Pierwsza połowa sugerowała nam, że to będzie kolejny smutny wieczór dla kibiców Rakowa Częstochowa. Podopieczni Dawida Szwargi podnieśli się jednak i wykorzystali katastrofalną postawę defensorów Pogoni Szczecin.
Raków sam sobie wkładał kij w szprychy
Czasem brakuje słów na to, co wyprawiają niektórzy zawodnicy Rakowa. Aż trudno od kogoś zacząć. Takiej bryndzy, jaką gospodarze zaprezentowali w pierwszej połowie, dawno nie oglądaliśmy, a dokładniej od ostatniego pucharowego starcia z Motorem. Problemy? Te same. Brak kreatywności, brak zdynamizowania akcji, brak dokładności – miejscowi wyglądali jak muchy w smole.
Pogoń nie zaprezentowała się wcale lepiej, ale mogła sobie na to pozwolić. Plan Oscara Garcii był prosty – czekać. Czekać najpierw na błąd rywala, który oczywiście się pojawił, bo Koczergin katastrofalnie zagrał na własnej połowie, trafiając wprost w Czurlinowa. Macedończyk szybko podał piłkę Biegańskiemu, ten oddał ją do skrzydłowego, po drodze bliski trącenia futbolówki był jeszcze Sanchez, ale ostatecznie to polski pomocnik Portowców zanotował asystę, bowiem Czurlinow się nie pomylił.
W Częstochowie też nie czekaliśmy długo na gola! Pogoń już prowadzi 💪
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEWhJW https://t.co/IerBcFlzLB
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) November 2, 2026
I tu wracamy do planu trenera Portowców – do czekania, tym razem na to, co zaoferuje przeciwnik.
No i przed przerwą nie zaoferował nic ciekawego.
Chyba że za takie uznamy osiem niecelnych wrzutek Otieno, kilka niecelnych wrzutek Svarnasa czy Makucha, multum podań do tyłu lub w poprzek Koczergina, Repki i Jeana Carlosa albo faule Emrelego i Diaby’ego-Fadigi w polu karnym Pogoni. Co ciekawe, gdy jeden faulował, to drugi strzelał – najpierw Azer podciął delikatnie Cojocaru (sędzia Marciniak uznał to za przewinienie) przy dośrodkowaniu Koczergina z rzutu rożnego, a później rumuński golkiper wszedł w drybling (udany) i został skasowany przez gwinejskiego napastnika Rakowa.
Na przerwę gospodarze mogli jednak schodzić z remisem, bo w końcówce pierwszej połowy Acosta nadepnął na stopę Emrelego. Do jedenastki podszedł Diaby-Fadiga, który nie trafił nawet w bramkę. To był dla niego pierwszy niewykorzystany rzut karny… w karierze.
Przebudzenie Rakowa. Pomogli obrońcy Pogoni
Tak naprawdę mieliśmy już gotowy szkic tego artykułu – bezzębny Raków, rzucający sobie kłody pod nogi. Taki, który nie wykazywał ani odrobiny zainteresowania pozostaniem w lidze.
Jednak w przypadku Medalików jak trwoga, to do Boga, to znaczy do Patryka Makucha. Emreli perfekcyjnie dośrodkował na głowę polskiego napastnika, a ten skorzystał z bierności Eichiego i doprowadził do wyrównania.
Raków z impetem rozpoczyna drugą połowę! Makuch wyrównuje! 💪
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo https://t.co/iXSF1hNw2t
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) November 2, 2026
Skoro już przy niemieckim obrońcy Portowców jesteśmy, trzeba powiedzieć, że był to jego słabiutki występ, nawet abstrahując od błędu przy bramce. Nic zatem dziwnego, że to jego jako pierwszego zmienił Oscar Garcia. Problem w tym, że w jego miejsce na murawie zameldował się Hussein Ali, który z kolei zawalił przy trafieniu na 2:1. Zgubił z radarów Bogdana Racovitana, który strzałem głową z piątego metra nie dał żadnych szans Cojocaru.
RAKÓW PROWADZI! 💪
Racovitan trafia do siatki! ⚽
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo https://t.co/wqrX6M4Q4l
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) November 2, 2026
Zresztą Irakijczyk był zamieszany także w jedną z dwóch kontrowersji tego spotkania – zagrywał piłkę ręką po podaniu Svarnasa. Arbiter widział to doskonale, lecz na wapno nie wskazał.
#RCZPOG https://t.co/kxduTZKLtK
— Norbert87CK (@Norbert87CK2) November 2, 2026
Zatem w ostatnim kwadransie mogliśmy obserwować Pogoń starającą się odrabiać wynik, co w tym sezonie Ekstraklasy było rzadkością. Jak wyszło? Katastrofalnie. Już pal licho dwie czerwone kartki w końcówce dla Willena i Cojocaru, którzy wylecieli odpowiednio za dwa żółtka oraz zmasakrowanie w powietrzu Makucha – przyjezdni poza golem Czurlinowa oddali tylko jeden celny strzał – Sancheza z okolic linii środkowej boiska. To dużo mówi, a jeszcze więcej fakt, że niektóre portale nie zaklasyfikowały tego jako próbę w światło bramki.
Raków w pełni kontrolował wydarzenia boiskowe po zdobytej bramce, a po wylotce Cojocaru wydawało się, że nawet nie odda rywalowi piłki i nie pokusi się o strzał, chociaż w bramce stanął Keramitsis. Litości nie miał jednak wprowadzony z ławki Pieńko, który z najbliższej odległości posłał piłkę między nogami Greka i wprawił obiekt w Częstochowie w ekstazę.
A tak Tomasz Pieńko przypieczętował zwycięstwo Rakowa 💪
📺 Oglądaj @_Ekstraklasa_ w CANAL+: https://t.co/ggj8f4RI2h https://t.co/JitnxIehaH
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) November 2, 2026
Co z tą defensywą Pogoni?
To na koniec słówko podsumowania. Raków nie zagrał perfekcyjnego spotkania – długimi fragmentami grał zbyt wolno, po bramce na 1:1 oddał inicjatywę rywalowi (choć niewiele z tego wynikało), ale co najważniejsze: wygrał i opuścił ostatnie miejsce w tabeli. A to zwycięstwo o tyle dobrze smakuje, że udało się podnieść po tej mizerii w pierwszej części i niewykorzystanej jedenastce. Nie zawiedli też liderzy – Tudor, Racovitan i Svarnas zagrali bardzo dobrze, od pewnego momentu podobać się mógł także Jean Carlos, a Makuch z Emrelim dołożyli jakże cenne konkrety.
Pogoń z kolei w drugim spotkaniu z rzędu straciła trzy gole, a mogła i więcej, gdyby Diaby-Fadiga bardziej przyłożył się do rzutu karnego. No i też mamy poczucie, że gdyby sędziował Marcin Szymoniak, a nie Szymon Marciniak, decyzje przy faulu Emrelego na Cojocaru oraz ręce Aliego mogły być inne. Patrząc indywidualnie, wcale nie jest lepiej – Cojocaru i Willen wylecieli z czerwem, Eichie i Ali zawalili przy golach, Keramitsis w sumie też, ale akurat stał na bramce…
Będziemy obserwować, czy z Widzewem będzie to funkcjonowało lepiej. I przede wszystkim, czy z Garcią na ławce.
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix