Ostateczny dowód na ruinę rumuńskiej piłki? Były mistrz kraju wybiera pracę w hotelu

redakcja

Autor:redakcja

25 stycznia 2017, 19:19 • 4 min czytania

Reklama
Ostateczny dowód na ruinę rumuńskiej piłki? Były mistrz kraju wybiera pracę w hotelu

Kilka lat temu zdobywał mistrzostwo kraju. Dziś pracuje w niemieckim hotelu, bo jak mówi, tam znacznie łatwiej zapewnić rodzinie spokojny finansowy byt. Że z piłką nożną w Rumunii jest źle, wiadomo nie od dziś, ale dzisiejsza rozmowa brytyjskiego Independenta z Laurentiu Peteanem ostatecznie zdziera zasłonę brzydkiej i nagiej prawdy o tym, jak fatalnie dzieje się z piłką nożną tym kraju. Kraju, który jeszcze jakiś czas temu był dla kopaczy z lig takich jak polska miejscem, gdzie można było pograć na bardzo dobrym poziomie. A przy tym naprawdę nieźle się obłowić.

Reklama

Dziś Liga I jest cieniem rozgrywek, które nieco ponad dekadę temu miały dwóch przedstawicieli w ćwierćfinale Pucharu UEFA. Kiedyś byłoby to nie do pomyślenia, dziś taki dialog spokojnie można by było przeprowadzić z większością piłkarzy dowolnego klubu, może poza Steauą i CFR Cluj, gdzie warunki finansowe są jeszcze jako-takie:

– Czym się w życiu zajmujesz?
– Gram w piłkę.
– Okej, ale jaki jest twój zawód? Z czego się utrzymujesz?

– Nie mam pieniędzy. Przez 23 lata grałem dla przyjemności, a nie mogę przez 100 lat tylko grać w piłkę – wyznał wspomniany na wstępie Petean brytyjskiemu dziennikowi. – Siedzieliśmy w domu z moją mamą, rozmawialiśmy o mojej karierze. Po dwóch godzinach podjąłem decyzję, że czas ruszyć z miejsca i ją zakończyć.

Dla Peteana znacznie atrakcyjniejsza finansowo okazała się być praca w niemieckim hotelu. Gość, który jeszcze parę lat temu wywalczył z kolegami możliwość mierzenia się na Old Trafford z Rooneyem i spółką (sam odszedł po mistrzowskim sezonie z Otelulu Galati, bo nie grał zbyt wiele), teraz obsługuje klientów hotelu w Freiburgu (ale nie, na zdjęciu to nie on). Kiedyś był stałym bywalcem tego typu miejsc, gdy przygotowywał się do meczów ligowych, dziś przygotowuje je innym ludziom. I mimo wszystko finansowo ma się lepiej, a przede wszystkim stabilniej niż za czasów kariery piłkarskiej.

Reklama

A przecież jeszcze jakiś czas temu o lidze rumuńskiej końca pierwszej dekady XXI wieku w superlatywach wypowiadał się Paweł Golański, mówiąc o tym, że powrót stamtąd był jego błędem i że to Rumunia dawała znacznie większe perspektywy gry w Europie, mając sześć miejsc do obsadzenia w rozgrywkach UEFA.

Jak wiele się zmieniło pod względem sportowym, pokazuje choćby sam fakt, jak względem 2010 roku, gdy Golański opuszczał Steauę, spadła pozycja Rumunii w rankingu klubowym UEFA. Wtedy Rumunia była na ósmym miejscu, teraz jest na siedemnastym. Dziś współczynnik 24.150, wtedy 39.491.

To jednak nic w porównaniu z ruiną finansową ligi. 3/4 piłkarzy zadeklarowało w ostatniej ankiecie FIFPro, że doświadczyło opóźnień w otrzymywaniu pensji. Gorzej jest tylko na Malcie (ale umówmy się, tamtejszej lidze daleko do miana profesjonalnej) oraz w Turcji. W skali przebadanych krajów (cała Afryka, obie Ameryki i Europa), gorzej jest tylko w: Kamerunie, Maroku, Tunezji, Gabonie i Boliwii. Czyli – krótko mówiąc – w ligach absolutnie ogórkowych.

Zrzut ekranu 2017-01-25 o 15.37.35

Reklama

A to nie jedyne przykre wnioski z raportu – jeden na jedenastu piłkarzy, a więc szybko licząc w każdym podstawowym składzie po jednym, doświadczał gróźb ze strony kibiców, a jeden na pięciu nie czuje, że jego praca jest czymś pewnym. Ba, 8% piłkarzy nie posiada nawet kopii swojego kontraktu.

Zrzut ekranu 2017-01-25 o 15.38.47

Przypomnijmy zresztą fragmenty wywiadu Leszka Milewskiego z rumuńskim dziennikarzem Emmanuelem Rosu:

Dawniej może i zdarzały się ustawione mecze, ale mimo to zawsze dało się odczuć poczucie ekscytacji ligą, co przekładało się też na pełne stadiony. Teraz? Kłopoty się nawarstwiły. Wokół klubów krążą prokuratorzy i kontrolerzy finansowi. Ludzie piłki masowo lądują w więzieniach – wiesz, że jakby tak zrobić listę, to niemal wszyscy dawni właściciele drużyn dziś są za kratami albo w grobie? Nie ma pieniędzy, wszyscy mają długi, a fani trzymają się z daleka. To nie jest dobry czas by być rumuńskim dziennikarzem sportowym, rumuńskim kibicem, rumuńskim piłkarzem.

Reklama

(…)

Nie stawiano fundamentów, kluby zawsze były zabawkami, które można wyrzucić jak śmiecia. No i gdy właściciele się powycofywali, kluby zaczęły rozsypywać się jak domki z kart. Dziś futbol w Rumunii jest prawie martwy, praktycznie wszyscy w lidze mają duże długi i na pieńku z urzędami kontrolującymi finanse. Jeśli prawo pozostanie tak rygorystyczne, to może i liga w najbliższych latach będzie coraz czystsza, ale jej poziom stale będzie się obniżał.

To wszystko pokazuje, w jak gównianym miejscu znalazł się cały rumuński futbol. Nie tak dawno – ziemia obiecana piłkarzy, którzy chcieli postawić krok do przodu zarówno finansowo, jak i sportowo. Niegdyś – okno wystawowe, w którym portugalscy skauci dostrzegli choćby Pawła Golańskiego. Dziś – niewiele więcej niż śmietnik, w którym mieszają się zużyci inwestorzy, nieopłacani piłkarze i wypływające raz za razem brudy.

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Łubik zły na siebie. Przy trzech bramkach mógł zachować się lepiej

Mikołaj Duda
0
Łubik zły na siebie. Przy trzech bramkach mógł zachować się lepiej
Ekstraklasa

Legia za Astiza nie wygrałaby tego meczu. Ale to już Legia za Papszuna

Paweł Paczul
33
Legia za Astiza nie wygrałaby tego meczu. Ale to już Legia za Papszuna

Weszło

Reklama