Ustrzelił klub z rodzinnego miasta i świętował. Kibice byli wściekli

Maciej Bartkowiak

Opracowanie:Maciej Bartkowiak

10 października 2026, 12:32 • 4 min czytania 0

Reklama
Ustrzelił klub z rodzinnego miasta i świętował. Kibice byli wściekli

Po dziewięciu miesiącach czekania Bryan Zaragoza wreszcie trafił do siatki. Ustrzelił – i to na wyjeździe – klub ze swojego rodzinnego miasta, w którym nigdy jednak nie było mu dane grać. Dlatego po zdobyciu bramki nie miał zamiaru powstrzymywać się od celebracji. To miejscowym kibicom się nie spodobało. Hiszpańskie media twierdzą, że z trybun miały nawet paść życzenia śmierci.

Reklama

Odbił się od czołowych klubów

Wystarczyło udane debiutanckie pół roku na najwyższym szczeblu rozgrywkowym, by przenieść się do Bayernu. Zimą 2024 roku Bryan Zaragoza niemal pobił rekord transferowy Granady, bo Bawarczycy dali za niego 13 milionów euro. Drożej sprzedali tylko w 2016 roku Isaaca Successa do Watfordu – za 15 baniek. Te udane pierwsze pół roku na najwyższym poziomie to sześć bramek i dwie asysty w 21 meczach La Liga. W trakcie tamtej rundy otrzymał też pierwsze powołanie do reprezentacji Hiszpanii. Wcześniej nie grał nawet w młodzieżówkach.

Bayern to były jednak zbyt wysokie progi. W barwach Die Roten rozegrał tylko 170 minut. Od lata 2024 roku ciągle jest wypożyczany przez Monachijczyków. Popadł w konflikt z Thomasem Tuchelem, z którym wbijali sobie wzajemne szpile. Poprzedni sezon kończył nawet w Romie, ale od kolejnego topowego klubu się odbił. Na boisku spędził raptem 190 minut. Tak wygląda droga Zaragozy:

Reklama
  • wiosna 2023/24 – kompletnie nieudany czas w Bayernie, wydawało się, że to bezsensowny ruch
  • sezon 2024/25 – wypożyczenie do Osasuny i zaledwie jeden ligowy gol na 1900 minut (za to przeciwko Barcelonie!), było też sześć asyst
  • jesień 2025/26 – wypożyczenie do Celty Vigo – tylko gol i asysta w 1200 minut
  • wiosna 2025/26 – kompletna kaszana w AS Roma, głównie ława i niecałe 200 minut gry
  • sezon 2026/27 – wypożyczenie do Espanyolu

Skarcił klub ze swojego miasta

Tym razem wylądował w Barcelonie. Espanyol obowiązku wykupu już jednak nie miał, a jedynie opcję. Dopiero czwarty występ w barwach Papużek był jego pierwszym w wyjściowym składzie. Wcześniej w trzech meczach na boisku razem spędził tylko 70 minut.

Wizyta w Andaluzji miała dla Zaragozy szczególne znaczenie, ponieważ pochodzi on z tego miasta. Już w 13. minucie trzykrotny reprezentant kraju otworzył wynik starcia z beniaminkiem. Jego debiutancki gol w koszulce Espanyolu byle jakiej urody nie był. Z lewego sektora zszedł do środka, w polu karnym przedryblował dwóch rywali, a potem płaskim uderzeniem na bliższy słupek pokonał bramkarza.

Reklama

Poddymił celebracją gola

Choć ustrzelił drużynę ze swojego rodzinnego miasta, wcale nie miał zamiaru powstrzymywać się od radości. Jego celebracja, polegająca na krótkim przyłożeniu dłoni do ucha, a potem ślizgu na kolanach, spotkała się ze sporymi gwizdami ze strony zasiadających na La Rosaledzie kibiców. Kataloński dziennik „Sport” twierdzi, że na trybunach miały nawet pojawić się okrzyki „Giń, Bryan”. Po golu przez pozostałe 60 minut występu Zaragoza przy każdym kontakcie z piłką był wygwizdany przez fanów Malagi.

Po meczu w wywiadzie dla DAZN (nadawca La Liga w Hiszpanii), wyjaśnił, że jego cieszynka nie była skierowania ani przeciwko klubowi, ani jego kibicom. Przed meczem mówił zresztą publicznie o swojej sympatii i szacunku wobec Malagi, którą od dzieciństwa śledził.

Reklama

– Mogłem tam grać, ale nigdy mnie nie chcieli, więc nigdy nie zagrałem. Dlatego nie miałem powodu, by nie świętować gola. Myślę, że źle to odebrali i uznali za gest w ich stronę. A to wcale tak nie było. Świętowałem, ponieważ miałem problem ze strzelaniem goli, więc kiedy w końcu mi się to udało, poczułem się szczęśliwy. Tego gola dedykowałem tylko synowi i żonie. Jeżeli kogoś to uraziło, to przepraszam i tyle. Nie chcę, żeby ktokolwiek poczuł się urażony, poza tym to klub z mojego rodzinnego miasta.

Kiedy w 73. minucie Zaragoza schodził z boiska, Espanyol wciąż prowadził 1:0. Goście w doliczonym czasie wypuścili jednak z rąk komplet punktów. Malaga uciułała punkcik, ale na pierwsze zwycięstwo wciąż czeka.

Reklama

fot. Newspix

0 komentarzy
Maciej Bartkowiak

Przede wszystkim fan uniwersum polskiej piłki i rodowity poznaniak, więc zainteresowanie Ekstraklasą było mu pisane. Kiedy pada zdanie, że "po takich historiach młodzi chłopcy zakochują się w piłce", to czuje się wywołany do tablicy w związku z mistrzostwem Leicester City. W wolnych chwilach lubi zmęczyć się bieganiem, a po nim zasiąść do czytania kryminału.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Bundesliga

Polak zrobił dobre wrażenie na tle giganta. „Jest gotowy na Bundesligę”

Mikołaj Duda
0
Polak zrobił dobre wrażenie na tle giganta. „Jest gotowy na Bundesligę”
La Liga

Atletico ze szpilką w Real Madryt. „Cudowne ozdrowienie”

Patryk Idasiak
0
Atletico ze szpilką w Real Madryt. „Cudowne ozdrowienie”

La Liga

Reklama
La Liga

Atletico ze szpilką w Real Madryt. „Cudowne ozdrowienie”

Patryk Idasiak
0
Atletico ze szpilką w Real Madryt. „Cudowne ozdrowienie”
La Liga

FC Barcelona bez Raphinhi spróbuje wyrównać rekord. Brakuje niewiele

Patryk Idasiak
1
FC Barcelona bez Raphinhi spróbuje wyrównać rekord. Brakuje niewiele
La Liga

Grał w Realu, potem popadł w alkoholizm. Dziś jest kaznodzieją

Patryk Idasiak
4
Grał w Realu, potem popadł w alkoholizm. Dziś jest kaznodzieją