Radomiak wreszcie przerwał fatalną serię i dał swoim kibicom powody do radości. Christos Donis znów odpalił prawdziwą bombę z dystansu, Jan Grzesik urządził sobie strzelecki wieczór, a Śląsk Wrocław po kolejnych błędach w defensywie znalazł się w strefie spadkowej. Dla Johna Carvera to pierwsze zwycięstwo w roli szkoleniowca Zielonych, dla Ante Simundzy wstęp do kolejnego tygodnia pełnego pytań o przyszłość jego posady.
Obydwie ekipy przystępowały do tego meczu po rozczarowaniach w Pucharze Polski i porażkach z ekipami z niższych lig. Radomiak przegrał po dogrywce z II-ligową Avią Świdnik, a Śląsk okazał się gorszy od I-ligowej Odry Opole. Jedni i drudzy chcieli więc zostawić za sobą trudne chwile i powalczyć o punkty w lidze, gdzie również potrzeba była bardzo wysoka.
Radomiak przerwał czarną serię. Śląsk zafundował sobie kolejny koszmar
Śląsk przed tym spotkaniem był bowiem tuż nad strefą spadkową z dorobkiem zaledwie 9 punktów, a Radomiak zajmował przedostatnie miejsce z jednym punktem mniej. Ante Simundza postawił więc w ataku na duet Malaly Dembele – Przemysław Banaszak, który zapewnił mu trzy punkty w ostatnim ligowym starciu z Wieczystą Kraków. Nie zabrakło też oczywiście kapitana Piotra Samca-Talara, o którym coraz głośniej jest w kontekście potencjalnego powołania do reprezentacji Polski.
W Radomiaku zabrakło kontuzjowanego Kryspina Szcześniaka, który z powodu zerwanego więzadła krzyżowego wypada z gry co najmniej na pół roku. Duet stoperów stworzyli więc Steve Kingue i Filip Koperski. Fani z Radomia liczyli z pewnością na lepszą postawę defensorów niż ostatnio, gdy w Szczecinie z Pogonią stracili aż cztery gole. Z przodu z kolei miejsce w składzie po golu z Avią utrzymał Abdoul Tapsoba, który zastąpił Guilherme Luiza.
Ta roszada miała pomóc Radomiakowi przełamać fatalną passę aż pięciu porażek z rzędu. Lepiej jednak spotkanie zaczęli goście z Wrocławia, bo już w 2. minucie do groźnej sytuacji doszedł Banaszak. Strzał napastnika Śląska po otwierającym podaniu od Jurceca minimalnie minął jednak bramkę strzeżoną przez Majchrowicza.
Jak się jednak okazało, to był dopiero przedsmak fajerwerków, jakie dostarczyli kibicom piłkarze w pierwszych minutach gry. W 4. minucie prawdziwą petardę odpalił Christos Donis, który w drugim meczu z rzędu popisał się fenomenalnym golem po strzale z dystansu. Dobrze z lewej strony zachował się Conrado i przytomną asystą pomógł koledze, ale znacznie większą część pracy Grek miał jeszcze do wykonania. Piłka szybowała z dużą siłą i odkręcała się jeszcze od próbującego interweniować bramkarza, więc Karol Niemczycki absolutnie nie miał żadnych szans.
Śląsk momentalnie jednak odpowiedział. Podopieczni Ante Simundzy udowodnili, że w niektórych momentach naprawdę potrafią grać atrakcyjnie i przeprowadzili akcję, której nie powstydziłby się Lech Poznań czy może nawet FC Barcelona. Wymianę na linii Samiec-Talar – Tomasiewicz – Dembele – Banaszak wykończył ten ostatni i po około 5. minutach na tablicy wyników widniał rezultat 1:1.
DONIIIIIIIIIS! CO ZA GOL! 😍
Kapitalne otwarcie Radomiaka, ale Śląsk zdołał szybko odpowiedzieć ⚽
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEWhJW https://t.co/uBqS5ioY0F
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) November 2, 2026
Do końca pierwszej połowy kolejne gole już nie padły, ale sporą przewagę osiągnął Radomiak. Gospodarzom w jednej z sytuacji mógł należeć się rzut karny po starciu Karola Linettego ze Stevem Kingue, ale ani sędzia Damian Kos ani będący w centrum VAR Jarosław Przybył nie dostrzegli przewinienia byłego gracza Torino.
Jak to mawiała moja Babcia do Dziadka…”stary a głupi”.
Linnettego kompletnie odcięło.
😵🤯
Pomylił Football Amerykański z Piłką Nożną🏈⚽️
Nierozważny atak w przeciwnika poza grą…karny, żółta?
A gdzie tam…”męska gra” 🫠😶
#RADŚLĄ https://t.co/DBVwjXMqE6— A.Kamil Wójcik (@ArkadiuszKamil) November 2, 2026
Radomiak mocniej przycisnął zwłaszcza w końcówce. Pięknego gola mógł strzelić Tapsoba, gdy złożył się do uderzenia z półobrotu po podaniu Roberta Alvesa. Napastnik rodem z Burkina Faso był trudny do powstrzymania dla defensywy Wrocławian i mógł strzelić gola również w kilku innych sytuacjach.
Blisko był również Donis, gdy znów próbował zza pola karnego, ale w szóstej minucie doliczonego czasu gry tym razem Niemczycki dał radę. Mecz kilkukrotnie przerywano ze względu na dym z odpalonych przez kibiców gospodarzy rac, ale miał niezłe tempo i mógł się podobać.
W Śląsku nieco słabiej niż zwykle wyglądał Samiec-Talar, lecz wyróżniał się za to Dembele, który był bliski strzelenia gola w 26. minucie. Dobrze nawinął wówczas Filipa Koperskiego, lecz jego strzał przy bliższym słupku czujnie wybił Majchrowicz. Wcześniej próbował także Karol Linetty.
Od mocniejszego uderzenia drugą połowę rozpoczęli jednak gospodarze, bo w 49. minucie Jan Grzesik wyprowadził Radomiaka na wynik 2:1. Fatalny błąd w tej sytuacji popełnił Dominik Szala, który zbyt krótko zagrywał piłkę w kierunku Niemczyckiego i dzięki temu rywal spokojnie mógł przejąć podanie. Dla 20-letniego stopera nie był to udany występ, gdyż jeszcze przed przerwą stracił piłkę, a potem musiał ratować się faulem przy ataku Tapsoby.
Radomiak wraca na prowadzenie! Grzesik wykorzystuje katastrofalny błąd obrony gości 👀
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEWhJW https://t.co/1GRGLBx1au
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) November 2, 2026
Ante Simundza mógł więc tylko bezradnie załamać ręce, bo przecież wstawił tego młodego zawodnika przed poprzednim meczem w nadziei na poprawę gry defensywnej swojego zespołu. Do pewnego momentu to działało, ale gdy się rozsypało to już na całego.
Słoweński szkoleniowiec zareagował aż trzema zmianami po godzinie gry, a na murawie pojawili się Ieltsin Camoes, Ennis Shabani i Adam Ciućka. Zwłaszcza 18-letni wychowanek Śląska mógł się podobać w ostatnich spotkaniach i na pewno fani Śląska mocno na niego liczyli. Zdecydowanie jaśniej świeciła jednak gwiazda Grzesika, który w tym meczu pełnił funkcję skrzydłowego, a momentami nawet środkowego napastnika. Nominalny prawy obrońca pokazał, że zawsze dla Radomiaka jest tam, gdzie go potrzebują i stwarzał kolegom mnóstwo okazji do tego, aby zagrać mu piłkę.
Tak było również w 71. minucie, kiedy defensywa Śląska rozstąpiła się przed nim jak Morze Czerwone przed Mojżeszem. Świetnym rajdem w środku pola popisał się Luquinhas, a Grzesik urwał się pilnującemu go Jurcecowi i pewnie wykończył atak. Swoją strefę niepotrzebnie opuścił także Malec, a Niemczycki z tak bliskiej odległości nie był w stanie jakkolwiek pomóc swojej zbolałej drużynie. Radomiak złapał dwubramkowy oddech i był na autostradzie po pierwsze zwycięstwo w Ekstraklasie od końca wakacji, czyli 29 sierpnia, kiedy pokonali Cracovię 2:1.
Jan Grzesik nie zwalnia! Znów uciekł defensywie rywala i trafił na 3:1 dla Radomiaka 💪
📺Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo https://t.co/Vviv34oIJg
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) November 2, 2026
Ostatni kwadrans upłynął już dosyć spokojnie, a Radomiak bez wielkich tąpnięć kontrolował przebieg gry. Nieco kłopotów pod własną bramką w kilku sytuacjach miał Zie Ouattara, ale ostatecznie John Carver po kilku tygodniach trudnych doznań wreszcie mógł się uśmiechnąć. Radomiak odniósł pierwsze zwycięstwo pod jego wodzą i choć przed nimi wciąż daleka droga do utrzymania, to po tej kolejce Zieloni zepchnęli Śląska do strefy spadkowej.
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ