Trening City odhaczony, teraz zobaczymy prawdziwy mecz… Tak?

redakcja

Autor:redakcja

06 stycznia 2017, 22:58 • 2 min czytania

Reklama
Trening City odhaczony, teraz zobaczymy prawdziwy mecz… Tak?

Premier League dzisiaj pauzuje, ale to nie znaczy, że piłkarze w Anglii mają labę – tym razem grali w ramach FA Cup. W spotkaniu West Hamu z Manchesterem City nie było tak, że skoro to rozgrywki w teorii mniej ważne od ligowych, to menedżerowie dali pograć młodzieży – nie, obaj pokazali właściwie pierwszy garnitur. Brakowało w zasadzie tylko Payeta, któremu Bilić chyba chce dać do myślenia, sadzając go na ławce. To co, z tego wszystkiego wyszedł niesamowity spektakl? No, mecz oglądało się nieźle, ale bardziej przypominał on trening City, niż grę o trofeum.

Reklama

Wszystkie plagi świata spadły bowiem na Młoty i co gorsza, niektóre z nich ściągnęli sobie gospodarze sami. Okej, o pierwszą bramkę dla City trudno ich obwiniać – Michael Oliver bardziej sobie ubzdurał, że widział faul w polu karnym niż on rzeczywiście się wydarzył (Zabaleta po prostu wpadł na Ogbonnę), ale konsekwencji to nie zmieniło, Obywatele dostali jedenastkę, którą pewnie wykorzystał Toure. I tu trudno winić gospodarzy, ale dalsze kłopoty zorganizowali sobie sami:

– Feghouli nie trafia na pustą bramkę (niby atakował go Clichy, ale takich wymówek można szukać co najwyżej w lidze szóstek),

– Havard Nordveit rozpaczliwie chce uratować swój zespół przed stratą bramki, tymczasem naciskany przez Sterlinga i przy biernej postawie Adriana strzela swojaka,

– w pierwszej połowie zagubionych rywali pognębia David Silva, który upokarza Adriana, najpierw kładąc go na ziemi, a potem spokojnie wbijając piłkę do bramki.

Reklama

Naprawdę, nie da się wygrać w takich warunkach, kiedy nie dość, że sędzia popełnia błąd, to potem jeszcze West Ham głupieje i wręcza wygraną City na tacy. Przed pierwszym golem owszem, przyjezdni mieli przewagę, ale mecz mógł pójść w każdą stronę. Nawet tę niezasłużoną bramkę można było odkupić, gdyby tylko Feghouli nie miał problemu z trafieniem w ten przeklęty prostokąt.

Jeśli ktoś liczył, że zobaczymy jakiś piłkarski cud i w drugiej połowie West Ham to odrobi, to jest naprawdę naiwny, bo nie wierzyli w to sami gospodarze. Cofnęli się, bowiem myśleli o uniknięciu kompromitacji, a nie o strzeleniu trzech czy iluś bramek. Niestety, Obywatele mieli sobie jeszcze ochotę postrzelać i dołożyli do puli dwa gole, konkretnie Aguero i Stones, 0:5. West Ham był naprawdę żałosny, dobrym podsumowaniem jest rzut wolny, kiedy piłkarze wbiegli w pole karne, wprowadzony w drugiej połowie Payet nie wrzucił, a gdy jego koledzy z szesnastki wyszli, dopiero wtedy piłkę zaadresował, oczywiście do nikogo. Wyglądali jak zbieranina przypadkowych ludzi. Hucznie żegnają się więc Młoty z Pucharem Anglii, ale nie jest to impreza, którą kibice tego zespołu chcieliby długo pamiętać.

Najnowsze

Reklama

Premier League

Reklama
La Liga

Barcelona złożyła ofertę za Rashforda. United traci cierpliwość

Maciej Piętak
1
Barcelona złożyła ofertę za Rashforda. United traci cierpliwość