Payet największym kozakiem, Polaków trzymamy w rezerwie

Piotr Tomasik

15 czerwca 2016, 13:32 • 4 min czytania

Reklama
Payet największym kozakiem, Polaków trzymamy w rezerwie

Eliminacje do Mistrzostw Europy Mistrzostwa Europy we Francji pędzą jak szalone. Ledwie Luka Modrić zdążył stanąć za konsoletą na ceremonii otwarcia, a już za chwilę musiał rozstawiać po kątach agresywnych Turków i rozpocząć krótkie przygotowania do meczu z Czechami. Niestety – narzucone tempo wcale nie oznacza, że nie ma nudy. Taka prawda – zanim doczekaliśmy się meczu z prawdziwego zdarzenia na tych mistrzostwach… skończyła się pierwsza seria gier. 

Reklama

Faworyci nie przekonali. Drużyny dzielimy bardziej na te, które zrealizowały plan i te, które tego nie zrobiły, a wolelibyśmy jednak klarowniejszy podział na te, które zachwyciły i te, które po prostu zawiodły. Silniejsi nie potrafili wgnieść w ziemię słabszych, słabsi nie chcieli dać dupy. Wszystko na razie jest takie wyrównane, a co się z tym wiąże trochę nijakie…

Na szczęście są indywidualności, dla nich warto urywać się wcześniej z pracy, kisić się przed telewizorem, podpaść życiowej partnerce. Nie ma bata – najwyższa pora wyróżnić tych najlepszych i grzecznie podziękować za emocje. No i najgorszych, bo oni też dodają kolorytu imprezie. A w skrajnych przypadkach dają… nadzieję. Tak, tak – wszystkim mizernym piłkarzom, którzy teraz mają wakacje lub wypracowują formę na nowy sezon, dają nadzieję, że nawet bez wysokich umiejętności można pojechać na fajną imprezę.

W skrócie: kozacy i badziewiacy, edycja Euro 2016.

Zaczynamy od tych pierwszych i stawiamy tezę: to jest jak na razie turniej pomocników – zarówno tych kreatywnych, jak i gości od czarnej roboty. Bramek mamy jak na razie mniej niż na polskich autostradach, a meczów walki więcej niż w wielu kolejkach Ekstraklasy. Brylują żołnierze środka pola, czasami sami zamieniają te wysiłki na konkrety, a czasami biorą się za to koledzy, którym bliżej do miana artystów niż rzemieślników. Tak nam się to Euro zresztą zaczęło – docenialiśmy kapitalną robotę w środku pola, którą odwalił N’Golo Kante, a różnicę zrobił Dimitri Payet.

Reklama

I to właśnie piłkarz West Hamu jest – oczywiście nie licząc grzebiącego w dupie Loewa – jak na razie postacią numer jeden tych mistrzostw. Miano to starali się wyrwać mu z rąk m.in. Bonucci, Iniesta, Modrić czy Kroos, jednak żaden do takiego pułapu nie doskoczył. Ale dla wszystkich znalazło się rzecz jasna miejsce w naszej jedenastce.

A dobranie napastnika do tej drużyny było zadaniem porównywalnym do znalezienia trzeźwego na przysklepowej ławeczce. Niby coś tam snajperzy postrzelali, ale zabrakło tego błysku. A że kogoś na szpicy umieścić jednak wypadało, to padło na Adama Szalaia, który w kluczowym momencie przełamał się po kilkunastu miesiącach niemocy.

Lekkie ciężary były też z Polakami, ale ich dźwiganie było akurat przyjemne. Dwóch naszych kandydatów do drużyny kolejki? Nic tylko się cieszyć. Ostatecznie Kapustka i Krychowiak minimalnie przegrali rywalizację na swoich pozycjach – nie mieli argumentów w postaci konkretów – ale przegrać np. z Iniestą, to przecież żaden wstyd. Szczególnie jeśli ciągle jest się piłkarzem Cracovii.

06rgSGJ

Reklama

Wstydem niewątpliwie jest natomiast zachować się Lorik Cana w meczu ze Szwajcarią. Dla wielu kibiców – jedyny albański piłkarz, którego nazwisko przed rozpoczęciem turnieju coś mówiło. 32 lata, w CV takie kluby jak PSG, Olympique Marsylia, Sunderland czy Lazio, rekordzista pod względem liczby występów w kadrze, kapitan zespołu. No od kogo wymagać na wielkim turnieju, jeśli nie od niego? Od tych, którzy wielką piłkę widzieli do zeszłego tygodnia tylko sporadycznie lub w telewizji?

Zawiódł na całej linii. W wyjątkowy głupi sposób wyleciał z boiska już w 36. minucie. Niżej ocenilibyśmy chyba tylko innego piłkarza, który nie dotrwał do końca meczu. Austriacki stoper Aleksandar Dragović, któremu wróży się niezłą karierę, nie radził sobie wczoraj z węgierskimi nołnejmami, pół-emerytami, piłkarzami całkowicie pozacinanymi. Nie radził sobie z nikim. Gdyby miał się wczoraj zmierzyć z Bartoszem Śpiączką, też pewnie by to starcie przegrał.

Gwiazdy, które zawiodły? Oj, sporo tego. Trzeba było znaleźć rozsądny kompromis pomiędzy parodystami, a ludźmi, którzy upadli pod natłokiem oczekiwań. Rzućcie okiem na jedenastkę poniżej – większość z tych piłkarzy miało być dość pewnymi punktami swoich zespołów, a Antoine Griezmann, Kevin De Bruyne czy Arda Turan to na papierze powinny być gwiazdy całych mistrzostw. Na razie wszyscy spaprali robotę. Ale  – jak już wspomnieliśmy na wstępie – Euro pędzi w takim tempie, że na szczęście szybko dostaną szanse poprawki. Na razie nie ma spiny…

bI0j8en

Reklama

Najnowsze

Reklama
Niższe ligi

Ważny apel trenera Siarki przed Lechem. „Boimy się powrotu do szarej rzeczywistości”

Mikołaj Duda
5
Ważny apel trenera Siarki przed Lechem. „Boimy się powrotu do szarej rzeczywistości”

Weszło

Reklama