Lech Poznań wygrał u siebie z ostatnim w tabeli Rakowem Częstochowa. Tym samym Kolejorz pozostaje liderem tabeli, za to pokonani po sześciu meczach ligowych nadal nie mają choćby jednego punktu. Brzmi to jak podsumowanie meczu bez większej historii, ale nic bardziej mylnego.
Zakładamy, że w poznańskich gabinetach trwa właśnie gorączkowe odkurzanie kandydatów do gry w napadzie. Nie wierzymy, że przy Bułgarskiej po tym występie Yannicka Agnero nadal są przekonani, że na najbliższe miesiące w Ekstraklasie, Lidze Europy i Pucharze Polski wystarczą on, coraz starszy i dość regularnie zmagający się ze zdrowiem Mikael Ishak i ewentualnie przemianowany na „dziewiątkę” Allahyar Sayyadmanesh (można jeszcze zaszaleć z Robertem Gumnym). To po prostu nie ma prawa się udać, dziś chyba czara goryczy została przelana.
Lech Poznań – Raków 1:0. Wygrana mimo pudeł Agnero
Niels Frederiksen ostatnimi czasy co rusz wściekał się na swoich zawodników – naprawdę zaczynamy obawiać się o zdrowie duńskiego trenera – ale jego reakcja po „wyczynach” Agnero z początku drugiej połowy nawet na takim tle była wyjątkowa. 23-letni Iworyjczyk najpierw nawet dobrze pokiwał w polu karnym, tyle że na koniec nie trafił w piłkę i spektakularnie się wywrócił. Domagał się odgwizdania faulu, ale bądźmy poważni.
To jednak był tylko wstęp. Po chwili Sayyadmanesh minął dwóch rywali, dograł, błąd popełnił Svarnas i Agnero znalazł się przy piłce. Do pewnego momentu wszystko robił dobrze. Usadził na ziemi Racovitana i Trelowskiego, na koniec wystarczyło jedynie wcelować w ten całkiem duży prostokąt. No i nie zrobił tego. Wyprowadzony z równowagi Frederiksen wyszedł z siebie i po chwili Agnero był już na ławce, a na murawie zameldował się Ishak.
JAK ON TEGO NIE TRAFIŁ 😱
Agnero przestrzelił w fantastycznej sytuacji!
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/vD2U27p6L2
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) September 6, 2026
A to wszystko Agnero zafundował nam po ogólnie beznadziejnej pierwszej połowie w swoim wykonaniu. Był ciałem obcym w drużynie. Zobaczmy na liczby za te 45 minut.
- 10 kontaktów z piłką
- 0/3 w pojedynkach
- 7 strat
- 3 faule
- 0/2 w podaniach
Nic mu nie wychodziło, a gdy Luis Palma wreszcie dobrze zagrał tego dnia (nadal brak formy) to Agnero za szybko wyskoczył, był odchylony i będąc niepilnowanym nawet nie oddał groźnego strzału głową. Tragedia.
Pomógł rykoszet
Raków do przerwy chyba nieco zaskoczył Lecha. Wrócił do ustawienia z trójką stoperów, za to z przodu wyszło aż trzech napastników. Do Emrelego i Makucha dołączył młody Basse. Dawał radę. Mateusz Skrzypczak miał z nim problemy. Basse uciekł mu w polu karnym, ale zabrakło precyzji przy próbie głową. Potem w okolicach połowy boiska obrócił się ze stoperem Kolejorza na plecach i został przez niego sfaulowany na ewidentną żółtą kartkę. Gdyby nie obecność Mońki w pobliżu, byłoby wykluczenie.
Goście jeszcze raz byli blisko, gdy Emreli dośrodkował, a Makuch główkował tuż obok słupka. Lech natomiast miał duże problemy ze skonsolidowaną i zamykającą środek obroną Medalików.
Druga odsłona rozpoczęła się od bardzo dobrej szansy wprowadzonego właśnie za Basse Koczerhina. Od tej chwili jednak Raków już głównie się bronił. Wprowadzony za Palmę Walemark na jego tle wyglądał jak piłkarz z innej planety. Szybkość, drybling, luz, zdecydowanie – Szwed chwilami bawił się na skrzydle. Do pełni szczęścia zabrakło mu tylko konkretu. Pretensje może tu kierować również do siebie. Pereira wrzucił mu idealnie, ale Walemark jakimś cudem nie zdołał pokonać świetnie interweniującego Trelowskiego. Bramkarz przyjezdnych samego siebie przeszedł nieco wcześniej, gdy sparował piłkę na poprzeczkę po strzale Ishaka (super akcja Walemarka).
Pereira spokojnie mógł skończyć z trzema asystami. Na początku meczu źle po jego miękkiej centrze zachował się Palma. O Walemarku już było, a przecież jeszcze po zagraniu Portugalczyka kompletnie niepilnowany blisko bramki był Jagiełło, ale uderzył… barkiem.
Lech w końcu wcisnął gola. Emreli kolejny raz za długo holował piłkę na swojej połowie i ją stracił. Szarżujący Walemark został powstrzymany, akcja jednak toczyła się dalej i na koniec Bengtsson dość szczęśliwie strzelił z pomocą rykoszetu od Struskiego. Zmylony Trelowski niewiele mógł zrobić.
Obrona Częstochowian przełamana! Leo Bengtsson na 1:0 dla Lecha! ⚽
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/ggj8f4RI2h pic.twitter.com/ulBN9rmJz4
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) September 6, 2026
W ostatnich minutach Lech miał hektary wolnego miejsca z przodu i aż się prosiło o kolejne gole. Raków chwilami szarpał. Szansę po stracie gospodarzy w rozegraniu od tyłu miał Makuch, ale po jego starciu z Lisem sędzia uznał, że nic nie było. To było za mało, żeby coś ugrać, mimo że Poznaniacy przez większość meczu w praktyce grali w dziesiątkę. Zdobycie pierwszych punktów prawdopodobnie będzie już zmartwieniem innego trenera niż Dawid Szulczek.
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix