Dwa razy nie nadążasz za napastnikiem rywali i powalasz go na ziemię, gdy wychodzi na czystą pozycję. Właściwie za każde z tych przewinień mógłbyś otrzymać czerwoną kartkę. No dobra, ewentualnie po drugim „żółtku” ściągasz ochraniacze i udajesz się do szatni. Nie na Słowacji. W tamtejszej lidze sędzia nie zorientował się, że już dwukrotnie upomniał tego samego zawodnika i… pozwolił mu grać dalej. Na wypadek, gdyby arbiter sam się zorientował o błędzie, trener sam ściągnął po jakimś czasie piłkarza z boiska. Jego drużyna wygrała jednak całe spotkanie.
Dostał dwie żółte kartki i grał dalej
W 1. minucie meczu drugiej ligi słowackiej między MSK Powaska Bystrzyca a Banikiem Lehota ukraiński obrońca drużyny gospodarzy Danyło Czaban pociągnął za koszulkę wybiegającego na czystą pozycję zawodnika gości. Właściwie mógłby zostać od razu wyrzucony z boiska za pozbawienie rywala oczywistej szansy na zdobycie gola. Upiekło mu się jednak i zobaczył tylko żółtą kartkę.
Dziesięć minut później zrobił… praktycznie to samo. Może tym razem nie był to faul na czerwoną kartkę, bo z tyłu pozostawał jeszcze inny środkowy obrońca, ale atak był ewidentny i zasługiwał na żółty kartonik. Zawodnik dostał drugie upomnienie i, jak gdyby nigdy nic, grał sobie dalej. Protestowali zawodnicy gości oraz członkowie sztabu.
Także trener brutalnego gracza zorientował się, że coś jest nie tak i postanowił działać. Po kolejnych sześciu minutach stwierdził, że zdejmie go z boiska. Pewnie uznał, że może być z tego grubsza afera i lepiej nie ryzykować dalszego pobytu Czabana na boisku. Zresztą, mógłby znowu coś wywinąć i skończyłby jak Josip Simunić, którego angielski sędzia Graham Poll wyrzucił z boiska podczas mundialu w 2006 roku dopiero po trzeciej żółtej kartce.
Co ciekawe, w momencie zmiany wściekłość okazał trener drugiej z drużyn. Możliwe, że liczył na to, że dłuższy pobyt winowajcy na boisku da mu szansę na wygraną walkowerem. W chwili zmiany na tablicy wyników było już 2:1.
Wygląda na to, że sędzia pierwsze z upomnień błędnie przypisał innemu zawodnikowi – Michalowi Mynarzowi. Dlaczego jednak nie wycofał się z błędu, choć zwracała mu uwagę drużyna gości, a świadomi błędu byli podobno sędziowie techniczni i liniowy? To będzie teraz wyjaśniała słowacka federacja.
Winowajca grał kiedyś w Polsce
Podobna sytuacja miała miejsce w marcowym meczu Anglii z Urugwajem. W 71. minucie wyglądało, jakby Manuel Ugarte został przez sędziego ukarany żółtą kartką za atak na Cole’a Palmera. Dziesięć minut później ta sama kara spotkała go za protesty. Grał jednak dalej, póki z boiska nie zdjął go trener. Sędzia Sven Jablonski tłumaczył się później, że pierwszą z kartek miał dostać Jimenez.
W 2012 roku do podobnego zdarzenia doszło w Championship. Jeremy Helan z Sheffield Wednesday otrzymał dwie żółte kartki, ale grał dalej, bo sędzia pomylił się w notatkach, za co później przeprosił.
Klub MSK, który przez większość meczu powinien grać w dziesiątkę, ostatecznie wygrał spotkanie z Banikiem Lehota. Wygląda na to, że błąd arbitra miał olbrzymi wpływ na przebieg meczu. Gola ustalającego wynik meczu na 2:1 w 19. minucie strzelił Polak Franciszek Liszka, który grywał dwa lata temu w pierwszoligowym Podbeskidziu. To nie koniec związków całej sprawy z Polską, bo sam winowajca – Danyło Czaban grał w przeszłości w Starcie Mszana.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix.pl