Żukowski wspomina czasy Lecha. „Padlina. Wyglądałem jak paralityk”

Mikołaj Duda

13 października 2026, 20:44 • 4 min czytania 4

Reklama
Żukowski wspomina czasy Lecha. „Padlina. Wyglądałem jak paralityk”

Mateusz Żukowski obecnie świetnie sobie radzi w Magdeburgu, gdzie strzela gola za golem, czym zapracował sobie na grę w reprezentacji Polski. W jego karierze jednak nie zawsze wszystko się tak dobrze układało. Z pewnością takim nieudanym okresem był rok spędzony w Lechu Poznań. Po czasie piłkarz wspomina, że jeden z meczów w Kolejorzu był najgorszym w jego karierze. Skarży się również, że nie do końca miał uznanie trenera.

Reklama

Żukowski pod sam koniec letniego okienka w 2022 roku trafił do Lecha Poznań na wypożyczenie ze szkockiego Rangers. Chciał odbudować się po nieudanym okresie w The Gers, a dla klubu z Bułgarskiej miał stanowić zabezpieczenie na prawą stronę obrony w razie niedyspozycji Joela Pereira. W rozmowie z Przeglądem Sportowym wspomina ten nieudany czas.

Zawodnik Magdeburga stwierdził, że mocno zależało mu na regularnej grze i dlatego zgodził się odejść na rok do Lecha. Po czasie sugeruje jednak, że błędem było pójście tam, gdzie chcieli zrobić z niego prawego obrońcę, a nie skrzydłowego.

– Zafiksowałem się na tym, żeby grać. Po ostatnich sparingach w Rangersach już w ogóle byłem nabuzowany. I przekonany, że zjem naszą ligę. Tylko to było na skrzydle. W Lechu usłyszałem, że przychodzę na prawą obronę do rywalizacji z Joelem Pereirą, ale mogę też grać na skrzydle. Ale to mówili dyrektor i prezes – mówi Mateusz Żukowski w rozmowie z Przeglądem Sportowym.

I dalej opowiada, że John van den Brom na początku nie wiedział, kim jest.

Reklama

– Po przyjeździe okazało się, że trener van den Brom mnie nie zna. Nie wiedział nawet, jak się nazywam. Nasze pierwsze spotkanie. Myślałem, że zapyta „Cześć, jak się masz?”. Jego pierwsze pytanie było inne [trener zapytał jak ma na imię – przyp.red.].

– Jeżeli tak wita cię trener, to w ogóle nie sprawdził, jakim jesteś piłkarzem. Wiedział chyba tylko tyle, na jaką pozycję przychodzę. Nikt mu więcej nie przekazał. Już wiedziałem, że będą jaja. To było wypożyczenie, gdzie bardziej chciał mnie prezes i dyrektor. Dlatego nauczony tą sytuacją już nigdy w życiu nie zgodzę się na zmianę klubu, zanim wcześniej nie porozmawiam z trenerem i zapytam go o zdanie.

Dalej żałuje, że tak szybko został skreślony.

– Trochę boli, że trener van den Brom tak szybko mnie skasował. Nie dał mi szansy, nie pozwolił spróbować na tym skrzydle. Przez większość kariery grałem z przodu. Nie oszukujmy się, na prawej obronie tak naprawdę zagrałem tylko pół roku w Lechii i wyjechałem do Rangers. Tam nie grałem, w Lechu nie grałem. Później jeszcze w Śląsku u świętej pamięci Jacka w tym sezonie z europejskimi pucharami i spadkiem.

Reklama

Mateusz Żukowski nie mógł pozbierać się po tym meczu. „Najgorszy w mojej karierze”

Obecny reprezentant Polski jest pamiętany w Poznaniu tylko z jednej rzeczy – z meczu z Widzewem, w którym wszedł na boisko od początku drugiej połowy. I najłagodniej mówiąc, nie był to udany występ. Jeśli coś mogło nie wyjść, to jemu nie wychodziło. Dosłownie wszystko, nawet najprostsze możliwe podanie. Kibicom tak zapadło w pamięć to spotkanie, że wciąż często można spotkać się z określeniem, jak jakiś zmiennik pokazał się ze słabej strony, że była to zmiana imienia Mateusza Żukowskiego.

Po czasie napastnik Magdeburga stwierdza, że był to najgorszy mecz w jego karierze.

– Najgorszy. Kompletnie mi nie wyszedł. Ogólnie wstyd mi za niego. Nie przypominam sobie, żebym gdzie indziej zagrał taką padlinę. Może w Lechii ze Stalą Mielec. Tylko wtedy zrobiłem dwa błędy, a całościowo mecz był w porządku. A z Widzewem nie miałem pół dobrego podania. Wyglądałem jak paralityk. Jak to oglądałem, nie mogłem na to patrzeć. Jakby odcięło mi prąd.

– Wielopoziomowa katastrofa. Pamiętam sytuację z tego meczu, jak piłkarz Widzewa mnie obiegł. Próbowałem go minąć od linii, zamiast od środka i wpuściłem go w pole karne. Co ja wtedy miałem w głowie? Jakbym zapomniał, jak się gra w piłkę. W ogóle po wejściu na boisko czułem się źle fizycznie. Nie wiem, czym to było spowodowane. Wszedłem po przerwie, może nie do końca do tego się przygotowałem. Może byłem trochę zaskoczony, że wchodzę tak szybko? A jednocześnie zbyt pewny siebie? Przed chwilą mówiłem, że miałem zjeść ligę. No i szybko na głowę spadła mi cegłówka.

Reklama

– Załamany byłem, co ci mam powiedzieć. Rozmawiałem o tym meczu z trenerem i wiedziałem, jaką „kapustę” zagrałem, że wypadłem tragicznie.

Był to drugi i przedostatni mecz Żukowskiego w barwach Lecha. Wcześniej zagrał kwadrans z Lechią, czyli swoim byłym klubem, a później wszedł jeszcze na końcowe minuty z Cracovią. Co ciekawe, John van den Brom wpuścił go za Mikaela Ishaka na pozycję napastnika, czyli tak, jak gra obecnie.

W końcowym rozrachunku 24-latek okazał się zawodnikiem bardziej ściągniętym do rezerw. To właśnie tam znacznie częściej występował w trakcie tego nieudanego wypożyczenia do Poznania.

Reklama

Fot. Newspix

4 komentarze
Mikołaj Duda

Legenda w rodzinie głosi, że piłka podobno towarzyszyła mu już podczas narodzin. Jego pierwsze wspomnienia sięgają do MŚ w Brazylii w 2014 roku, kiedy jako siedmiolatek z zafascynowaniem oglądał jak przyszły piłkarz Górnika Zabrze sięga po trofeum. 100% na 100% jego uwagi zajmuje polska piłka. Przy trzeciej godzinie monologu o rezerwowym Radomiaka jego słuchacze często tracą cierpliwość. We wtorek i środę zbiera siły przed czwartkowym wieczorem, spędzanym wspólnie z jego ulubioną Ligą Konferencji. Gdy ktoś się go zapyta o piłkarza o imieniu Lamine, to bez zawahania odpowie Diaby-Fadiga

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Piłka nożna

Polki zrobiły duży krok w stronę mundialu. „Belgijki niczym nie zaskoczyły”

Duda  &  Radomski
0
Polki zrobiły duży krok w stronę mundialu. „Belgijki niczym nie zaskoczyły”

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Wisła wydała komunikat po meczu z Legią. Chce pomagać w remontach

Mikołaj Duda
22
Wisła wydała komunikat po meczu z Legią. Chce pomagać w remontach