Szalony mecz w Sewilli. Siedem goli, Barcelona nadal bezbłędna

Sebastian Warzecha

17 października 2026, 21:04 • 6 min czytania 2

Reklama
Szalony mecz w Sewilli. Siedem goli, Barcelona nadal bezbłędna

Dziewięć na dziewięć. Barcelona nie tylko nie przegrywa, ale i nie traci punktów w tym sezonie. W Sewilli na papierze miała trudne zadanie i Betis faktycznie długo stawiał jej opór. Finalnie jednak Barca wygrała wysoko i może szykować się dwóch wielkich spotkań, które czekają ją w kolejnym tygodniu.

Reklama

Barcelona bezbłędna. Betis kolejną ofiarą

Betis na nie do końca własnym stadionie – bo gra na La Cartuja, przy okazji remontu Estadio Benito Villamarin – jest w tym sezonie groźny. Przekonał się o tym Real Sociedad na starcie sezonu, przekonał też Real Madryt, który choć atakował i atakował, to ostatecznie oberwał z kontry i mecz w Sewilli przegrał 0:1. W tym tygodniu przekonało za to Porto w Lidze Mistrzów. W sobotę na ten właśnie stadion przyjeżdżała wielka Barcelona. Wielka, bo absolutnie bezbłędna – w tym sezonie podopieczni Hansiego Flicka wyłącznie wygrywali.

Wiadomo, chcieli, żeby tak pozostało po wizycie w Sewilli.

10 minut zajęło gościom pokazanie, że nie planują się przed Betisem uginać. Lamine Yamal bez problemu oderwał się wtedy od swojego obrońcy, po czym idealnie przymierzył z okolic narożnika pola karnego, poza zasięgiem Alvaro Vallesa. A to istotne, bo ten miewa mecze – jak z Realem Madryt – gdy jest w stanie wyciągać w zasadzie wszystko i potrzeba strzału perfekcyjnego, by piłka przeszła przez jego rękawice. Z czasem okazało się co prawda, że akurat w tym przypadku to nie taki dzień, ale na starcie meczu nikt tego jeszcze nie wiedział.

Stąd Lamine przyłożył w samo okno.

Reklama

Potem mecz się unormował. Obrazki były raczej standardowe: Barcelona przeważała, szukała swoich szans, natomiast nie było z tego przesadnie dobrych okazji. I wtedy, w 27. minucie, niespodziewanie to Betis trafił. Najpierw po lewej stronie dobrą akcję przeprowadził Ez Abde i wywalczył rzut rożny. Z niego bezpośrednio nic Betisowi nie wpadło, ale kiepskie dośrodkowanie zebrał Pablo Fornals i sam piłkę w pole karne dograł lepiej – wprost na głowę Valentina Gomeza.

Gola akurat tego obrońcy raczej się nikt nie spodziewał, ale to właśnie za jego sprawą La Cartuja wybuchła po raz pierwszy tego dnia. Było więc 1:1.

Reklama

I wtedy zaczęły się dziać cuda.

Rodri po raz pierwszy i kontrowersyjny VAR

Najpierw popisali się bramkarze. Valles wybronił sytuację sam na sam z Karimem Adeyemim, znakomicie odnalezionym w polu karnym przez Yamala. Potem z kolei okazję po drugiej stronie boiska zmarnował Hector Bellerin, który uderzył jakby bez przekonania i pomógł Joanowi Garcii, choć hiszpańskiemu golkiperowi trudno coś ująć przy interwencji na refleks. Niemniej: gra się wyrównała, obie strony miały swoje sytuacje, obie kreowały zagrożenie.

Ale to Barcelona jako pierwsza trafiła po raz drugi.

Konkretnie zrobił to Rodri. Nie żadnym pięknym strzałem z dystansu, ot, zwyczajną główką, jakich wiele. Strącił lekko piłkę po rożnym, nawet niezbyt mocno, po prostu na tyle dobrze, że ta wpadła tuż przy słupku. Warto zapisać sobie datę tej bramki, bo to pierwsze trafienie byłego laureata Złotej Piłki dla Barcelony. Pewnie nie ostatnie, choć akurat od strzelania goli Rodri jest dopiero w drugiej kolejności, przede wszystkim ma rozgrywać, kontrolować tempo gry. I to też robił genialnie, a gola dorzucił niejako w bonusie.

Reklama

Barcelona wróciła na prowadzenie i nie minęły dwie minuty, jak to prowadzenie straciła. Genialnym golem po sytuacyjnym uderzeniu z pierwszej piłki popisał się Gonzalo Lo Celso. Piękne trafienie, absolutny szał na stadionie i… interwencja VAR-u, który dopatrzył się zagrania ręką. Tyle tylko, że miało ono miejsce w zupełnie innej strefie boiska, kilka podań – a nawet wybicie piłki przez obrońców – wcześniej. Teoretycznie zawodnicy Barcelony nie odzyskali kontroli nad piłką, w praktyce można się zastanawiać, czy aby na pewno była to decyzja dobra.

Fani na stadionie oczywiście uznali, że sędzia i zespół od wideoweryfikacji popełnili błąd. Gdy więc piłkarze schodzili na przerwę, słychać było głównie gwizdy – ale wymierzone w arbitrów.

Reklama

Yamal zabił mecz… prowokacją

Na starcie drugiej połowy znów popisał się Valles, znakomicie broniąc strzał Fermina. Kilka chwil później Betis mógł wyrównać, ale Cucho Hernandez właściwie podał do Joana Garcii po tym, jak bardzo ładnie wypracował sobie miejsce do strzału. Kilka minut później dwukrotnie okazało się za to, że obrońcy gospodarzy niekoniecznie pamiętają, że należy kryć Gabriela Jesusa. Raz były napastnik Arsenalu urwał się im, ale Los Verdiblancos wyratowało to, że był na pozycji spalonej.

Za drugim razem błędu już nie było, a Yamal dopisał asystę do wcześniejszego trafienia.

Jego najważniejsze zagranie przyszło jednak… tuż po golu dla Betisu. Gospodarze bowiem właściwie z miejsca odpowiedzieli, po świetnej długiej piłce do Eza Abde, niezwykle  aktywnego, który w sytuacji sam na sam nie spanikował i pokonał Joana Garcię. To był moment, który powinien nakręcić ekipę z Sewilli, dać jej jeszcze dużo ognia. I może by tak było, gdyby nie Facundo Bernal, który zachował się – nazwijmy rzecz po imieniu – jak debil.

Reklama

Odepchnął Lamine’a Yamala, ten odepchnął jego. On na to złapał młodego Hiszpana i nie puszczał. No i gdyby na tym się skończyło, to obaj dostaliby po żółtej albo w ogóle nie byłoby kartek. Tyle że Bernal postanowił jeszcze Yamala lekko, bo lekko, ale dwukrotnie przyłożyć mu z dyńki. No to dla niego czerwona, dla Lamine’a żółta. Yamal początkowo dał się sprowokować, ale gdy mocniej oberwał, to się położył i zapracował na to, że Betis grał w dziesiątkę. Trzeba oddać, że sprytnie się tu zachował, nie dał sędziemu alternatywnej drogi wyboru kar dla obu zawodników.

Nie pochwalamy, ale z perspektywy gości – bardzo im to pomogło.

Bo Barcelona po tej czerwonej kartce szła już po swoje. Na 4:2 niespełna 10 minut później trafił Pau Cubarsi po tym, jak Eric Garcia poszedł do końca za piłką odbitą od jednego z zawodników Betisu i uprzedził Vallesa – który pokazał, że ma mecze genialne, ale ma też momenty zaćmienia – zgrywając piłkę do Cubarsiego właśnie, któremu pozostało wpakować ją do bramki. Na 5:2 z kolei uderzył – przerywając trwającą od dawna prywatną strzelecką posuchę – Dani Olmo.

Reklama

I to było już całkowite domknięcie tego meczu.

Rekord Barcelony. Teraz trudny tydzień

Barcelona ograła Betis, a fani gospodarzy długo będą się zastanawiać, co by było, gdyby nie ten VAR przy golu Lo Celso, a przede wszystkim – czerwona dla Bernala.

Reklama

Podopieczni Hansiego Flicka z kolei wyrównali absolutny rekord La Ligi – dziewięć wygranych z rzędu na start sezonu zanotował tylko Real Madryt, jeszcze w latach 60. O pobicie tego wyniku i ustanowienie nowego rekordu zagrają w przyszłym tygodniu… z Królewskimi właśnie. A wcześniej, w środku tygodnia, czeka ich mecz z PSG.

Łatwo więc teraz Barcelonie nie będzie. Tym bardziej może ich cieszyć, że w tak nerwowym długimi fragmentami meczu zgarnęli – i to w miarę pewnie – trzy punkty.

Real Betis – FC Barcelona 2:5 (1:2)

  • 10′ Yamal – 0:1
  • 27′ Gomez – 1:1
  • 41′ Rodri – 1:2
  • 51′ Jesus – 1:3
  • 53′ Abde – 2:3
  • 62′ Garcia – 2:4
  • 81′ Olmo – 2:5

Fot. Newspix

Reklama
2 komentarze
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Bundesliga

Legenda Bayernu mówi jasno. „Lewy musiał wygrać Złotą Piłkę”

Mikołaj Duda
4
Legenda Bayernu mówi jasno. „Lewy musiał wygrać Złotą Piłkę”

La Liga

Reklama
La Liga

Espanyol miał Fortuño, Atletico miało fortunę

Jan Broda
0
Espanyol miał Fortuño, Atletico miało fortunę
La Liga

Sparing o… beret i wielka polityka. Reportaż z derbów Kraju Basków

redakcja
1
Sparing o… beret i wielka polityka. Reportaż z derbów Kraju Basków
La Liga

Kolejny młody polski stoper kontuzjowany. „Nie wygląda to dobrze”

Maciej Bartkowiak
6
Kolejny młody polski stoper kontuzjowany. „Nie wygląda to dobrze”
La Liga

Gwiazda Realu Madryt przedłuży kontrakt. Jest porozumienie

Braian Wilma
0
Gwiazda Realu Madryt przedłuży kontrakt. Jest porozumienie