Czy uważasz, że Wisła i Lech powinny starać się o Dudka?

redakcja

Autor:redakcja

12 grudnia 2008, 11:36 • 5 min czytania

Reklama
Czy uważasz, że Wisła i Lech powinny starać się o Dudka?

Piłka nożna to przecież biznes. Budując telewizję, ściąga się znane twarze – nie chodzi tylko o to, by prezenter nie seplenił i nie dukał, ale też o to, byśmy go, tak całkiem po ludzku, lubili. O tych oczywistościach jednak nasi prezesi zapominają. Chcą gonić świat, ale nie chcą się od niego uczyć. Czytają, że Los Angeles Galaxy zainwestowało w Beckhama 250 milionów dolarów i nie zadają sobie pytania, jakim cudem może się to opłacać. Przecież Amerykanom nie chodzi o dziesięć czy dwadzieścia asyst w sezonie. A czy Dudek w naszych realiach nie mógłby właśnie być takim Beckhamem?
Czy bramkarz Realu w Polsce jest mniej znany niż Beckham w Ameryce? Polscy działacze z wypiekami na twarzy śledzą informacje o tym, jak działają „Królewscy” i że budując piłkarski Hollywood można tak nakręcić całą tę machinę, by transfery spłacały się z samych koszulek, ale nie zastanowią się, jak – choćby w miniaturze – przenieść to na nasz grunt. Czy koszulki Górnika, Legii, Lecha albo Wisły z napisem „Dudek” źle by się sprzedawały? Ł»ałuję, ale chyba nigdy się tego nie dowiemy. Naszym działaczom brakuje fantazji.

Reklama

Wisła bez dwóch zdań potrzebuje bramkarza, Lech raczej też. Nie twierdzimy, że Dudek wsiadłby w pierwszy lepszy samolot, gdyby dostał ofertę z naszej ligi, ale… kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa. A jakim ryzykiem jest wykonanie jednego telefonu? Może byłemu reprezentantowi Polski już się zagranicą znudziło? Może tęskni za domem? Może dzieci akurat powinny iść do szkoły?

Nie wiemy, jaką wartość sportową będzie przedstawiał sobą w styczniu Jerzy Dudek, choć zapewne sporą. Biorąc pod uwagę jego kocią zwinność, której – jakby wbrew logice – z wiekiem wcale nie zatraca, wierzymy, że mógłby bronić w polskiej ekstraklasie jeszcze nawet trzy-cztery lata na poziomie nie gorszym niż aktualni bramkarze Wisły i Lecha. Nie byłby pewnie już sobą sprzed lat, ale coś tam by złapał…

Ale tak naprawdę w ogóle nie o to chodzi. Dudek, choćby sportowo miał już powoli gasnąć, ma wartość daleko wykraczającą poza futbol. To chodząca reklama piłki i klubu, w którym gra. On mógłby wynieść swój klub na zupełnie inny poziom, bez Jerzego – niedostępny. Tak jak Beckham w programie “Good morning America” budził całe Stany Zjednoczone, tak Dudek mógłby budzić Polskę. Pokazywać, że piłkarz nie musi być głupi, że na stadiony warto chodzić, że w naszej lidze grają gwiazdy i jeśli komuś warto kibicować, to właśnie im. I że w ogóle futbol to fajna sprawa. A przecież nasza piłka cierpi na chroniczny brak osobowości, idoli, charyzmatycznych i barwnych postaci. Narty mają Adama Małysza, pływanie – Otylię Jędrzejczak, a piłka?

Tak, Dudek – i chyba tylko on – mógłby sprawić, że te nasze dość obrzydliwie wyglądające stadiony przy ulicy Roosevelta wydałby się na bardziej kolorowe i przyjazne. No i co najważniejsze – mógłby być bardzo ważnym ogniwem w całej maszynce napędzającej piłkarski biznes. فatwo jest przejadać pieniądze jednego, strategicznego sponsora (plus wpływy za transmisje telewizyjne), ale sztuką jest przerobić klub na piłkarską fabrykę pieniędzy i wyników. A przecież zagranicą to norma, że klub sponsorów ma kilkudziesięciu. Dudek nie tylko otwierałby drzwi do przeróżnych firm, ale działał jak magnes. Mógłby stać się twarzą naszej ligi.

Reklama

I nawet zakładając pesymistyczny scenariusz, że broniłby słabo, to co z tego? Co z tego, że w sezonie puściłby trzy bramki więcej? Pawełek nie puszcza? Turina nie puszcza? Dudek nie jest już wielkim bramkarzem, ale pewnie wciąż jest dość dobrym. Poza tym korzyści z jego pobytu w klubie byłoby więcej. Dla młodych piłkarzy Dudek byłby żywym dowodem, że i z Polski, nawet z małego klubu, można się wyrwać w wielki świat, a potem grać już tylko dla przyjemności i realizować dziecięce marzenia. Ile by zyskał sztab szkoleniowy, ile mogliby się nauczyć trenerzy od człowieka, który był w szatni zespołu, który przegrywał w finale Ligi Mistrzów do przerwy 0:3 i był w niej, gdy losy meczu udało się odwrócić – tego nawet nie jesteśmy w stanie ocenić.

To problem dotyczy wszystkich naszych klubów – wciąż zaściankowych, myślących prowincjonalnie, nie potrafiących zrobić jakościowego skoku. I w dodatku nieracjonalnie zarządzanych. Normą są u nas milionowe transfery na miernoty, ale gdy nadarza się okazja ściągnąć kogoś trochę z innej bajki, zaczynamy liczyć centy.

A tak naprawdę, ile wart jest Dudek, jaką kwotę można mu zapłacić? Milion euro rocznie? Tak, nawet tyle. Bo to nie wydatek, tylko inwestycja obarczona małym ryzykiem. A przecież można byłoby – zgodnie z zachodnimi standardami – spisać kontrakt regulujący kwestię prawa do wizerunku i wspólnie z Dudkiem zarabiać na jego twarzy. Ten przykładowy milion euro sprawny menedżer odrobiłby w kwartał. Ale kiepski menedżer nawet kurze znoszącej złote jaja ukręciłby łeb. Poza tym… to tak dużo? Ten milion? Za Turinę Lech zapłacił 350 tysięcy euro, do tego doszedł kontrakt indywidualny – razem wydatki grubo przekroczyły pół miliona euro. Sorry, wolelibyśmy wydać milion na Dudka niż pół miliona na Turinę.

ٹli jesteśmy na polskie kluby, że nie potrafią nawet marzyć. Ł»e gdy słynny Romario jedzie dorabiać w Australii, to nam nie starcza odwagi spytać, czy może chciałby i u nas spędzić trzy miesiące. Może uśmiałby się, słysząc propozycj, ale… może nie? Dlaczego gdzieś tam może dogorywać Mario Jardel, ale akurat nie u nas? I dlaczego gdy Jerzy Dudek odchodził z Liverpoolu, nikt nawet nie chwycił za słuchawkę i nie spytał: „A może chciałbyś wrócić do kraju?” Nasi działacze to mistrzowie w stwarzaniu problemów (nie da się, nie stać nas), ale kompletne lenie w kwestii ich rozwiązywania.

Reklama

FOT. W.Sierakowski FOTO SPORT

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama