Zmarł Wojciech Szymański, były prezes Świtu Nowy Dwór Mazowiecki

Marcin Ziółkowski

08 października 2026, 22:02 • 3 min czytania 0

Reklama
Zmarł Wojciech Szymański, były prezes Świtu Nowy Dwór Mazowiecki

Kibice, którzy śledzą polską piłkę od ponad 20 lat, tę postać znają zapewne bardzo dobrze. Wojciech Szymański był nie tylko prezesem Świtu Nowy Dwór Mazowiecki, ale też współwłaścicielem Widzewa Łódź. Klub z Mazowsza dzięki awansowi do Ekstraklasy w 2003 roku doszedł na sam szczyt w swojej wieloletniej historii. Przedsiębiorca wywodzący się ze świata mięsno-wędliniarskiego zmarł w wieku 68 lat. 

Reklama

Wojciech Szymański to nie tylko Świt, ale też Widzew

Szymański w 1998 roku został prezesem i sponsorem Świtu Nowy Dwór Mazowiecki, stąd zresztą pochodził, więc miało to dla niego dodatkowe znaczenie. To tutaj po przemianach gospodarczych otworzył znaną firmę Lukullus (możecie ją znać, jeżeli kupujecie np. karmę dla waszych kocich czy psich przyjaciół). W 2003 roku klub wywalczył historyczny awans do Ekstraklasy, choć przy zielonym stoliku. Przedsiębiorca podejrzewał swoich zawodników o udział w procederach korupcyjnych i… wyszło na to, że miał rację. Wybuchł po słynnym barażu.

Siedmiu z nich, którzy sprzedali rewanż ze Szczakowianką Jaworzno w ramach tzw. afery barażowej, zostało ukaranych przez PZPN. Sześciu – dożywotnio. Świt otrzymał walkowera, co dało mu promocję do ówczesnej pierwszej ligi.

W kolejnym sezonie Janusz Wójcik, właśnie trenując Świt, wypowiedział słynne słowa: – To nie czas na trenowanie, a załatwianie.

Reklama

Po odejściu z Nowego Dworu Mazowieckiego, Szymański zaangażował się w działanie Widzewa – za namową Zbigniewa Bońka. Wspierał klub finansowo, był też członkiem Rady Nadzorczej. Akcjonariuszem był sześć miesięcy, od czerwca do grudnia 2007 roku. Sylwester Cacek przejął jego pakiet akcji po tym, gdy przedsiębiorca ze świata wędlin został wspomniany w kontekście afery korupcyjnej.

Jak się okazało, postawiono mu w 2014 roku ponad 30 zarzutów, a w większości chodziło o czasy związane z działalnością w Świcie. Sam zresztą przyznał się do przekupywania sędziów. Świt najpierw mecze sprzedawał (właściciel odkrył ten proceder i się okropnie wściekł), a później… sam zaczął kupować, gdy fatalnie szło mu w Ekstraklasie. Prezes Szymański dawał pieniądze (prawie pół miliona złotych), a „Wójt” wszystko załatwiał telefonicznie. Nagle Świt zaczął punktować fenomenalnie. A to… i tak skończyło się spadkiem, ponieważ Górnik Polkowice nie chciał się ułożyć w ostatnim meczu.

Szymański tak opowiadał później o tym procederze w „Przeglądzie Sportowym”: – No to jest wielki paradoks… Do dziś źle się z tym czuję. Powiem panu jedną rzecz. Dziś zupełnie inaczej bym to zrobił. Po tym, jak odkryłem korupcję w Świcie i wycofałem się z klubu, już nigdy nie powinienem wracać. Ja wiedziałem, jak wygląda piłka w tamtym czasach, wiedziałem, w czym będę grzebał. Dlatego powinienem definitywnie odejść. Ale nie odszedłem. Wyników nie było, pojawiła się presja społeczna, więc zrobiłem, co zrobiłem. W Widzewie to samo, tam presja na wynik była jeszcze większa. Bardzo tego wszystkiego żałuję.

Był też zaangażowany w kolarstwo. Sponsorował przez kilka lat jedną z polskich grup, a także zawody rangi mistrzostw Polski.

Reklama

 

 

Fot. Newspix

Reklama
0 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Rodado w reprezentacji Polski? Królewski: Życzę mu tego, ale…

Jan Broda
2
Rodado w reprezentacji Polski? Królewski: Życzę mu tego, ale…

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Rodado w reprezentacji Polski? Królewski: Życzę mu tego, ale…

Jan Broda
2
Rodado w reprezentacji Polski? Królewski: Życzę mu tego, ale…