Arsenal mordował się na City Ground niemożebnie, ale ostatecznie wygrał 1:0 z Nottingham Forest. Złotą bramkę zdobył Noni Madueke, ale choć formalnie asystę należy zapisać Declanowi Rice’owi, to faktycznie dużo bardziej do wygranej mistrzów Anglii przyczynił się rykoszet. Zresztą, dużo o tym występie Londyńczyków mówi fakt, że nie oddali oni żadnego innego uderzenia w światło bramki. Z kolei gospodarze w ostatnich minutach naprawdę się rozochocili i mogą żałować, że nic nie wpadło.
Boring, boring Arsenal
Arsenal ma ostatnio problemy z dominowaniem nad rywalami. Sygnały słabszej formy „Kanonierów” widać było już przed przerwą reprezentacyjną, w przegranym 0:3 meczu z Brighton. Teoretycznie można to uznać za wypadek przy pracy, skoro po międzynarodowym okienku drużyna Mikela Artety dwukrotnie wygrała. Jednak ani w meczu z Leeds, ani w starciu z Lille, mistrzowie Anglii nie prezentowali się wyśmienicie przez pełne 90 minut. Mieli dobre momenty i dzięki swojej jakości inkasowali komplety punktów. Kolejną mocno przeciętną połowę The Gunners zagrali na The City Ground.
Do przerwy nie wydarzyło się praktycznie nic godnego uwagi. Piętą w zamieszaniu strzelał Gabriel Magalhaes, ale trafił w swojego partnera ze środka obrony, Ezriego Konsę. Po prostopadłym podaniu Martina Odegaarda w boczną siatkę strzelał Kai Havertz. Nie były to jednak tak naprawdę nawet pół-szanse. Pod bramką Davida Rayi również nie wydarzyło się nic specjalnego. Przyzwoity strzał Dana Ndoye z 19. minuty hiszpański golkiper nadgorliwie strącił na rzut rożny, choć piłka raczej nie leciała w światło bramki.
W drugiej połowie lepiej usposobieni byli, o dziwo, gospodarze. To oni oddawali strzały, wprawdzie niegroźne, ale to i tak dużo więcej niż prezentowali gracze Arsenalu. Po raz pierwszy zespół Artety można było za coś pochwalić dopiero w 72. minucie, gdy po dobrej wymianie podań uderzył Declan Rice. Reprezentant Anglii przeniósł jednak piłkę nad poprzeczką i fani „Kanonierów” nie doczekali się pierwszego uderzenia na bramkę Matza Selsa.
Gdzie Arsenal nie może, tam rykoszet pomoże
Niemoc i marazm przełamał w końcu Noni Madueke, z dużą pomocą rykoszetu. Wprowadzony na boisko w 46. minucie zawodnik zszedł do prawej nogi, uderzył z całej siły, a piłka odbita od jednego z graczy Forest była całkowicie poza zasięgiem Selsa. Paradoksalnie, gdyby nie rykoszet, to nie byłby nawet pierwszy celny strzał The Gunners w tym meczu, a co dopiero gol.
#PL 🏴 : Madueke délivre les Gunners à la 80′ 🤯 https://t.co/YuDBEGvPJ2
— CANAL+ SPORT Afrique (@cplussportafr) October 18, 2026
W końcówce regulaminowego czasu gry niezłą szansę na wyrównanie miał Chris Wood, ale Nowozelandczyk zbyt długo zwlekał z decyzją o strzale i w ostatniej chwili zablokował go wszędobylski Rice. Jeszcze bliżej szczęścia w doliczonym czasie drugiej połowy był Murillo. Stoper gospodarzy wpadł w pole karne z gracją swojego rodaka, Neymara. Przymierzył też niczego sobie, ale do celu – a tam było okienko bramki – zabrakło kilkudziesięciu centymetrów. Nottingham rozkręciło się w końcówce. Szanse miał jeszcze Liam Delap, ale świetnie zablokował go wślizgiem Konsa i skończyło się na rzucie rożnym.
Arteta na pewno nie może być zadowolony z występu swojej drużyny, ale koniec końców najważniejszy jest wynik. W przepychaniu zwycięstw „Kanonierzy” od pewnego czasu nie mają sobie równych w Europie, a przecież przez pierwsze lata kadencji hiszpańskiego trenera było wręcz przeciwnie. Wiele razy ekipa z północnego Londynu przeważała, dominowała, miażdżyła rywali, a nie potrafiła zainkasować trzech punktów, a potem dowozić trofeów.
Nottingham Forest – Arsenal 0:1 (0:0)
- 0:1 – N. Madueke 80′
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix