Faul bramkarza Jesusa Owono na napastniku Jesusie de Miguelu doprowadził do tego, że hiszpański piłkarz zmarł w szpitalu. O tym, jak takie i inne sytuacje wyglądają z perspektywy prawnej także w polskiej rzeczywistości, rozmawiamy z Michałem Buną – adwokatem karnistą z kancelarii Gardocki i Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni.
Ryzyko sportowe to kontratyp pozaustawowy. Nie da się tego jednoznacznie przedstawić
Marcin Długosz: Co właściwie polskie prawo mówi o kontratypie ryzyka sportowego?
Michał Buna, adwokat: W polskim kodeksie karnym nie ma ani słowa o kontratypie ryzyka sportowego. To kontratyp pozaustawowy, wypracowany przez sądy i naukę prawa. To Sąd Najwyższy, na przykład w orzeczeniu z 2008 roku, wymienił ryzyko sportowe wśród pozaustawowych okoliczności wyłączających odpowiedzialność. Zawodnik, czyli uczestnik dyscypliny sportu, jest chroniony przez uprawianie legalnej dyscypliny, działanie w celu sportowym, trzymanie się reguł gry. Ważne jest też uczestnictwo dobrowolne. To są cechy, które muszą zostać spełnione, aby kontratyp ryzyka sportowego był spełniony. To nie jest przepis w Kodeksie Karnym, część materialna KK. To dorobek orzecznictwa, nauki prawa karnego. Nie jest to czarno-białe, nie da się tego tak jednoznacznie przedstawić.
W takiej sytuacji moglibyśmy dojść do czegoś takiego, że sędzia sądowy musiałby ocenić niczym sędzia piłkarski, czy faul miał miejsce w walce o piłkę, czy też był celowym wyrządzeniem krzywdy?
Musiałbym rozgraniczyć to twoje pytanie. Są dwie kwestie. Jedna dotyczy tego, że sędzia w sądzie i sędzia piłkarski oceniają to samo zdarzenie, ale jeden to robi na gorąco i może nawet się pomylić, źle ocenić. Natomiast sędzia w sądzie, który rozpatruje sprawę karną, posiada cały materiał dowodowy. Ma nagranie, może je sobie spokojnie obejrzeć, przesłuchuje też świadków…
Bardziej mi chodzi o to, czy w jednym i drugim przypadku najważniejsza jest celowość zachowania.
Wracamy do tego kontratypu. Cel liczy się jak najbardziej, bo zawodnik musi działać w regułach gry. Nie będziemy mówić o regułach gry, gdy ktoś kogoś ot tak uderzy. Po prostu jest to niezwiązane z grą i wtedy możemy mówić o odpowiedzialności karnej. Podam taki jaskrawy przykład – załóżmy, że poza akcją jeden zawodnik drugiego uderza. Tutaj mówilibyśmy o tym, że kontratyp nie może mieć miejsca, nie działa.
Aczkolwiek… Czy ktoś będzie ścigał takiego zawodnika, nawet jeżeli czegoś podobnego się dopuści? To kwestia wtórna. W praktyce nie ma wielu spraw dotyczących tego typu zachowań. Często dochodzi przecież do spięć, obrażania się, co przecież wyczerpuje znamiona różnych przestępstw. Zniesławienia, zniewagi, naruszenia nietykalności cielesnej… Ale no nie każda taka sprawa znajduje finał w sądzie.
Wyobraźmy sobie zatem czysto hipotetycznie sytuację dużo łagodniejszą niż ta z Hiszpanii. Gdzieś poza grą zawodnicy spięli się między sobą, jeden drugiego obraził, strasznie mu coś powiedział. Czy teoretycznie ten piłkarz obrażony mógłby podać rywala o zniesławienie, choć wydarzyło się to na boisku podczas meczu, ale nie miało związku z grą?
Zdecydowanie tak. Trzeba rozróżnić twarde zagranie w ramach gry. Wtedy możemy mówić co najwyżej o braku odpowiedzialności, nawet przy tragicznym skutku. Uważam, że w Hiszpanii nie dojdzie do ingerencji prawa karnego w zachowanie bramkarza. Wchodząc w ten konkretny przypadek, myślę, że on ze względu na swoją dynamikę, bliskość kontaktu między zawodnikami a piłką, mieści się w granicach twardej walki. To się nie spotka z odpowiedzialnością karną.
🔵⚪️ | Golpe fortísimo de Owono sobre Jesús de Miguel que hace que salten todas las alarmas. 🇪🇸👀
🙏🏼 Pronta recuperación a Jesús y que todo quede en un susto
🏟️ Tenerife – Andorra https://t.co/NXopIJ7p9H
— Laliga News (@laligaa_neews) November 2, 2026
Nie da się udowodnić, że bramkarz startował w kierunku napastnika z zamiarem zabicia go, a nie kopnięcia piłki.
Tak. A wracając do tego, o co zapytałeś – jakieś celowe zagrania jak najbardziej mogą spotkać się z pewnym rodzajem odpowiedzialności. Czy to karnej, czy to cywilnej. Takie przypadki nie zdarzają się jednak często. Choć z tego, co pamiętam z doniesień medialnych, nawet w Warszawie było takie zdarzenie podczas meczu koszykówki, gdzie ktoś kogoś uderzył celowo. Początkowo miało to finał w sądzie. W pierwszej instancji, przy pierwszym rozpoznaniu to było uniewinnienie, a przy ponownym rozpatrzeniu sprawy doszło do skazania tej osoby. Już taką sytuację więc mieliśmy, ale ona była bardzo poważna i skutkowała śmiercią zawodnika. Znaczenie miał skutek. To też może stanowić pewien drogowskaz dla takich spraw – ten skutek musi być olbrzymi, żeby ktokolwiek się tym w ogóle zainteresował.
A wyłączenie winy dzięki kontratypowi może zajść tylko w oficjalnych zawodach sportowych? Czy gdyby do takiej tragedii doszło na orliku podczas meczu znajomych, prawo mówiłoby dokładnie to samo?
Jeśli chodzi o kontratyp, oficjalne zawody i mecz na podwórku posiadają taki sam walor. Kontratyp chroni wszystkich zawodników. Zarówno takich, którzy biorą udział w zawodach piłkarskich organizowanych przez PZPN, FIFA czy UEFA, jak i każdego grającego na orliku z kolegami. Ale oczywiście walory dowodowe są zupełnie inne. W oficjalnych rozgrywkach mamy nagrania, a na orliku trzeba byłoby dojść do tego, jak przebiegało zdarzenie, które rozpoznajemy. To dużo trudniejsze. Tym niemniej kontratyp chroni przed odpowiedzialnością też i tutaj.
Wspomniałeś o sytuacji z Warszawy, a znasz może takie zdarzenia ze światowego sportu, które faktycznie pokazywały nam sposób prawnego postępowania w podobnych przypadkach?
Nawet kontuzja Marcina Wasilewskiego po faulu Axela Witsela. Każdy pamięta to makabryczne zdarzenie. Tam skończyło się tylko dyskwalifikacją Witsela, ale nie było odpowiedzialności karnej. Pamiętam też, jak w hokeju jeden zawodnik przeciął drugiemu łyżwą szyję. Doszło tam do zatrzymania hokeisty, ale później został on nawet nie tyle uniewinniony, co nie postawiono mu zarzutów.
Nie ma wielu sytuacji, które kończyłyby się ingerencją prawa karnego, ale smaczki są interesujące. Interesujemy się piłką, każdy zna Zlatana Ibrahimovicia. Kiedyś w derbach Mediolanu starł się z Marco Materazzim, wpadł w niego rozpędzony uderzając go nogą w klatkę piersiową. Potem w wywiadach mówił, że czekał na tę możliwość i celowo chciał mu zrobić krzywdę. No i nie skończyło się to żadną odpowiedzialnością karną. A powiedziałbym nawet, że atak Ibrahimovicia na Materazziego był bardzo podobny do tego, co wydarzyło się w Hiszpanii. Oczywiście skutek jest zupełnie inny, bo summa summarum Materazziemu nic się nie stało, ale zdarzenie było bardzo podobne.
Pamiętam też Naniego, który w meczu Ligi Mistrzów uderzył wyprostowaną nogą w klatkę piersiową Arbeloi. Też nie było ingerencji prawa karnego, a wyleciał z czerwoną kartką.
Teoretycznie w takiej sytuacji, w której Ibrahimović zrobił to, co zrobił, a potem jeszcze przyznał w wywiadach, że taki miał cel i w ogóle nie interesowała go piłka tylko wyrządzenie krzywdy rywalowi, to gdyby Materazzi podał to do sądu, Zlatan ryzykowałby poniesienie odpowiedzialności karnej?
Mamy tutaj taką linię pomiędzy teorią a praktyką. Teoretycznie tak – zagranie Ibrahimovicia nie było zgodne z duchem gry, to nie był faul taktyczny, tylko po prostu złośliwość czy rewanż. Mieści się to w złośliwym ataku, odwecie. Kontratyp w tej sytuacji by nie zadziałał. Wiemy jednak, jak wygląda życie. Nawet nie chcę spekulować, jaka kara wchodziłaby w grę dla Ibrahimovicia, bo tu już byłaby też kwestia linii obrony. Każdy zna Zlatana i jego zachowania, dużo jego wypowiedzi jest pod publikę, więc nawet gdyby taka sprawa została zainicjowana, to jakoś by się z tego wykaraskał.
Z tej naszej rozmowy wnioskuję przesłanie, że sport – jak to się ładnie mówi – rządzi się swoimi prawami, ale gdyby jakiś zawodnik miał zacięcie, to kiedyś w przyszłości mogłoby dojść do precedensu. Ktoś musiałby się poczuć tak skrzywdzony lub urażony na boisku, że podałby to do sądu i mogłoby to doprowadzić do czegoś, czego jeszcze nigdy w historii w Polsce nie mieliśmy.
Zdecydowanie tak. Są instrumenty do tego, żeby takie zachowanie oceniać z punktu widzenia prawa karnego. Mówimy o sytuacji jaskrawego przekroczenia reguł, głównie chodzi o celowy atak, odwet czy brak gry w chwili popełniania takiego czynu. Uważam, że taka osoba nie byłaby bez szans w dochodzeniu sprawiedliwości. Oczywiście tutaj ważny jest też ten skutek, żeby szukać swojego w sądzie. Tak jak sam powiedziałeś, sport rządzi się swoimi prawami, mamy różne trashtalki. Teoretycznie każda z takich wymian wyczerpuje znamiona przestępstwa, na przykład zniewagi. A w praktyce wiadomo, że wygląda to inaczej. Wracając do sytuacji z Hiszpanii – tutaj skutek jest tragiczny, katastrofalny. Nie przewidywałbym jednak, że dojdzie do skazania piłkarza, który dopuścił się tego faulu.
O to chciałem cię zapytać na zakończenie. Układając tę sprawę z tego, co widzimy – czyli wszystko działo się w walce o piłkę i trudno udowodnić, że bramkarz startował z klarownym zamiarem zrobienia krzywdy rywalowi – przewidujesz, że kontratyp zajdzie?
Zdarzenie bez wątpienia jest tragiczne. Oglądałem nagranie bardzo wnikliwie. Piłka nawet się zatrzymuje. To nie jest tak, że zawodnik atakujący ją zagrywa i ona się znajduje poza zasięgiem bramkarza. Faul jest bardzo twardy i zasługujący na karę dyscyplinarną w ramach danych rozgrywek, czyli dyskwalifikację, czerwoną kartkę, ale nie przewidywałbym skazania. To niezwykła tragedia. I zawodnika, który zginął, i zawodnika, który faulował. Jeśli ja miałbym to oceniać, nie zakwalifikowałbym tego jako przestępstwa, a jako przewinienie w ramach gry.