Była nadzieją polskiej lekkiej atletyki. Ma 23 lata i skończyła karierę

Sebastian Warzecha

30 września 2026, 16:41 • 3 min czytania 9

Reklama
Była nadzieją polskiej lekkiej atletyki. Ma 23 lata i skończyła karierę

Kornelia Lesiewicz zakończyła karierę. Lekkoatletka, która była postrzegana jako następczyni Aniołków Matusińskiego w biegu na 400 metrów, przez kilka sezonów regularnie męczyła się z kontuzjami. W końcu podjęła decyzję, że czas odwiesić kolce na kołek.

Reklama

Kornelia Lesiewicz skończyła karierę

Nie mamy przesadnie wiele lekkoatletek czy lekkoatletów, jawiących się jako aż tak duże talenty. Kornelia Lesiewicz była powszechnie postrzegana jako przyszłość polskich 400 metrów, już w wieku 18 lat pojechała przecież jako rezerwowa na igrzyska w Tokio. Cały tamten sezon był dla niej niezwykle udany, bo została też mistrzynią Europy juniorów i srebrną medalistką mistrzostw świata – indywidualnie oraz w sztafetowym mikście. W tej drugiej imprezie, organizowanej w Nairobi, przegrała tylko z potrójnie złotą na tamtych mistrzostwach (indywidualnie i w dwóch sztafetach: damskiej i mieszanej) Imaobong Nse Uko z Nigerii.

Jeszcze wcześniej Lesiewicz biegała już w naszej seniorskiej sztafecie – wraz z nią zdobyła medal halowych mistrzostw Europy (brązowy) i srebro nieoficjalnych mistrzostw świata sztafet rozgrywanych na Stadionie Śląskim w Chorzowie. We wspomnianym Nairobi zbiła z kolei życiówkę do solidnego 51,97 s – aktualnie daje to 23. miejsce w polskich tabelach historycznych (ale 3. wśród zawodniczek do lat 20).

Zdawało się, że rozwój Lesiewicz postępuje wręcz planowo, biła przecież rekordy kraju juniorek i całkiem udanie wchodziła w rywalizację z seniorkami.

Wtedy jednak rozpoczęły się problemy z kontuzjami. Walczyła z urazami mięśnia dwugłowego uda, które nawracały i powodowały przerwy w treningu. W późniejszym okresie przyszło też przewlekłe zapalenie ścięgien Achillesa. Co prawda w 2022 roku została ponownie mistrzynią Polski juniorek, ale jej czas był o 2,5 sekundy gorszy od życiówki z Nairobi. A im dalej w karierę, tym rzadziej startowała i miała większe kłopoty z regularnym treningiem.

Reklama

W zeszłym roku nie wystartowała w zawodach ani razu – zamiast tego skupiła się na leczeniu, walczyła z przewlekłym zapaleniem ścięgien Achillesa. Tak, obu. Potem złamała trzeszczkę w stopie. Nie zdecydowała się na zabieg, obawiając się, że może w ten sposób przekreślić szanse na powrót do biegania. Starała się dozować obciążenia, próbowała pracy z różnymi trenerami. Długo wierzyła, że uda jej się wrócić na bieżnię, finalnie jednak zdecydowała, że taki powrót jest niemożliwy.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez KORNELIA LESIEWICZ (@tylkobiegam)

– Są decyzje, których nie chce się podejmować. Są też marzenia, z których nie chciałoby się zrezygnować. Ale kiedy wiesz, że to jedyna słuszna decyzja, po prostu nie masz wyboru. Dlatego dziś chciałabym powiedzieć coś, czego bardzo długo nie chciałam wypowiedzieć na głos, nawet przed samą sobą. Chyba nie da się przygotować się na moment, w którym żegnasz się z czymś, co przez tyle lat było całym twoim życie. […] Multimedalistka mistrzostw Polski, mistrzyni Europy oraz dwukrotna wicemistrzyni świata juniorów na dystansie 400 metrów, olimpijka. To właśnie z tymi słowami zostanę, kiedy pomyślę o swojej sportowej karierze. Dziękuję wszystkim, z którymi miałam okazję współpracować. I jednocześnie przepraszam, że moja kariera nie mogła trwać dłużej – mówiła w opublikowanym w social mediach wideo.

Reklama

Tak więc skończyła się – niestety – kariera wielkiego talentu.

Fot. Newspix

9 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Współpracownik Laporty odchodzi z Barcelony. Klub bez dyrektora generalnego

Antoni Figlewicz
0
Współpracownik Laporty odchodzi z Barcelony. Klub bez dyrektora generalnego

Inne sporty

Reklama