Lewandowski i nieuchronne starzenie się. Nie ma odwrotu || PrzeMyślenia #8

Przemysław Michalak

28 września 2026, 16:00 • 5 min czytania 10

Reklama
Lewandowski i nieuchronne starzenie się. Nie ma odwrotu || PrzeMyślenia #8

Robert Lewandowski boiskowo marnieje w oczach i będzie tylko gorzej. Taka jest niestety prawda. Ostatnie miesiące to znaczące przyspieszenie tego procesu, od którego nie ma już odwrotu. Pytanie tylko, jak do tematu podejdzie selekcjoner naszej reprezentacji – ktokolwiek by nim nie był – i sam zainteresowany.

Reklama

Każdy, kto ma w rodzinie osoby w bardzo podeszłym wieku, chyba wie, że w ich przypadku nawet w ciągu kilku miesięcy może dojść do drastycznego zjazdu życiowej witalności. Nagle dotychczas całkiem samodzielny staruszek staje się już wyraźnie zależny od innych, a jego życiowa mobilność jest drastycznie ograniczona. Taka często jest kolej rzeczy. Od pewnego momentu prewencyjnie już niewiele można zrobić.

Przenosząc to na grunt piłkarski – trzeba mieć wkalkulowane, że zawodnicy znajdujący się mocno po trzydziestce mogą nagle zaliczyć gwałtowny zjazd, który wcale nie oznacza, że zaczęli się gorzej prowadzić albo nie dosypiają przez małe dziecko w domu. Po prostu pewne rzeczy kiedyś się kończą i czego byśmy nie zrobili, mamy już tylko jazdę w dół. Z czasem coraz szybszą i łatwiej dostrzegalną.

Gwałtowny zjazd Roberta Lewandowskiego

W przypadku Lewandowskiego zaczęło się to mniej więcej rok temu. Jeszcze w sezonie 2024/25 rozegrał dla Barcelony 3929 minut na wszystkich frontach i strzelił dla niej 42 gole. Za to w ostatnim sezonie na hiszpańskiej ziemi uzbierał już zaledwie 2486 minut we wszystkich rozgrywkach i zdobył 19 bramek, mimo że zdrowie nadal dopisywało. To blisko 1500 minut gry mniej z sezonu na sezon. Gigantyczna różnica, ale nie pojawiła się ona bez powodu.

Nawet na poziomie MLS widać już, że Lewandowski fizycznie nie wygląda jak dawniej. W pełni też zgadzam się z tezą Cezarego Kucharskiego, że dziś większym wyzwaniem dla kapitana Biało-Czerwonych byłyby występy w Ekstraklasie niż w Ameryce. Swoje liczby „Lewy” całościowo pewnie nadal miałby dobre, ale w tzw. międzyczasie rzucałoby się w oczy, że oglądamy 38-letniego napastnika.

Reklama

Krótko mówiąc, Lewandowski staje się piłkarzem – lub już się nim stał – który na tym poziomie intensywności nie będzie w stanie co kilka dni grać po 90 minut bez szargania własnej legendy. Pora pogodzić się z faktami, że właśnie wchodzimy w schyłkowy moment jego kariery, choć długo to wypieraliśmy, bo następców nie widać. Może ten moment potrwać rok, dwa czy trzy, ale to już końcówka końcówki.

W wymiarze reprezentacyjnym widać to jeszcze wyraźniej, jeszcze drastyczniej. Przy odrobinie szczęścia napastnik Chicago Fire kończyłby mecz z Bośniakami z przytomną asystą do Wiktora Nowaka i pewnie narracja wokół jego postawy byłaby nieco inna, tyle że to naprawdę jedno z jego nielicznych udanych zagrań. Szykowanie się do rzeczywistości bez Lewandowskiego staje się teraźniejszością, nie wiecznie nieokreśloną perspektywą na kiedyś tam.

Czy Lewandowski zaakceptuje swoją nową rolę?

Sam Robert zdaje się to dostrzegać, nie ucieka od pytań o koniec reprezentacyjnego etapu, choć nie odpowiada wprost. Skoro jednak niedawno wspominał, że pora szykować grunt pod czasy bez niego, widzi, co się dzieje. Trudno zresztą, żeby było inaczej, musiałby się oszukiwać. Ostatni naprawdę mocny przeciwnik, któremu strzelał gole to Francja i rzuty karne przeciwko niej na MŚ 2022 oraz Euro 2024. Gol z akcji? Belgia z czerwca 2022 za kadencji Czesława Michniewicza. Czyste fakty.

Reklama

Pytanie, jak on i Jan Urban to rozegrają. Powoli staje się oczywiste, że Lewandowski coraz bardziej będzie przydatny jako mentor w szatni i wzór dla młodszych, a coraz mniej bezpośrednio na boisku. Problem w tym, że to nigdy nie był typ naturalnego lidera mentalnego, do którego młodzież jakoś szczególnie lgnęła. Kto czytał książkę Sebastiana Staszewskiego, doskonale wie, o czym mowa. Tam dogłębnie ten problem poruszono. Pozostaje cień nadziei, że nasz kapitan na „starość” trochę odświeżył podejście i stał się bardziej otwarty, ale ludzie w takich kwestiach nie zmieniają się o 180 stopni. Mogą jedynie nieco skorygować dotychczasowy kurs.

I mam nadzieję, że tak się stanie, że Lewandowskiemu będzie się jeszcze chciało latać kilka razy w roku przez ocean, żeby potem rozegrać 100 minut zamiast 300, a przez resztę czasu służyć szeroko pojętym doświadczeniem. Szkoda byłoby z tego nie korzystać przynajmniej do najbliższego EURO. Inna sprawa, że jego przynależność klubowa w takiej sytuacji to spore utrudnienie i dodatkowy argument, żeby szybciej definitywnie pożegnać się z kadrą, z którą przecież nie tak dawno na serio chciał się żegnać. To nie jest dla niego nowe, nieoswojone uczucie.

Robert Lewandowski

Dlatego nie będę szczególnie zaskoczony, gdyby na nieco dłuższą metę „Lewemu” taka rola nie odpowiadała. Ba, na razie w sumie nie wiemy, czy w ogóle byłby skłonny ją zaakceptować. To dopiero wyjdzie w praniu, ale mimo wszystko nie wyobrażam sobie, żebyśmy męczyli się z nim już ewidentnie niedojeżdżającym tak długo jak Portugalczycy z Cristiano Ronaldo, dla którego wylądowania na ławce to wręcz potwarz, choć każdy poza nim widzi, że inaczej się nie da. Chyba nie mówimy o tak dużym ego.

Reklama

Co by się dalej nie działo, apeluję tylko o jedno: nie burzmy pomników, a chwilami widzę takie tendencje. To, że Robert Lewandowski staje się coraz mniej przydatny, nie oznacza, że uzasadnienie ma jakiekolwiek deprecjonowanie jego wcześniejszych dokonań. Mówimy o najlepszym zawodniku w historii polskiej piłki i przez wiele lat jednym z najlepszych napastników świata. Nie ma mowy, żeby ktoś co najwyżej średni tak długo utrzymywał się na najwyższym poziomie i przez 15 lat zdobywał co sezon po kilkadziesiąt bramek dla potentatów z lig top5. A że wszystko się kiedyś kończy? Cóż, czeka to nawet Messiego. On też pewnego dnia już nie da rady.

fot. FotoPyK/Newspix

10 komentarzy
Przemysław Michalak

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Felietony i blogi

Reklama
Ekstraklasa

Legendy usuwają się w cień? Przykro się patrzyło [KOZACY I BADZIEWIACY]

Mikołaj Duda
18
Legendy usuwają się w cień? Przykro się patrzyło [KOZACY I BADZIEWIACY]