Urban pod presją. 5 pytań przed meczem Polski ze Szwecją

Michał Kołkowski

28 września 2026, 09:26 • 7 min czytania 27

Reklama
Urban pod presją. 5 pytań przed meczem Polski ze Szwecją

Jan Urban jest selekcjonerem reprezentacji Polski od przeszło roku, ale wokół dowodzonej przed niego kadry wciąż krąży mnóstwo znaków zapytania. Wątpliwości rozmnożył ostatni, niezbyt udany występ Biało-Czerwonych w starciu z Bośnią i Hercegowiną (0:0). Oto pięć najważniejszych pytań dotyczących drużyny narodowej przed poniedziałkowym meczem ze Szwecją.

Reklama
Stawiasz 2 zł i zgarniasz bonus 600 zł za gola Polski ze Szwecją
Ważne do: 28.09.2026
+18. Graj odpowiedzialnie tylko u legalnych bukmacherów. Obowiązuje regulamin.

Co z obroną? Kto na skrzydłach? „Lewy” na ławkę? Trener naprawdę ma się nad czym głowić.

Pięć (szalenie ważnych) pytań przed meczem Szwecja – Polska

Jak zestawić defensywę?

Trzeba przyznać, że Jan Urban mocno zaskoczył decyzją, by w meczu z Bośnią i Hercegowiną wystawić Jakuba Kiwiora na lewej obronie. Przede wszystkim dlatego, że zaprzeczył w ten sposób… samemu sobie. Wcześniej selekcjoner podkreślał bowiem wielokrotnie, iż nie jest przekonany do 26-latka jako lewego defensora. No ale może chciał się po prostu upewnić, że Kiwior NA PEWNO nie pomoże kadrze w tej roli. Zatem pierwsza połowa starcia z Bośniakami definitywnie rozstrzygnęła tę kwestię. Inna sprawa, że wystarczyło chyba po prostu obejrzeć sobie jeszcze raz trzeciego gola, straconego przez Biało-Czerwonych w barażowym starciu ze Szwecją.

Reklama

Kiwior na przestrzeni 40 sekund został wtedy dwukrotnie bezlitośnie ograny na skrzydle. Bo to po prostu nie jest zawodnik, który swobodnie się czuje w pojedynkach, jakie dla bocznego obrońcy powinny być chlebem powszednim. Zresztą: skoro mamy ten rzadki komfort, że Kiwior z Janem Bednarkiem stanowią duet środkowych obrońców w mocnym europejskim klubie, na dodatek duet bardzo solidny, to dlaczego po prostu nie przełożyć tego na reprezentację?

Przy takim rozwiązaniu ucierpi Kacper Potulski, fakt, ale też chyba nie ma co szukać kwadratowych jaj. Szukać to trzeba na razie punktów w Lidze Narodów.

Jeśli zatem przyjmiemy, że tym razem Bednarek i Kiwior stworzą parę stoperów, a Matty Cash zachowa miejsce na prawej stronie czteroosobowego bloku, to do obsadzenia pozostaje nieszczęsna lewa obrona. Naturalnym kandydatem do wskoczenia do składu powinien być Tymoteusz Puchacz, czyli nominalny lewy defensor, ale w spotkaniu z Bośnią i Hercegowiną miejsce Kiwiora w przerwie zajął przecież Przemysław Frankowski. I to z więcej niż przyzwoitym efektem. Jan Urban przyznał na konferencji prasowej, że „Franek” może otrzymać na tej pozycji kolejne szanse.

Jedno jest pewne: do trójki stoperów nie ma co wracać.

Reklama

Wiktor Nowak

Wiktor Nowak do pierwszego składu?

A skoro już wspomnieliśmy o udanym wejściu Frankowskiego, to trzeba też wrócić do bardzo dobrego debiutu Wiktora Nowaka. Gracz Slavii Praga w poprzednim spotkaniu również rozegrał drugie 45 minut i ewidentnie rozruszał środek pola Biało-Czerwonych. Nie chcemy się wyzłośliwiać i twierdzić, że 22-latek w debiucie zademonstrował większą kreatywność niż Bartosz Slisz przez całą dotychczasową karierę w drużynie narodowej, no ale trochę tak to wyglądało, że miejsce klasycznego przecinaka zajął na murawie zawodnik, który sporo wokół siebie widzi i chce mieć też coś do powiedzenia w ofensywie.

– Piotr Zieliński to jest wielki piłkarz. Dużo mi podpowiadał i to mi pomogło. Wchodząc z ławki, chciałem pomóc drużynie w środkowej strefie. Miałem grać szybciej, na jeden kontakt, żeby przyśpieszyć grę – mówił Nowak po meczu z Bośnią w rozmowie z Łączy nas Piłka.

Ciekawi jesteśmy, jak może się rozwinąć współpraca Nowaka z Zielińskim. Ten drugi – od kilku lat będący zdecydowanie najjaśniejszym punktem naszej kadry – często w trakcie meczów sprawia wrażenie sfrustrowanego biernością partnerów. No a akurat Nowak wygląda na gościa, który może dotrzymać kroku Zielińskiemu. A poza tym: on po prostu i zwyczajnie jest w gazie. Kolejne dobre występy go napędzają. Reprezentacja musi z takich piłkarzy korzystać, żeby do reszty nie skostnieć.

Reklama

Kto na skrzydłach?

Można się też zastanawiać, na jaką parę skrzydłowych postawi tym razem selekcjoner. Powołany awaryjnie Oskar Pietuszewski nie znalazł się w kadrze meczowej, więc jego możemy z automatu wyłączyć z dyskusji. Kontuzjowany Jakub Kamiński także nie pomoże już kadrze podczas tego zgrupowania. Pozostają zatem ci, którzy wystąpili w konfrontacji z Bośniakami: Michał Skóraś oraz Nicola Zalewski. No chyba, że Jan Urban postanowili trochę pokombinować.

Sebastian Szymański w roli fałszywego skrzydłowego i Kacper Urbański dodatkowo do środka pola?

Przemysław Frankowski przesunięty jednak na skrzydło?

A może Mateusz Żukowski dostanie zadanie wykorzystania swojej dynamiki w jednym z bocznych sektorów boiska?

Reklama

Jest kilka opcji, choć wszystkie sprawiają wrażenie mniej lub bardziej naciąganych. Co od razu nam przypomina, dlaczego wcześniej Michał Probierz, a później Jan Urban wzbraniali się przed rezygnacją z systemu z wahadłami. No nie ma w reprezentacji Polski zbyt długiej kołderki na skrzydłach. Kiedy dwóch piłkarzy szytych na miarę pierwszego składu kadry – Kamiński i Pietuszewski – nie znajduje się w pełni sił, lista dostępnych wariantów strasznie się nam kurczy.

Matty Cash, Nicola Zalewski, reprezentacja Polski.

Robert Lewandowski na ławkę?

Należy też sobie zadać pytanie przygnębiające: czy to już ten moment, gdy Robert Lewandowski powinien popatrzeć z boku na grę kolegów z kadry?

Jak tak zerkamy na jego konkurencję w linii ataku – czyli: Karola Świderskiego i Mateusza Żukowskiego – to po plecach przebiega nam zimny dreszcz przerażenia, ale… wydaje się, że tak. W spotkaniu z Bośnią i Hercegowiną kapitan Biało-Czerwonych wypadł naprawdę katastrofalnie: popełniał proste błędy techniczne, piłka mu nieustannie odskakiwała, nie potrafił uwolnić się spod krycia, spowalniał akcje. Był najsłabszym punktem polskiej ofensywy (która całościowo wypadła przecież blado). Jan Urban i tak wykazał się wielką wyrozumiałością, że dał mu aż 87 minut na poszukiwanie jakiegoś przełomowego momentu w tym spotkaniu.

Reklama

Momentu, który nie nadszedł.

Czy reprezentacja Polski z – dajmy na to – Mateuszem Żukowskim na szpicy może dziś wyglądać lepiej niż z 38-letnim Robertem Lewandowskim? Tego nie wiemy, ale może pora się dowiedzieć. Podjąć to ryzyko. Choć, jak na ironię, 24-latek na starcie obecnego sezonu 2. Bundesligi za często do siatki nie trafiał. Na pewno nie jest w tak dobrej formie, jak w poprzedniej kampanii. No ale Karol Świderski po transferze do Widzewa Łódź także nie imponuje i to mówiąc delikatnie. Dlatego wcale nie zdziwi nas ani zmiana na szpicy, ani kolejny występ „Lewego”. W nadziei na chociaż jeden przebłysk jego dawnej dyspozycji.

A może selekcjoner zaszaleje i na dziewiątce zobaczymy debiutanta: Marcela Regułę? Byłoby to jednak kompletnie nie w stylu Urbana.

Czy selekcjoner kupi sobie trochę spokoju?

Inna rzecz, że trener może zacząć sięgać po nietypowe dla siebie rozwiązania, ponieważ na pewno czuje, że stołek pod nim zaczyna nabierać temperatury. Remis z Bośnią i Hercegowiną był już czwartym z rzędu spotkaniem Biało-Czerwonych bez zwycięstwa, z czego trzecim przed własną publicznością. Oczywiście ze wszystkich tych potknięć tak naprawdę istotne było jedynie to pierwsze, akurat wyjazdowe – baraż ze Szwedami – ale ogólne wrażenie jest obecnie takie, iż kadra pod wodzą Urbana po prostu się nie rozwija. No bo czy w piątek z Bośnią wyglądaliśmy lepiej niż jesienią 2025 roku z Holandią albo Finlandią? Niestety nie.

Reklama

Nie bez znaczenia są w tym kontekście kolejne skandale i skandaliki wokół Polskiego Związku Piłki Nożnej. Jak kierownictwo federacji uzna, że Urban stracił sympatię i zaufanie opinii publicznej, to na pewno bardzo chętnie go poświęci, by odwrócić uwagę od siebie. I zaczniemy następną telenowelę z wyborem selekcjonera.

Trudno jednak o mniej sprzyjający teren na przełamanie, niż ta cholerna Szwecja. Kiedy ostatni raz tam wygrywaliśmy, premierem był Józef Piłsudski.

Trzydniowa podróż i gol w debiucie. Tak Polska w 1930 roku ograła Szwecję

Złość Łazarka, błąd Brzęczka… Nasze największe szwedzkie koszmary

Reklama

– Chcemy grać tak, jak w barażowym meczu ze Szwecją. Zmieniłbym tylko wynik. Jeśli będziemy grać w taki sposób, wszyscy będą zadowoleni – mówił niedawno Urban. Kadrowiczom nie pozostaje zatem nic innego, jak obrócić słowa w czyny, zwłaszcza że przed nimi ten sam (choć nie taki sam) przeciwnik. W przeciwnym wypadku atmosfera wokół drużyny narodowej i jej trenera zrobi się już naprawdę gęsta. A sytuacja w grupie Ligi Narodów naprawdę niełatwa.

fot. NewsPix.pl

27 komentarzy
Michał Kołkowski

Za cel obrał sobie sportretowanie wszystkich kultowych zawodników przełomu XX i XXI wieku i z każdym tygodniem jest coraz bliżej wykonania tej monumentalnej misji. Jego twórczość przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy preferują obszerniejsze, kompleksowe lektury i nie odstraszają ich liczne dygresje. Wiele materiałów poświęconych angielskiemu i włoskiemu futbolowi, kilka gigantycznych rankingów, a okazjonalnie także opowieści ze świata NBA. Najchętniej snuje te opowiastki, w ramach których wątki czysto sportowe nieustannie plączą się z rozważaniami na temat historii czy rozmaitych kwestii społeczno-politycznych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama