Słodko-gorzki koniec słodko-gorzkiej historii?

redakcja

Autor:redakcja

19 lipca 2016, 13:04 • 6 min czytania

Słodko-gorzki koniec słodko-gorzkiej historii?

To nie była komedia romantyczna, ani lekki jak kije bilardowe Stevena Seagala sensacyjny film klasy B. Bliżej do komediodramatu, albo jakiegoś pokręconego thrillera psychologicznego. Historia Ondreja Dudy w Legii Warszawa to historia z tyloma zwrotami akcji i tyloma głośnymi wydarzeniami, że spokojnie wystarczyłoby nie na trzy, ale trzynaście sezonów i nie na jednego, a kilku piłkarzy tego klubu.

Reklama

Pościgi? A jakże, w tym brawurowe.

https://pbs.twimg.com/media/CGcFJQEUIAAPxHf.jpg

Reklama

https://pbs.twimg.com/media/CGcFJcqUQAEXNBW.jpg

Strzelaniny? Z rzadka, ale jednak.

Ondrej Duda miał wszystko, by rozwalić tę ligę. W naszej sondzie: „kto zastąpi w lidze Radovicia na pozycji najlepszego piłkarza Ekstraklasy”, wygrał w cuglach. Wejście do Polski miał takie, że wzrosła sprzedaż Lamborghini w Warszawie – od prezesów do portierów, wszyscy liczyli już pieniądze za jego transfer i mistrzostwa, które w pojedynkę zdobędzie. Dziś po raz kolejny i tym razem prawdopodobnie ostatni żegnamy Słowaka. Jak informuje coraz więcej źródeł i w Polsce, i w Niemczech, pomocnik Legii opuszcza stolicę. Jak wyglądał polski rozdział jego historii?

Już sam transfer był głośny. Opisywaliśmy go tak:

Trwa właśnie jeden z cyklicznie organizowanych wieczorków w jednej z greckich knajp, gdy nagle nad głowami gości zasiadających w narożnym, nierzucającym się w oczy stoliku, słychać charakterystyczny trzask. To dźwięk rozbijanych talerzy. Specyficzna forma ekspresji, typowa dla kultury śródziemnomorskiej. Tradycja i wyznacznik tego, że zarówno gościom, jak i gospodarzom humory dopisują.

– Zdziwił się Ondrej, oj, zdziwił. Takiego przestraszonego to go jeszcze nie widziałem – śmieje się Dominik Ebebenge, uczestnik tamtego zdarzenia i jeden z tych, dzięki którym w ogóle było co świętować. Od momentu, kiedy ojciec Dudy, Ondrej senior – były piłkarz, a obecnie trener, dał Legii słowo honoru, że syna odda w ich ręce, minęły dwa stresujące miesiące. Przez ten czas młody piłkarz wraz z rodzicami przeszedł przez prawdziwy test asertywności, cierpliwości i determinacji. Na własnej skórze przekonali się, na jakich zasadach – niejednokrotnie dzikich – działa piłkarski biznes. Dlatego dopiero wtedy, siedząc w restauracji kilkadziesiąt minut po oficjalnym podpisaniu 4,5-letniego kontraktu z mistrzami Polski, obecnych opuściły nerwy. Wreszcie można było wznieść toast i głęboko odetchnąć. 

Dwa dni wcześniej nic nie zapowiadało przełomu. Ebebenge i prezes Leśnodorski prywatnym samolotem polecieli do Koszyc. Bardziej jednak niż „po Dudę” – jak przedstawiały to polskie media – na Słowację wybrali się, aby później mieć czyste sumienie, że zrobili wszystko, co mogli, byle tylko uchronić chłopaka przed półroczną zsyłką do rezerw. Po prostu. Ciężko bowiem mówić o negocjacjach, jeżeli w poprzedniej turze rozmów padły już maksymalne kwoty, jakie Legia była zdecydowana wyłożyć, a właściciele MFK chcieli więcej i więcej za zawodnika, któremu do końca kontraktu pozostawało pół roku i kilka dni.

Targi, groźby zsyłki do rezerw, szantaże. Było o co walczyć – Legia zgarniała jednego z najbardziej utalentowanych piłkarzy ze Słowacji, gościa, którego najpierw z sympatią, potem niestety z gorzkim uśmiechem będzie się nazywać „Maradoną Tatr”.

***

Pierwsze dwie rundy, wiosenna tuż po wyrwaniu z Koszyc i jesienna, z dwoma golami z Metalistem Charków i ogółem dobrą grą w Lidze Europy, były jak bajka. Młody, kreatywny, pewny siebie, z każdym dniem coraz silniejszy, coraz szybszy, coraz efektowniejszy. Apogeum? Pogłoski o transferze do Interu Mediolan. Nie z kategorii „Wawrzyniak w Juventusie”, raczej w opcji: „czy już teraz, czy dopiero za pół roku”. To nie była bajka, to była rzetelna ocena aktualnych umiejętności i potencjału pomocnika, który wysadził wcale nie taką kiepską ligę i wcale nie taką kiepską grupę Ligi Europy. A gdyby jeszcze zagrał z Ajaksem?

Niestety, mniej więcej w tym samym okresie zaczęły się schody. I na boisku, gdzie Ondrej coraz częściej wkurzał, i poza nim, gdzie zachowywał się, jakby w Interze Mediolan grał już od dziesięciu sezonów, w dodatku w parze z Balotellim i Cassano. Opieprzał dziennikarzy, jednego z nas dopytywał, czy nie wstyd przychodzić mu na Legię, po tym, jak w haniebny sposób napisaliśmy, że ta gra słabo, gdy grała słabo. Kibiców, którzy również tracili cierpliwość do jego fochów określił mianem „ludzi, którym w życiu nie wyszło”. Zbierał więcej kartek niż asyst. Więcej idiotycznych wypowiedzi niż goli.

Stracił 2015 rok. Na koniec października podsumowaliśmy go wyjątkowo brutalnie – za pomocą liczb.

Cały dorobek Dudy w ofensywie w tym sezonie Ekstraklasy to: gol i 2 asysty w trzynastu meczach! Patrząc bardziej szczegółowo – zaliczył asystę (i to naciąganą) przy bramce na 4-0 w pierwszym meczu z Podbeskidziem, sam strzelił gola na 5-0 oraz wyłożył piłkę Tomaszowi Jodłowcowi w spotkaniu z Lechią w akcji, po której wynik został ustalony na 3-1.

Na tyle w rundzie jesiennej mogła liczyć Legia ze strony gościa, który uznawany jest za jeden z większych talentów w ostatnich latach! Jak widzicie powyżej, nawet nie był to udział przy kluczowym trafieniach, a tylko tych dobijających przeciwnika. Jeszcze w zeszłym sezonie takie szalone liczby Duda wykręcić potrafił w tydzień!

Co ofensywny bilans Dudy znaczy na tle całej ligi? Niewiele.

– 54 piłkarzy ma od niego lepszy bilans w klasyfikacji kanadyjskiej
– wśród nich jest ośmiu obrońców, kilku defensywnych pomocników (np. Matras czy Łukasik), a także Michał Przybyła i dawno wytransferowany ze Śląska Robert Pich
– ponad dwudziestu kolejnych piłkarz ma w ofensywie taki sam bilans jak Duda
– jeśli doliczymy do tego kategorie kluczowego podania (Duda ma jedno), kilku z tych graczy miało znacznie większy udział przy golach swojej drużyny niż Słowak przy tych Legii

Podsumowując: Duda to dziś gracz z ósmej dziesiątki Ekstraklasy, jeśli chodzi o liczby w ofensywie.

***

Tym bardziej warto zauważyć, jaki majstersztyk wykonuje obecnie Legia Warszawa, goniąc go za tak olbrzymie pieniądze. Jeśli wart z bonusami przeszło pięć milionów euro transfer do Herthy, o którym informuje m.in. Małgorzata Chłopaś z Gazety Polskiej Codziennie, dojdzie do skutku, bezużyteczny, zmanierowany, strojący fochy i coraz starszy pomocnik oddany zostanie za kwotę, za którą można naprawdę porządnie zainwestować. Tym bardziej, że po transferze Moulina, skoku jakościowym, który wykonał w ostatnich miesiącach Guilherme można ze spokojem myśleć o jakości linii pomocy warszawiaków. Jest przecież jeszcze Hamalainen, jest Vranjes, jest Jodłowiec, jest Kucharczyk. Oczywiście, na Ligę Mistrzów to może nie wystarczyć, ale powiedzmy sobie szczerze – z Dudą ten zespół nie wyglądałby o wiele lepiej.

Słowaka żegnaliśmy już kilka razy, teraz, gdy i według Bilda, i według GPC, zostały już tylko formalności w Hercie, chyba po raz ostatni. Czy z żalem?

Na pewno z każdym okienkiem ten żal, i u fanów Legii, i u zwykłych sympatyków ekstraklasowej piłki nożnej był coraz mniejszy. To była słodko-gorzka historia – z zaznaczeniem, że najpierw słodka, potem gorzka. Taki jest chyba też jej koniec. Słodki z uwagi na kwotę, która wpłynie na konto Legii. Gorzki, że taki talent na naszych oczach zszedł z Interu Mediolan i Fiorentiny do Herthy Berlin.

Fot.FotoPyK

Najnowsze

La Liga

Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski

Jakub Radomski
11
Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski
Reklama

Weszło

Reklama
Reklama