chicago mieszka około milion naszych rodaków. Ze mną jest Piotr Nowak.
Piotr Nowak (lekko zaskoczony): – Witam serdecznie.

Ktoś jest w stanie rozwiązać tę zagadkę? Szpakowski zapomniał, co przed chwilą powiedział, czy też celowo powiedział to samo dwa razy? Napisał coś sobie na kartce i zapomniał „odhaczyć”? Nieznany nam dotąd komentatorski zabieg.

Reklama

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Wisła najlepsza na świecie. Nagroda za specjalną ofertę dla kibiców

AbsurDB
0
Wisła najlepsza na świecie. Nagroda za specjalną ofertę dla kibiców

Weszło

Reklama