Trzy tygodnie przerwy reprezentacyjnej, można było spokojnie popracować. Trenerzy dostali wręcz dodatkowy mini-okres przygotowawczy. Tomasz Kaczmarek na pewno wierzył, że zobaczymy dziś lepszy Raków Częstochowa. I taki faktycznie zobaczyliśmy, lecz tylko przez kilkanaście minut pierwszej połowy. GKS Katowice w tym sezonie na wyjazdach ma wyjątkowo pod górkę, ale pod Jasną Górą ładnie się zabawił i wygrał aż 4:1.
Trzeba uczciwie przyznać, że to wszystko nie musiało pójść dla gospodarzy w aż tak złą stronę. Kiepsko zaczęli, z czasem zasłużenie zaczęli przegrywać (kapitalne podanie Nowaka, świetne wykończenie Szkurina), ale niemal od razu wyrównali w 36. minucie.
Od tego momentu do gwizdka na przerwę gnietli GieKSę niemiłosiernie i stworzyli sobie cztery dobre sytuacje. Żadnej nie wykorzystali. Albo brakowało precyzji (Silva i Emreli), albo Trelowskiego wyręczył Czerwiński, albo sam Trelowski się wykazał (strzał głową Nowaka po akcji Wasielewskiego). Raków wysoko odbierał piłkę, chwilami jak za najlepszych czasów wyglądali Repka ze Struskim. Schodząc na 15 minut do szatni zawodnicy Kaczmarka mogli mieć przekonanie, że sprawy zmierzają we właściwym kierunku i należy jeszcze tylko lekko podkręcić skuteczność.
Raków Częstochowa – GKS Katowice 1:4. Mocno wątpliwy rzut karny dużo znaczył
I nagle zaraz po przerwie to światełko w tunelu zostało zasypane, wyjścia już nie było. Szczerze mówiąc, prędzej byśmy nie gwizdnęli rzutu karnego za rękę Jeana Carlosa Silva niż gwizdnęli, a taki wariant wybrali sędziowie. Silva dostał piłką w rękę, którą się podpierał przy próbie wślizgu. Nie była to odległość bardzo bliska względem zagrywającego zawodnika, ale też nie jakaś znaczna, a chyba jedynie w tym aspekcie można doszukiwać się powodów, dla których ta decyzja nie została zmieniona. Albo po prostu tak się wylosowało.
Z karnego też da się zaczarować! Bartosz Nowak niczym Panenka 😍
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo https://t.co/65kGBfXL6Q
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) October 9, 2026
Stało się, jedenastka. Bartosz Nowak pewną podcinką trochę zadrwił sobie z bramkarza i potem było już tylko gorzej. Marko Bulat miał tego dnia kilka dyskretnych acz ważnych odbiorów, ale co z tego, skoro w kluczowym momencie meczu stracił piłkę jak junior. Na dodatek potem żal mu było faulować Kowalczyka na żółtą kartkę, więc ten wbiegł w pole karne i zdobył efektowną bramkę. Pozamiatane.
Kowalczyk na 3:1! GKS czuje się w Częstochowie jak u siebie! ⚽
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/ggj8f4RI2h https://t.co/0qSJpWTvHO
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) October 9, 2026
Bartosz Nowak show
Raków jeszcze szumiał, szukał swoich szans i może gdyby Repka w bardzo dobrej sytuacji czysto strzelił, w końcówce zapachniałoby remisem. Zamiast tego GKS po rzucie wolnym Nowaka i główce Galana dobił czerwoną latarnię ligi.
Tomasz Kaczmarek zmienił ustawienie, Częstochowianie zagrali na czwórkę z tyłu, ale poza momentami dobrze działającym środkiem pola i piękną akcją na 1:1 zwieńczoną potężnym uderzeniem Makucha od poprzeczki, nie widać żadnych plusów. No, można jeszcze pochwalić Trelowskiego, że trzy razy stanął na wysokości zdania i porażka nie była jeszcze wyższa. Gołym okiem da się zauważyć, że Raków łatwo traci pewność siebie i w sumie trudno się dziwić, skoro po dziesięciu kolejkach ma na koncie dziewięć porażek. Żarty naprawdę się skończyły, widmo spadku zagląda w oczy.
GKS natomiast udowodnił, że punktowanie poza domem lub poza Śląskiem (wcześniej wygrał tylko 3:2 w Zabrzu) nie jest zakazane i nie trzeba być na Nowej Bukowej, żeby robić show. Czołówka tabeli pozostaje w zasięgu.
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix