Znacie pewnie to powiedzenie o baletnicy i przeszkadzającym jej rąbku u spódnicy. Często jest tak, że gdy trenerzy narzekają na kwestie dotyczące wszystkiego wokół, ale niespecjalnie związane z ich pracą czy postawą ich zespołu, zakładamy, że w ten sposób rozpoczyna się poszukiwanie wymówek. Mówiąc dosadnie – dupochronu na wypadek niekorzystnego wyniku. Tu jednak mamy do czynienia z sytuacją nieco inną, bo Jan Urban na przedmeczowe spotkanie z dziennikarzami dotarł po krótkim rekonesansie na murawie i… cóż, my zobaczyliśmy chwilę później to samo, co on.
Najważniejsza jest wiara, że w ciągu doby sporo może się jeszcze zmienić, ale wszystko wskazuje na to, że trawnik nie odrasta w kilka ani nawet kilkanaście godzin. A w niektórych miejscach na stadionie Bilino Polje zwyczajnie brakuje murawy. Po niej pozostały dziury, które selekcjoner reprezentacji Polski uznaje za całkiem niebezpieczne dla zdrowia piłkarzy.
– W niektórych miejscach darń została wyrwana, może być niebezpiecznie dla stawów skokowych. Ktoś mi jednak mówił, że są tu wybory, może po wyborach uda się tę płytę naprawić… – zażartował trener naszego zespołu, ale to nie znaczy, że problem można momentalnie zbagatelizować.
Urban martwi się o posadę? „Podziękowałem za dwa dni spokoju”

Murawa wygląda faktycznie kiepsko…
Murawa na stadionie w Zenicy dziurawa po pożegnaniu Dzeko
Układ spotkań rozgrywanych przez Bośniaków podczas tego zgrupowania różnił się nieco od tego, który los zafundował reprezentacji Polski. Najpierw nasi najbliżsi rywale zaliczyli dwa mecze wyjazdowe – do Warszawy i Bukaresztu. Potem w planach mieli dwa mecze domowe, a w tym ten dzisiejszy, z Polską. Ze Szwecją zagrali natomiast w piątek i Jan Urban ma uzasadnione wątpliwości, czy aby na pewno postarano się, by stadion był po tamtym spotkaniu dobrze przygotowany już na poniedziałkowy mecz z Polską.
– Wydaje się, że nie zrobiono tu za wiele po ostatnim meczu czy może treningu – ocenił selekcjoner naszej reprezentacji. I nie jest wykluczone, że ma rację, zresztą nie tylko w kwestii płyty boiska. Stadion w Zenicy na dobę przed meczem nie wyglądał na obiekt w pełni gotowy na kolejne spotkanie – murawa to jedno, ale na trybunach też dało się jeszcze dostrzec ślady po ostatniej obecności kibiców. A ci nie zwracali raczej uwagi na zostawiany po sobie bałagan, bo starciu ze Szwecją towarzyszyła uroczystość bodaj najważniejsza od dobrych kilku, może kilkunastu lat.
Bośniacy pożegnali bowiem Edina Dzeko i… w gruncie rzeczy można zrozumieć, że z tego wszystkiego trochę zapomnieli zadbać o murawę zaraz po ostatnim reprezentacyjnym spotkaniu wieloletniego lidera ich ofensywy. O ciągłej, utrzymującej się od piątku tęsknocie za 40-latkiem najlepiej świadczą liczne podziękowania kierowane pod jego adresem i porozrzucane po całej Zenicy. Baner wywieszony w centrum na jednym z wieżowców, wyświetlana na przydrożnym telebimie z reklamami plansza z wielkim napisem „Hvala ti!” (pol. „dziękujemy ci”) czy transparent nadal zdobiący blok mieszkalny obok samego stadionu.

Tego ostatniego szukajcie na pierwszym bloku z lewej
Bośniacka legenda, bo na takie miano Dzeko niewątpliwie w kraju zasługuje, swój reprezentacyjny licznik zatrzymała na 152 występach i 73 strzelonych dla kadry golach. Więcej już nie będzie, teraz pałeczkę muszą przejąć inni, ale lepiej dla nas, by na dobre zaczęli to robić dopiero po spotkaniu z Polską.
No i nie da się ukryć, że podobnie jak Jan Urban liczymy również na to, że do pierwszego gwizdka sędziego Jeremiego Pignarda uda się jakoś te dziury w murawie załatać. Może być nawet miłością, o ile Bośniacy zaznajomieni są z klasyką polskich seriali…
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix / własne