Trudne, naprawdę trudne były początki Mariusza Misiury w Motorze Lublin, ale od kilku tygodni jego podopieczni są specjalistami od ekscytujących widowisk, w których przeważnie wszystko dobrze się dla nich kończy. Zbigniew Jakubas ma teraz argument przed kibicami, że wysokie ceny biletów naprawdę oznaczają otrzymanie produktu premium. Nie inaczej było na otwarcie tej kolejki z Wisłą Płock.
Dość powiedzieć, że Motor miał w tym spotkaniu xG przekraczające 4,5 (!!!), a i tak wygrał dopiero w ostatniej akcji, gdy grał już w przewadze jednego zawodnika. Działo się, oj, działo.
Motor Lublin – Wisła Płock 3:2. Szalony mecz
Obejrzeliśmy nawet gola z obecnością dwóch piłek na boisku. To właśnie wydarzyło się w 33. minucie. Wisła błyskawicznie wznowiła grę po aucie, nie przejmowała się nietypowymi okolicznościami i Kobacki ładnie wykończył dośrodkowanie Akere. Gospodarze byli tak zdezorientowani, że na koniec przy jednym Thomasie Santosie znalazło się aż trzech rywali chętnych do zdobycia bramki.
Zaraz po tej akcji zarobiło się od komentarzy, że doszło do sędziowskiego skandalu, ale tym razem – spokojnie. Sędzia nie ma obowiązku przerywania akcji, kiedy na murawie są dwie piłki. To jest kwestia wysoce uznaniowa. Arbiter ma ocenić, czy druga piłka wpływa na przebieg gry i tylko wtedy powinien użyć gwizdka. W tym przypadku druga piłka utrudniła życie jedynie… asystującemu Akere, który rozpędzony musiał nad nią lekko przeskoczyć. Można dyskutować, czy futbolówka nie znajdowała się zbyt centralnie względem wydarzeń, to prawda. Skoro jednak Marcin Kochanek nie zareagował, należało grać zamiast samemu sędziować, zwłaszcza że ta druga piłka znalazła się na murawie za sprawą jednego z rezerwowych Motoru. W zamyśle zapewne chodziło o to, żeby uniemożliwić gościom szybki wyrzut z autu i odebrać im ten element zaskoczenia. Cóż, chytry dwa razy traci.
Chwilę wcześniej po rzucie rożnym Akere wyrównał Afonso Silva, który dziś cieszył się też ze swojego premierowego powołania do reprezentacji Portugalii U-21. Duża sprawa, bo oznacza to, że chłopak wypromował się do tak mocnej kadry poprzez Ekstraklasę.
Bereszyński bohaterem w obronie i w ataku
Przecieraliśmy oczy ze zdumienia, bo przez pół godziny zapowiadało się raczej na to, że Nafciarze powtórzą wyjazd do Katowic, gdzie przyjęli pięć sztuk. Motor tłamsił ich tak, że szok, tyle że prowadził zaledwie 1:0. Do siatki po kornerze trafił Bartosz Bereszyński, który strzelił swojego trzeciego gola w polskiej lidze, a pierwszego od dwunastu lat.
Lublinianie powinni prowadzić znacznie wyżej. Szczególnie ma czego żałować Rony Lopes, który po znakomitym dośrodkowaniu Fabio Ronaldo z bliska obił słupek po strzale głową. Ronaldo przed tym meczem nie miał żadnego ofensywnego konkretu, za to dziś zaliczył dwie asysty i należała mu się jeszcze trzecia po tej wrzutce. On wszystko zrobił dobrze, zawalił jego kolega i rodak.
Wisła nagle się odbiła i mecz znacznie się wyrównał. Nie zmieniło tego nawet wyrównanie Ndiaya, który łatwo uciekł Flisowi i na wślizgu wepchnął piłkę do siatki. Goście już częściej stwarzali zagrożenie. Radwański nieznacznie chybił zza pola karnego. Akere w zasadzie wychodził sam na sam, ale kapitalnie wrócił za nim Luberecki. No i przede wszystkim przed wymarzoną szansą stanął Hamulić. Plavotić chyba pomylił kolory koszulek, zagrał prosto do napastnika Wisły, który minął Tratnika, ale fantastyczną ratunkową interwencją przed linią bramkową popisał się Bereszyński. Okupił ją kontuzją po zderzeniu ze słupkiem. Plavotić powinien mu czyścić buty przez najbliższy tydzień.
Warto było, bo potem Sangre w totalnie bezmyślny sposób zarobił drugą żółtą kartkę i na koniec Lukoszek dograł do Czubaka, który wygrał walkę o pozycję z Silvą i wreszcie strzelił z akcji. Czekał na ten moment od dwóch miesięcy i domowego meczu z Legią Warszawa.
Motor w pięciu ostatnich kolejkach zdobył 13 bramek i wywalczył 13 punktów. Coraz śmielej może zerkać w górę tabeli. Jeśli kolejny raz połączyłeś efektowność z efektywnością, to naprawdę masz powody do zadowolenia.
Noty wkrótce.
fot. Newspix