Jak co kolejkę… zamach na zdrowie przeciwnika. Czekamy na tragedię?

Piotr Tomasik

28 listopada 2016, 17:37 • 3 min czytania

Reklama
Jak co kolejkę… zamach na zdrowie przeciwnika. Czekamy na tragedię?

14. kolejka – Flavio Paixao zapomina, że nie jest na planie filmu „Mean Machine” i próbuje zrobić krzywdę Sobierajowi.

Reklama

15. kolejka – Dalibor Pleva zapomina, że nie jest na planie filmu „Mean Machine” i próbuje zrobić krzywdę Pylypczukowi. 

16. kolejka – Miroslav Bożok zapomina, że nie jest na planie filmu „Mean Machine” i próbuje zrobić krzywdę Frycowi.

17. kolejka – Filipe Goncalves  zapomina, że nie jest na planie filmu „Mean Machine” i próbuje zrobić krzywdę Radoviciowi. 

Do tego dochodzi kilka, a może kilkanaście zdecydowanie mniej chamskich, ale za to równie niebezpiecznych dla zdrowia zawodników fauli. Sami przyznajcie – po nagonce na Tymińskiego, Tosika czy Tetteha było trochę spokoju, ale w ostatnich tygodniach znów oglądamy w Ekstraklasie sceny, których oglądać po prostu nie chcemy. Można powiedzieć, że jesteśmy świadkami wyjątkowo złej serii…

Reklama

O przejawach debilizmu (sorry, taka prawda) u Paixao, Plevy czy Bożoka napisaliśmy już wszystko, każdy z nich został również ukarany przez Komisję Ligi karami zawieszenia na kolejno: trzy, dwa i cztery mecze. Goncalvesa z pewnością za chwilę czeka to samo. I wydaje nam się, że podbicie stawki przez Komisję Ligi nie byłoby przesadą.

– Po meczu przyszedł do szatni, przeprosił mnie. Fajny gest, nie musiał przecież tego robić. Wybaczam więc ten faul, nie mam z tym problemu – mówił po meczu poszkodowany Radović. To fajnie, że Portugalczyk przynajmniej w szatni wykazał się przyzwoitością, ale my jednak mamy z tym problem. Naszym zdaniem, choć Goncalves po raz pierwszy w Ekstraklasie obejrzał bezpośrednio czerwoną kartkę, możemy mówić tu o recydywie. Popatrzcie na sytuację sprzed kilku tygodni i sposób, w jaki Portugalczyk powstrzymywał Guilherme.


Na pierwszy rzut oka – faul taktyczny i tyle. Jednak chyba zgodzicie się, że jest kilka mniej drastycznych sposobów na przerwanie akcji przeciwnika niż pierdolnięcie go łokciem w szczękę. To całkiem postawny facet, w zasadzie powinno wystarczyć szturchnięcie, by wytrącić gościa z rytmu. Ale on z pianą na ustach musiał pójść na całość. Tak jak wczoraj z Radoviciem.

Reklama

I gdy tak przyglądamy się dotychczasowej karierze tego zawodnika, wydaje nam się przeginanie z ostrą grą leży w jego naturze. Niby i coś tam potrafi, coś tam na początku pobytu we Wrocławiu pokazał, ale ma też hobby. To kolekcjonerstwo. Zbiera kartki.

2015/16 – 28 meczów, 11 żółtych kartek
2014/15 – 22 mecze, 8 żółtych kartek
2013/14 – 36 meczów, 9 żółtych kartek + 1 czerwona (za 2 żółte)
2012/13 – 32 mecze, 13 żółtych kartek
2011/12 – 33 mecze, 8 żółtych kartek + 2 czerwone (bezpośrednio)
2010/11 – 27 meczów, 9 żółtych kartek + 2 czerwone (bezpośrednio)
2009/10 – 33 mecze, 10 żółtych kartek + 1 czerwona (bezpośrednio)

Wyjątkowa konsekwencja, prawda? No zdecydowanie wolelibyśmy, aby te liczby w przypadku podstarzałego obcokrajowca ściąganego do Polski oznaczały bramki albo asysty. Tak, to tylko ciekawostka, bo oczywiście rozumiemy też, że to szóstka i ze względu na to, można szukać usprawiedliwienia dla takiego stylu gry. Ale jednak jest to bardzo niepokojące w połączeniu z tym, że gościowi zdarza się kompletnie tracić głowę.

Jeszcze raz: można powiedzieć, że jesteśmy świadkami wyjątkowo złej serii w Ekstraklasie… Ale można też powiedzieć, że piłkarze czują pobłażliwość władz. I boimy się, że najpierw dojdzie do jakiejś tragedii, zanim ktoś przykładnie ukaże rzeźnika pokroju Goncalvesa czy Plevy.

Reklama

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Cracovio, ogarnij napastnika! Bartosz Grzelak po raz pierwszy nie zremisował

Kacper Korpak
3
Cracovio, ogarnij napastnika! Bartosz Grzelak po raz pierwszy nie zremisował

Weszło

Reklama