Lata mijają, a Luka Modrić i Ivan Perisić wciąż nie przestają zaskakiwać. Duet ten zapewnił Chorwatom zwycięstwo nad Czechami w inauguracyjnym meczu dywizji A Ligi Narodów.
Pierwsza połowa nie porwała. Delikatnie mówiąc
Mecz był o tyle ważny, że w grupie obie nacje wylosowały jeszcze Anglię i Hiszpanię. Obie ekipy muszą się zatem nastawiać, że to raczej w czesko-chorwackim dwumeczu rozstrzygnie się walka o utrzymanie, a ewentualne zdobycze punktowe w starciach z pierwszą i trzecią drużyną poprzedniego mundialu będą sporo ważyć.
W Pradze mieliśmy też dwa debiuty trenerskie. To znaczy w przypadku Chorwacji ten debiut był trochę naciągany, bo Slaven Bilić pracował już jako selekcjoner Hrvatskiej, ale ostatni mecz w tej roli miał czternaście lat temu. Czechów przejął z kolei Santi Denia, znany m.in. z prowadzenia młodzieżowych reprezentacji Hiszpanii.
I właśnie jak La Roja mieli grać nasi południowi sąsiedzi. Zero wybijania, gra od tyłu, ogólnie klepanie, tiki taka i takie tam. Na pewno miła odmiana dla kibiców czeskiej piłki po Jaroslavie Koubku, który promował antyfutbol i stawianie na stałe fragmenty gry. Gorzej, że Czesi z piłką przy nodze byli surowi jak Polacy. Nie dziwiło zatem, że przez 50 minut nie potrafili oddać ani jednego strzału.
Chorwaci czekali na szybkie ataki, ale oglądając pierwszą połowę, miało się wrażenie jakby ktoś puścił powtórkę spotkania Polski z Bośnią i Hercegowiną. Mówiąc krótko, makabra. W akcjach ofensywnych jednych i drugich brakowało nie tylko ostatniego podania, ale i przedostatniego, jak i przedprzedostatniego…
Dość powiedzieć, że do 40. minuty najgroźniejszą sytuację w meczu stworzyli sobie goście, dzięki… katastrofalnemu wybiciu Chaloupka. Do bezpańskiej piłki dopadł Sucić, który uderzył niecelnie z powietrza.
Inna sprawa, że w tym przedziale czasowym dużego wyboru nie mieliśmy, bo oglądaliśmy zawrotne dwa strzały. Oba oczywiście niecelne.
Chorwaci, po których obiecywaliśmy sobie więcej, rozkręcili się dopiero pod koniec pierwszej połowy. Kolejną szansę miał Sucić, który położył Chaloupka (do teraz pewnie jedzie po trawie na wślizgu), a następnie posłał kapcia w Hornicka. Chwilę później minimalnie pomylił się sprzed szesnastki Matanović.
Do przerwy goli nie oglądaliśmy. I nie spodziewaliśmy się, że w drugiej połowie będzie lepiej.
A jednak. Modrić i Perisić są nie do zdarcia
Czesi dalej próbowali rozgrywać od tyłu i w końcu Chorwaci dostali to, na co tak długo czekali. W 47. minucie Sadilek (nie ten z Górnika) katastrofalnie podał piłkę na własnej połowie. Pomocnik zagrał w poprzek, ale wprost pod nogi rywala. Piłkę zgarnął Luka Modrić, który ruszył przed siebie, a potem oddał strzał z okolic szesnastego metra, przy którym Hornicek nie miał nic do powiedzenia. Może i 41-latek miałby trudniej, gdyby nie fakt, że stojący przed nim Cerv… odsunął się do boku. Zapewne z szacunku.
Luka Modric has just done a madness pic.twitter.com/AtpWCuDXgX
— Rk (@RkFutbol) September 26, 2026
Z szacunku nikt nie raczył też zaatakować Ivana Perisicia w 77. minucie. Chorwat ruszył lewą stroną jak za dawnych lat i dośrodkował idealnie na głowę Marco Pasalicia. Strzał był przeciętny, ale piłka i tak jakimś cudem zdołała przeturlać się pod Hornickiem, co zakończyło się drugą bramką dla gości.
Krycie strzelca gola też mogłoby być lepsze, ale akurat fani Ekstraklasy narzekać na to nie mogą. Pasalicia nieudolnie starał się kryć lewy obrońca Czechów, Jiri Slama. Sześć minut później gościa nie było już na boisku, a zastąpił go Ondrej Zmrzly z Górnika Zabrze.
Czesi w ofensywie wyglądali mizernie, a i tak mogą sobie pluć w brodę, że nie ugrali tutaj punktu. Można ich docenić za błyskawiczną odpowiedź na trafienie Modricia – Gvardiol i Vusković machnęli się w defensywie, co wykorzystał Schick, który wyłożył piłkę na dwunasty metr. Dopadł do niej niepilnowany Adam Karabec, który miał tak dużo czasu na oddanie strzału, że mógł sobie zaparzyć herbatę. Ostatecznie skorzystał z tego prezentu i doprowadził do wyrównania.
Kwadrans później gospodarze powinni prowadzić, ale w stuprocentowej sytuacji Radosta przeniósł piłkę nad poprzeczką. Niedługo potem lewą stroną akcję przeprowadził Ivan Perisić i resztę historii już znacie.
Czesi tak zaciekle gonili wynik, że… do końca meczu nie oddali już strzału. A co najlepsze – i tak zdobyli bramkę, ale nieuznaną. W 79. minucie Radosta skierował piłkę do siatki, ale gol został anulowany ze względu na spalonego asystującego przy golu Schicka.
Ostatecznie Chorwaci dowieźli wynik do końca, a byli nawet bliscy jego podwyższenia, lecz w końcówce minimalnie chybił Budimir.
Co wiemy po meczu?
Wiemy, że Santiemu Denii jeszcze sporo czasu zejdzie, zanim Czesi będą dobrze wyglądać z piłką przy nodze w ataku pozycyjnym. Najlepiej wyglądali po szybkich akcjach i zagraniach za linię obrony. Mimo to nasi południowi sąsiedzi mogą być optymistami, bo jest na czym budować. Szczególnie, że hiszpański selekcjoner nie bał się postawić na tych mniej doświadczonych – wszyscy Czesi z wyjściowej jedenastki mieli łącznie o dziewiętnaście występów w narodowych barwach więcej niż sam Luka Modrić. Ponad połowę z łącznej liczby 221 mają na koncie Coufal i Schick.
Zajímavost k 🇨🇿-🇭🇷 z pohledu počtu odehraných zápasů za reprezentační A tým:
Luka Modrič 🇭🇷: 202 zápasů
Základní sestava 🇨🇿: 221 zápasů pic.twitter.com/FKL5HliQ4S— Sporťák (@SportakCZ) September 26, 2026
Chorwaci z kolei znów mogli polegać na starej gwardii. Konkrety Modricia i Perisicia, Kovacić też bardzo dobrze wyglądał z piłką przy nodze… Pytanie, czy to wystarczy na coś więcej niż trzecie miejsce w grupie z Hiszpanią i Anglią. Z taką defensywą mogą być jednak problemy, bo Czesi nie grali nadzwyczajnie w ofensywie, natomiast niewiele brakowało, a kończyliby mecz z trzema zdobytymi bramkami.
Czechy – Chorwacja 1:2 (0:0)
- 0:1 – Luka Modrić 47′
- 1:1 – Adam Karabec 54′
- 1:2 – Marco Pasalic 77′
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix