Coraz większymi krokami zbliża się nowy sezon NBA. Czy czwarty rok z rzędu będziemy mieli polskiego przedstawiciela w najlepszej koszykarskiej lidze świata? Tego na 100% jeszcze nie wiemy. Jeremy Sochan musi bowiem najpierw wywalczyć sobie miejsce w składzie Portland Trail Blazers. W poniedziałek rozpoczął przygotowania do nadchodzących rozgrywek od corocznego dnia dla mediów.
Długa droga do Portland. Jeremy Sochan z zaproszeniem od Trail Blazers
Jeremy Sochan ma za sobą bardzo… ciekawy czas. Poprzednie rozgrywki rozpoczął w San Antonio. Rozmawiał z władzami Spurs o przedłużeniu kontraktu, ale finalnie nic nie podpisał. Sezon zaczął z opóźnieniem przez kolejne problemy zdrowotne. Wrócił w dobrym stylu, ale okazało się, że jego pierwszy mecz był jednocześnie najlepszym. Potem już tak dobrze się nie prezentował. A z czasem zupełnie stracił miejsce w rotacji.
Spurs szukali mu nowego domu przed zamknięciem okienka. Te próby nie przyniosły skutku, dlatego Sochan zdecydował się rozwiązać kontrakt z teksańskim klubem za porozumieniem stron.
Przeniósł się do New York Knicks. I choć tam grał niewiele więcej, to trafił do zespołu, który maszerował po mistrzostwo. Reprezentant Polski w finałach odegrał marginalną rolę, ale mógł świętować tytuł jako pierwszy Polak w historii. Nowojorski zespół nie uwzględnił go jednak w swoich planach na kolejny sezon. Powodzenia życzył mu m.in. Ben Stiller, czyli wielki fan Knicks. W międzyczasie Sochanowi urodziło się pierwsze dziecko, a na początku sierpnia znalazł nowy klub. Dostał zaproszenie na obóz treningowy od Portland Trail Blazers.
18 nazwisk, a mogło być 21. Wśród nich jest Jeremy Sochan
Blazers w niedzielę ogłosili skład, w jakim rozpoczną przygotowania. Na liście jest tylko 18 nazwisk, choć mogłoby być 21, bo taki jest limit. Przynajmniej na razie władze klubu nie zaprosiły jednak na obóz innych graczy. Być może wynika to z oszczędności, jakie stały się synonimem rządów nowego właściciela. Tom Dundon, który przejął Trail Blazers kilka miesięcy temu, jak dotychczas zasłynął właśnie cięciem kosztów.
Wśród 18 zawodników mamy więc 14 graczy na standardowych kontraktach, trzech na umowach two-way (pozwalają dzielić czas gry między NBA a ligę rozwojową – G League) oraz właśnie Sochana, który na razie związał się z klubem tylko na czas trwania obozu treningowego. Jeśli zostanie w zespole, to w przyszłym sezonie najprawdopodobniej zarobi kwotę minimalną, czyli 2,6 miliona dolarów.
Our squad for training camp pic.twitter.com/J49VlG2mz1
— Portland Trail Blazers (@trailblazers) September 27, 2026
Rok temu Blazers trzymali w składzie jeden wakat. Nie wiadomo, czy podobnie będzie w tym roku, choć w ubiegłym sezonie problemy zdrowotne w ciągu rozgrywek spowodowały, że w Portland odczuli brak większej głębi. Jeśli jednak znów jedno miejsce zostawią sobie wolne, to Sochan – jako ten piętnasty w składzie – musi mocno powalczyć.
Z kim? Skoro drużyna nie zaprosiła (na ten moment) na obóz innych weteranów, to polski skrzydłowy ma nieco ułatwione zadanie. Jego dwóch najpoważniejszych rywali o miejsce w zespole (lub ewentualnie o minuty, gdyby się okazało, że wszyscy w drużynie zostaną) to Vit Krejci oraz Micah Potter. Czyli dwaj inni gracze, którzy nie mogą być tak do końca pewni swojej przyszłości w Portland.
Z kim Jeremy Sochan powalczy o miejsce i minuty w Portland?
Krejci to 26-letni Czech, który trafił do Blazers w lutym przed zamknięciem okienka transferowego. Miał być dodatkową strzelbą, ale niezupełnie mu się to udało. W marcu trafił tylko 24 proc. trójek, a na domiar złego opuścił 13 z ostatnich 14 meczów fazy zasadniczej z powodu urazu łydki. Nadal ma jednak fanów w Portland, bo w przeszłości pokazał dużą wszechstronność w Atlancie. W przyszłym sezonie ma zarobić 2,7 miliona dolarów, ale jego umowa stanie się w pełni gwarantowana, jeśli będzie w składzie na mecz otwarcia. Do tego czasu Blazers łatwo mogą więc z niego zrezygnować, wypłacając mu tylko 250 tys. dolarów.
Potter z kolei to 28-letni podkoszowy, którego Blazers przejęli w lipcu, gdy został zwolniony przez Pacers. Środkowy w Indianapolis wreszcie wykorzystał szansę i zaliczył życiowy sezon. Miał naprawdę mocną końcówkę sezonu i może być w Portland polisą ubezpieczeniową na wypadek kontuzji innych podkoszowych. Potrafi nieźle rzucać z dystansu, co jest niewątpliwie jego dużym atutem. W nadchodzących rozgrywkach może zainkasować 2,8 miliona dolarów, przy czym jego umowa staje się w pełni gwarantowana dopiero w styczniu. I w tym przypadku władze Blazers mogą więc łatwo zawodnika zwolnić i nie ponieść żadnych kosztów.
Potencjał, doświadczenie i wszechstronność. Tu przewagę ma Jeremy Sochan
Sochan ma więc spore szanse na stały angaż, jeśli tylko uda mu się pokazać z dobrej strony. Z tej trójki jest najmłodszy i wciąż ma chyba największy potencjał jako gracz, który ledwie cztery lata temu został wybrany w pierwszej dziesiątce draftu. Warto dodać, że 23-latek jest też mimo wszystko bardziej doświadczony od Krejciego i Pottera. Po czterech sezonach na koncie ma 228 rozegranych meczów – to o 25 występów więcej niż Czech (203) oraz ponad dwa razy więcej spotkań niż zebrał Amerykanin (111).
Reprezentantowi Polski pomóc może też fakt, że w składzie Blazers brakuje w tej chwili graczy na skrzydło. Tak naprawdę tylko dwóch innych zawodników – Deni Avdija oraz Toumani Camara, czyli dwójka starterów – to nominalni skrzydłowi. Poza tym w Portland znajdziemy mnóstwo obrońców oraz środkowych.
A warto również pamiętać, że Sochan ze swoimi wszechstronnymi umiejętnościami jest też w stanie zagrać choćby jako fałszywy center. W takim kontekście podczas dnia dla mediów mówił o nim Joe Cronin, czyli menedżer Blazers. Dużo więcej o reprezentancie Polski w poniedziałek nie usłyszeliśmy.
View this post on Instagram
Blazers są zaintrygowani, ale Jeremy Sochan ma też ograniczenia
Sam Sochan z mediami tym razem zresztą nie porozmawiał. Może to i lepiej. Może niech przemówi jego postawa na boisku. Bo przecież dużo będzie jednak zależeć od tego, co Jeremy pokaże na treningach oraz w meczach przedsezonowych. Jego kartą przetargową nadal pozostaje defensywa, a Blazers są zaintrygowani jego wszechstronnością i możliwością bronienia tak naprawdę wszystkich pięciu pozycji.
Największe ograniczenia Sochana wciąż są jednak po atakowanej stronie boiska. W ubiegłym sezonie trafił zaledwie 24 proc. prób z dystansu, przy czym w przekroju całych rozgrywek oddał tylko 45 rzutów za trzy, czyli jak dotychczas najmniej w karierze.
Pod tym względem i Krejci, i Potter mają nad nim przewagę, a dla Blazers odpowiedni spacing będzie bardzo istotny. Tacy zawodnicy jak wspomniany Avdija czy sprowadzony latem Ja Morant muszą mieć przecież odpowiednio dużo miejsca – czyli odpowiednio dużo strzelców wokół siebie – by móc skutecznie atakować kosz.
Być albo nie być. Jeremy Sochan musi pokazać, że zasługuje na miejsce w NBA
Oczywiście może się okazać, że Blazers zatrzymają w składzie wszystkich trzech i rozpoczną rozgrywki bez wakatu w składzie. Jest to możliwe także pod kątem finansowym, bo ekipa z Portland ma jeszcze sporą rezerwę do progu podatkowego. Minimalny kontrakt dla Sochana nie będzie więc aż tak obciążający dla klubowego budżetu.
Polak nie może jednak nic zakładać i nie powinien też oglądać się na innych. Lepiej wziąć własny los w swoje ręce. Pokazać, że na to miejsce się zasługuje. Tym bardziej że to może być dla niego jedna z ostatnich szans, żeby zakotwiczyć się w NBA na dłużej. Po zawirowaniach, jakie przeszedł w ostatnich 12 miesiącach – od San Antonio, przez Nowy Jork, aż do Portland – jest coraz bliżej swojego „być albo nie być” w najlepszej koszykarskiej lidze świata.
Pierwszy przedsezonowy mecz Blazers rozegrają w nocy z 7 na 8 października. Łącznie przed nimi cztery spotkania w ramach przygotowań do nadchodzących rozgrywek. Jedno z nich – przeciwko drużynie z Londynu – zostanie rozegrane w dogodnej dla europejskiego kibica porze. Miejmy więc nadzieję, że Sochan na nieoficjalny debiut w nowych barwach (i z nowym numerem #4 na plecach) nie będzie musiał długo czekać.
Terminarz przedsezonowych meczów Portland Trail Blazers:
- vs Golden State Warriors, 7/8 października o 4:00 czasu polskiego
- vs BC London Lions, 12 października o 22:00 czasu polskiego
- at Sacramento Kings, 13/14 października o 4:00 czasu polskiego
- at Golden State Warriors, 16/17 października o 4:00 czasu polskiego
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Instagram/Portland Trail Blazers