W Holandii się nie cackają. Rzucisz racą, zakończysz mecz

Jan Broda

Autor:Jan Broda

11 września 2026, 23:44 • 2 min czytania 3

Reklama
W Holandii się nie cackają. Rzucisz racą, zakończysz mecz

Na Zachodzie sobie poradzili? Nie do końca. Na pewno nie w Holandii, która w ostatnim czasie ma coraz większy problem z racami latającymi po stadionach i murawach. KNVB, Holenderski Związek Piłki Nożnej, w odpowiedzi postanowił zaostrzyć przepisy. Wszystkie mecze w Eredivisie i Keuken Kampioen Divisie będą teraz natychmiast przerywane, jeśli pirotechnika trafi na boisko lub w inne sektory trybun.

Reklama

Trzeba przyznać, że Holendrzy podeszli do tematu naprawdę poważnie, bo dyskutowano o nim na najwyższych szczeblach. KNVB, po konsultacjach z policją, prokuraturą oraz ministerstwem sprawiedliwości, wprowadził w życie zaostrzony protokół meczowy. W skrócie – jeśli jakikolwiek wyrób pirotechniczny (race, fajerwerki, petardy itp.) zostanie rzucony w kierunku boiska lub innych trybun, wówczas mecz zostanie bezwzględnie przerwany i dograny w innym terminie bez udziału kibiców.

Zagorzali kibice klubów piłkarskich stają się coraz bardziej wyrafinowani w przemycaniu fajerwerków na stadion. To gra w kotka i myszkę. Chcemy położyć temu kres tym środkiem. Fajerwerki są coraz częściej używane jako broń. Zagraża to bezpieczeństwu na stadionach i niewinnym kibicom. To wymaga zdecydowanej reakcji – przekonuje David van Weel, holenderski minister sprawiedliwości.

Reklama

Holandia idzie na wojnę z pirotechniką. Drakońskie przepisy

Nowe, zaostrzone przepisy nie wzięły się znikąd. To efekt głośnych incydentów, jakie wydarzyły się ostatnio w Eredivisie, gdy przebieg dwóch spotkań został zakłócony właśnie na skutek niebezpiecznego używania rac. Najpierw „popisali” się kibole Feyenoordu, którzy 23 sierpnia doprowadzili do przerwania na pół godziny meczu z Cambuur (5:2). Jeszcze większy skandal miał miejsce w Utrechcie, gdy kibice gospodarzy rzucali na boisko race i petardy, a w odpowiedzi sędzia przerwał spotkania z Go Ahead Eagles w 65. minucie przy stanie 1:3.

Sobotnie granie dokończono we wtorek 8 września, tym razem już bez udziału publiczności. Co ciekawe, paradoksalnie, kibice Utrechtu pomogli w ten sposób swoim ulubieńcom, bo ci kilka dni później zdołali odrobić stratę, a mecz zakończył się wynikiem 3:3.

Władze reagują ostro, podobnie jak kluby, które również wyciągają surowe konsekwencje. Sam tylko Feyenoord nałożył za jednym zamachem 47 zakazów stadionowych w związku z incydentem w Leeuwarden. Walka z pirotechniką w Holandii wchodzi więc zdecydowanie na wyższy poziom w nadziei, że holenderskie boiska nie będą już więcej arenami tego rodzaju skandali.

 

Reklama

Fot. Newspix

3 komentarze
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne ligi zagraniczne

Reklama