Nikola Grbić szkoli się na Harvardzie. „By stać się lepszym liderem”

Patryk Idasiak

04 października 2026, 16:39 • 3 min czytania 0

Reklama
Nikola Grbić szkoli się na Harvardzie. „By stać się lepszym liderem”

Polscy siatkarze to światowa potęga, przyzwyczaili nas do dobrobytu. Polska jedzie na siatkarski turniej i za każdym razem zdobywa medal. To stało się normą za kadencji Nikoli Grbicia, który może się pochwalić rewelacyjną statystyką 10 krążków na 10 imprez. Udało się przełamać klątwę igrzysk, a także obronić tytuł mistrzów Europy. Serbski szkoleniowiec jednak nie siedzi, nie popija kawki i nie odpoczywa. Udał się do USA na specjalny kurs. 

Reklama

Nikola Grbić wykorzystuje wolne po mistrzostwach Europy na specjalne szkolenie, które odbywa się na Harvardzie. Chodzi w nim o to, by stać się jeszcze lepszym liderem. Tak mówił o tym szkoleniowiec kadry w rozmowie z TVP Sport:

– Chodzi o budowanie lidera: jak podejmować decyzje, jakie pytania zadawać. Przydaje się to generalnie przy pracy z ludźmi. Myślę, że może mi to pomóc w staniu się lepszym liderem. Zacząłem 15 lipca. Skończę go pod koniec stycznia. Dwa razy muszę przyjechać na miejsce i spędzić dwa tygodnie.

Wskazał też w reprezentacji Polski mentalnego lidera.

– Emocjonalnym liderem był Forni. Cały czas krzyczał i rozmawiał. Myślę, że przyjął rolę, której jeszcze kilka lat temu nie miał. Komi (Marcin Komenda przy. red.) też w tej kwestii zrobił swoje. 

Reklama

Przed nami mistrzostwa świata w Polsce

W szerokiej kadrze turniejowej od igrzysk w Paryżu reprezentacje mogą liczyć 13 zawodników (12 podstawowych + jeden rezerwowy/medyczny, z którego można w określonych sytuacjach korzystać). To oznacza, że przed Serbem bardzo trudne decyzje, bo przecież na Euro mógł zabrać 14 siatkarzy plus jednego rezerwowego. Tak więc przed Los Angeles 2028 będzie musiał kogoś skreślić. Będzie wtedy musiał odbyć kilka bardzo trudnych rozmów.

Do tego jednak na razie daleka droga – w 2027 roku w Polsce odbędą się mistrzostwa świata, które są celem na następny sezon. Tam zawodnicy będą musieli pokazać się przed szkoleniowcem. Sukces w 2026 roku łatwo nie przyszedł, Grbić przypomniał, że były też trudniejsze chwile.

– Było kilka trudnych momentów, jak wtedy, kiedy podczas pierwszego turnieju VNL przegraliśmy dwa mecze. Ostatecznie pod koniec lata odnotowaliśmy zaledwie trzy porażki w spotkaniach o stawkę. Dwie z nich były bez pełnego składu, a ta z Bułgarią w momencie, w którym mieliśmy już zapewnione pierwsze miejsce w grupie, a do tego nie grał Wilfredo Leon. Te porażki były po tie-breakach. To pokazuje, jaką jakość mieliśmy i jakie było nasze podejście. Jestem bardzo zadowolony z tego, co zrobiliśmy. 

– W kolejnym sezonie nie zmienię naszego podejścia. Mamy dwa cele. Najważniejszy to mistrzostwa świata rozgrywane w Polsce. Zaczniemy jednak od VNL, podczas którego będziemy kontynuować nasz system – rozwijać i dawać szanse młodym, jednocześnie utrzymując podium.

Reklama

Sami przyznajcie, że ta praca się broni. Bilans Grbicia wygląda po prostu obłędnie.

Niedługo już będzie trudniej. Po tym jak Międzynarodowy Komitet Olimpijski zniósł decyzję o zawieszeniu Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego, FIVB podjęła błyskawiczną decyzję, że do siatkarskich rozgrywek wraca Rosja, co rozwścieczyło prezesa PZPS Sebastiana Świderskiego. Rosjanie nie wystąpią jednak na turnieju w naszym kraju. Zagrają w kolejnej edycji Ligi Narodów, ale u nas ich zabraknie. Oficjalny komunikat FIVB jest taki:

„Wszechrosyjska Federacja Piłki Siatkowej poinformowała FIVB o dobrowolnym podjęciu decyzji o zrezygnowaniu ze startu w Mistrzostwach Świata w Siatkówce Mężczyzn w 2027 roku”.

Reklama

Unikniemy więc przepychanek i niejasności. Albo po prostu chciała ich uniknąć FIVB.

Fot. Newspix

0 komentarzy
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Polecane

Reklama