O tym, jak Mateja Keżman mógł trafić do Polonii, ale Wojciechowski go nie chciał

redakcja

Autor:redakcja

12 kwietnia 2016, 09:10 • 3 min czytania

O tym, jak Mateja Keżman mógł trafić do Polonii, ale Wojciechowski go nie chciał

Rzadko zdarza się, żeby piłkarz z uznanym nazwiskiem był w pełni przekonany do przyjazdu nad Wisłę, zaakceptował pieniądze, które może tu zgarnąć, a w końcu… pogonił go niedoszły pracodawca. Przecież dość chętnie bierzemy wszelkich Krasiciów czy Jaliensów, którzy szybko wpisują się w klimat ligowej szarzyzny i zamiast rozdziawiać nam szczęki, wzbudzają raczej politowanie. Oczywiście, trafiają się perełki jak Danijel Ljuboja, ale to strzał, który zdarza się może raz na dziesięć.

Reklama

Dziś 37. urodziny obchodzi Mateja Keżman i uznaliśmy, że to jest dobry moment, żeby przypomnieć, że… krzyż na drogę pokazała mu Polonia Warszawa. Piłkarz i klub byli już po słowie, wstępnie dogadano się co do pułapu finansowego, ale Józef Wojciechowski nagle wypalił: – Nie wiedziałem, co się z nim działo przez ostatnie pół roku, nie chciałem zatrudniać go w ciemno. Był gdzieś w Chinach, ale jego forma to wielka niewiadoma. Wiem, że w przeszłości do świętoszków nie należał.

Reklama

Ha, Wojciechowskiemu ktoś szepnął do ucha, że Keżman nie należy do świętoszków i ten nawet nie chciał sprawdzać, w jakiej formie jest zawodnik. Serb nie dawał za wygraną i w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” stwierdził, że JW oszukuje, bo rozmowy nadal są prowadzone.

Jeśli zawodnik takiego kalibru wybiera ligę polską, zwykle świadczy to o tym, że jest mocno zdesperowany, bo nikt inny go nie chce.
W moim przypadku tak nie jest. Proszę spojrzeć na Danijela Ljuboję. Grał w naszej reprezentacji, jest znakomitym piłkarzem, a w Polsce jest bardzo zadowolony. Rozmawialiśmy i bardzo zachwalał waszą ligę. Mówił, że świetnie się tu czuje, że poziom piłkarski jest dość wysoki i można grać na nowoczesnych stadionach. Wracając zatem do pytania: zapewniam, że nie jestem zdesperowany, by znaleźć klub w Polsce.

Kluby, w których Keżman grał robią wrażenie, ale prawdziwą furorę robił tylko za młodu, w PSV. Reszta? Bez szału. Chelsea – tylko cztery gole. Atletico – osiem. PSG – pięć. Zenit – dwa. Zaliczył kilka dużych marek, ale nigdzie nie trafił na najważniejsze miejsca w klubowych gablotach. Bardziej wyróżniał się poza boiskiem – na przykład ciskając o ziemię koszulką PSG, za co spadła na niego lawina krytyki paryskich kibiców. Będąc w Chelsea deklarował chęć pójścia do zakonu, w Turcji pobił tłumacza, a już po karierze narobił sobie wrogów w Holandii, otwarcie krytykując pomarańczową reprezentację, która wsparła paradę równości. Bezpośrednio przed rozmowami z Polonią grał w Chinach, skąd… też go pogonili. Między innymi za tę wypowiedź:

– To jest niesprawiedliwe. To najgorsze i najgłupsze rozgrywki w jakich kiedykolwiek grałem. Po 18-godzinnej podróży przez całe spotkanie walczyłem o życie w 30-stopniowym upale i 100-procentowej wilgotności powietrza. Tego nie da się wytrzymać.

Czy Wojciechowski pluł sobie w brodę, że odpalił Keżmana? Skądże. Serb poszedł grać na Białoruś i kompletnie nie dał sobie tam rady, po czym stwierdził, że to już czas, by kończyć ten bal przebierańców. Bardziej niż jego bramki pamiętamy dziś buńczuczną wypowiedź o tym, że… będzie lepszy niż Marco van Basten.

Van Bastena rzecz jasna nie przebił. Ale przecież też jest całkiem zajebiście.

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama
Reklama