Najlepiej dotąd grająca drużyna na tych mistrzostwach nie zagra w finale – o meczu Hiszpanów z Niemcami pisać nie będziemy, bo i tak wszyscy go widzieli. Trochę nam zespołu Loewa szkoda (zwłaszcza Schweinsteigera), trochę nie. W zasadzie – wszystko jedno. Może i fajnie, że Hiszpania lub Holandia po raz pierwszy w historii zdobędzie mistrzostwo świata.
Zastanowiło nas co innego – nie macie wrażenia, że Dariusz Szpakowski z Włodzimierzem Lubańskim od początku turnieju jakby w kółko komentowali ten sam mecz? Przecież oni non stop mówią to samo.
„Klose pokazał jestem” (albo ktoś inny pokazuje jestem – używane jakieś pięć razy w jednej relacji)
„Włodku, wielokrotnie byłeś w takiej sytuacji…”
„Już wyobrażam sobie to zdenerowanie w domach w Niemczech i Hiszpanii” (albo w jakichś innych krajach)
„Villa, Villa, Villa Maravilla, czyli David Villa” (to akurat tylko o Villi, za to zawsze)
„W zabawie organizowanej przez TVP wspólnie z portalem nasza klasa kropka pe el…”
„Jak skrupulatnie wyliczył Tygodnik Kibica”
„Nie poszedł mu w sukurs kolega”
„Myślę, że to jest faza turnieju, w której pojawia się turniejowe zmęczenie” (Lubański, w 1/8, 1/4 i 1/2)
I tak dalej.
Zmienia się kolejność wypowiadanych formułek, zmieniają się nazwiska. Ale to są ciągle te same otrzaskane zwroty. Szpakowski zaczął się tak powtarzać, jak w grze FIFA 2010 – ale tam to akurat można zrozumieć. A tu? Czyta z kartki, czy co?