Tuż po powrocie do Stanów Zjednoczonych Roberta Lewandowskiego czekało spotkanie ze starym dobrym znajomym z Bayernu. Z żadnym innym piłkarzem „Lewy” nie rozegrał tylu meczów. W lepszych nastrojach wyjeżdżał kapitan reprezentacji Polski. Jego zespół wygrał 3:1, a on sam niedługo po wejściu z ławki zaliczył asystę. Miejscowi dziennikarze donoszą, że Lewandowski w gronie rezerwowych znalazł się przez problemy zdrowotne.
Lewandowski spotkał się z dawnym kompanem
Żółta kartka w meczu z Rumunią sprawiła, że Robert Lewandowski nie mógł zagrać w rewanżowym starciu z Bośnią i Hercegowiną. Nie zabrakło opinii, chociażby ze strony naszych redakcyjnych kolegów – Pawła Paczula i Wojciecha Kowalczyka – że wykartkował się specjalnie.
Wrócił więc do klubu, który w trakcie przerwy reprezentacyjnej odpoczynku nie miał. Bez Polaka w składzie piłkarze Gregga Berhaltera pokonali na wyjeździe 1:0 Charlotte FC i przełamali fatalną passę bez zwycięstwa. Kolejnym spotkaniem miał być hit. Fire podejmowało Vancouver Whitecaps, a zatem finalistę zeszłorocznych play-offów MLS (tam porażka 1:3 z Interem) i obecnego lidera Konferencji Zachodniej.
Mecz z Vancouver Whitecaps był zatem dla Lewandowskiego okazją do ponownego spotkania z Thomasem Mullerem. Panowie przez osiem lat dzielili szatnię w Bayernie. Z żadnym innym piłkarzem Polak nie rozegrał tylu meczów. Razem wystąpili w 333. Dla porównania, z drugim pod tym względem Manuelem Neuerem było ich 296. Wspólnie świętowali zdobycie aż 19 trofeów, na czele z ośmioma mistrzostwami Niemiec i Ligą Mistrzów. Muller asystował przy 80 bramkach Polaka, natomiast w drugą stronę asyst było 16.
Lewandowski and Müller greeting each other before the game.
Just like the old days. ❤️🩹 https://t.co/c7sTMJK4V9
— 9️⃣ (@Pxxdwskiii) October 7, 2026
Nie był pazerny
Obaj rozpoczęli mecz na ławce. Muller podniósł się z niej już po pierwszej połowie, Lewandowski zaś musiał czekać do ostatniego kwadransa. Niemiec na boisko wchodził przy stanie 1:0 dla gospodarzy. Prowadzenie już w 9. minucie dał im Jonathan Bamba, a więc jeden z trzech obok Lewego i Philipa Zinckernagela zawodników Fire, którego nie obowiązuje limit wynagrodzeń. Zinckernagel mógł już cztery minuty później podwyższyć prowadzenie, ale nie wykorzystał karnego. Na początku drugiej połowy Duńczyk odkupił jednak swoje winy.
The passing 😮💨 The finish 🔥 https://t.co/Hv8QMX8A1U
— Chicago Fire FC (@ChicagoFire) October 7, 2026
Konkretnie poklepał z Marenem Haile-Selassie.
Kwadrans przed trafieniem Szwajcara goście złapali kontakt. Chwilę po wpisaniu się przez Mathiasa Labordę na listę strzelców na placu gry pojawił się Lewandowski. I to właśnie Polak asystował przy bramce, która ustaliła wynik tej rywalizacji. Sam mógł wykończyć po ładnym zgraniu piętką Johana Gomeza, ale zdecydował się uszczęśliwić kolegę. Była to trzecia asysta Lewego w barwach Chicago Fire.
IT’S BEAUTIFUL 🤩 https://t.co/BsL100luqJ
— Chicago Fire FC (@ChicagoFire) October 7, 2026
Wiadomo, dlaczego tylko ławka
W doliczonym czasie na murawie zameldował się jeszcze jeden Polak. David Poręba długo jednak sobie nie pograć, bo dosłownie minutę. Pierwszy raz od sierpnia Fire odnieśli drugie zwycięstwo z rzędu.
Jak przekazał lokalny dziennikarz Alex Calabrese, Berhalter poinformował po końcowym gwizdku, że Lewandowski zaczął mecz na ławce, ponieważ wrócił ze zgrupowania z przeziębieniem. Był to szesnasty występ Polaka w barwach Fire (trzeci jako rezerwowy). Czasu na wydobrzenie jest niewiele, bowiem kolejny mecz już w sobotę 10 października. O 20:30 czasu polskiego Fire podejmie New York City. Na siedem kolejek przed końcem sezonu zasadniczego zespół „Lewego” zajmuje czwarte miejsce w Konferencji Wschodniej.
Gregg Berhalter says Robert Lewandowski returned from international duty with a cold.
He still came off the bench in the second half and provided an assist. https://t.co/frOUIKNMyf
— Alex Calabrese (@amcalabrese12) October 7, 2026
fot. Newspix