Siemieniec przyznał rację Marciniakowi. „Można było to puścić”

Maciej Bartkowiak

04 września 2026, 10:10 • 5 min czytania 8

Reklama
Siemieniec przyznał rację Marciniakowi. „Można było to puścić”

Jagiellonia w bolesnych okolicznościach przegrała w Poznaniu. W końcu zwycięskiego gola Lech strzelił w ostatnich minutach meczu. Początkowo Szymon Marciniak nie uznał trafienia Roberta Gumnego, lecz po analizie VAR zmienił swoją pierwotną decyzję. Na konferencji prasowej Adrian Siemieniec przyznał rację sędziemu. Zamiast skupiać się na Marciniaku, był rozczarowany, że jego zespół drugi raz w ciągu miesiąca stracił bramkę w podobny sposób.

Reklama

Siemieniec przyznał rację Marciniakowi

Stadion Lecha wciąż zaczarowany dla Adriana Siemieńca. Szkoleniowiec Jagiellonii piąty raz przyjechał na Bułgarską i znów nie udało mu się wywieźć stąd kompletu punktów. Jagiellonia była bliskiego trzeciego remisu w Poznaniu pod wodzą Siemieńca, jednak w ostatnich sekundach podstawowego czasu gry Robert Gumny strzelił trzeciego gola na przestrzeni ostatnich dwóch tygodni. Początkowo Szymon Marciniak uznał, że Wojciech Mońka przeszkadzał Sławomirowi Abramowicz w interwencji. Po analizie VAR zaliczył jednak bramkę wychowankowi Kolejorza.

Na pomeczowej konferencji Siemieniec był pytany m.in. o tę sytuację. Stwierdził, że sędzia miał prawo to puścić, ponieważ była to walka o piłkę. Większe pretensje miał do swojej drużyny, która drugi raz na przestrzeni miesiąca straciła podobną bramkę. Chodzi o przegrane w Białymstoku 0:2 starcie z Widzewem i pierwszego gola dla zespołu Aleksandara Vukovicia. Tam po rożnym gola strzelił Sebastian Bergier.

Reklama

– To jest kluczowy problem, tracimy drugą podobną bramkę. To jest dziś dla mnie największy kamyczek do ogródka. Tracimy podobną drugą bramkę i szukamy sprawiedliwości u sędziego. To mi się nie podoba. Widziałem tę sytuację. Powiem szczerze, pół na pół, zależy od sędziego. Znam sędziego Marciniaka, to jeden z najlepszych sędziów na świecie. Wiem, że pozwala grać. Ocenił tę sytuację jako walkę o piłkę i tyle. Gdybym był trenerem Lecha i zobaczył tę sytuację, patrzyłbym na to tak samo. To zależy, jaki sędzia ustawi sobie margines.

– Zawsze po takiej sytuacji emocje targają człowiekiem. Tracisz bramkę w ostatniej minucie, więc nie jesteś zadowolony. Nie chciałbym jednak skupiać się na szukaniu sprawiedliwości, bo sędzia, bo to, bo tamto, bo siamto. Tylko przede wszystkim na tym, że musimy się rozwijać i czynić postęp. Ja nie jestem od oceny takich rzeczy, tylko opinia publiczna. Myślę, że sędzia Marciniak z takim doświadczeniem i jego jakością potrafi sam to ocenić. Był, widział i uznał, że ta sytuacja jest dopuszczalna. Ja też to widziałem i zgadzam się, że można było to puścić, to jest walka o piłkę. Większe pretensje mam do nas, że drugi raz tracimy bramkę w podobny sposób i się nie uczymy.

Reklama

Legenda poza kadrą meczową

Niemałym zaskoczeniem była nieobecność w kadrze meczowej Jesusa Imaza. Do Poznania wraz z weteranem nie pojechał również Jeremy Agbonifo. Wypożyczonego z Lens szwedzkiego skrzydłowego brakowało już przy okazji wizyty do Częstochowy. Siemieniec mówił, że legenda Ekstraklasy została na Podlasiu z powodu przeciążenia po intensywnym początku sezonu. Hiszpan niebawem powinien wrócić na boisko, ale nie wiadomo, czy będzie to miało miejsce już w najbliższy weekend. Długo nie ma też pauzować Agbonifo, który wypadł po rewanżu z Iberią.

– Jesus i Jeremy zostali w Białymstoku, by jak najszybciej wrócili do pełni zdrowia, dyspozycji. Nie wiem, czy wrócą już w niedzielę, trudno mi powiedzieć. Na pewno [powrót] jest bliżej niż dalej. Nie są to długie tematy.

Reklama

– W przypadku Jeremiego problem jest o tyle, że fizycznie się budował i kiedy wchodził na fajny moment fizyczny, wyglądał coraz lepiej. Stracił dwa tygodnie, więc poniekąd zaczynamy zabawę od nowa, jeśli chodzi o budowanie jego dyspozycji. Musimy adaptować tych piłkarzy nie tylko pod kątem jakości gry, ale też adaptacji do obciążeń, intensywności grania co 3-4 dni, intensywności tych meczów. To może trochę trwać, może być tak, że ci piłkarze będą w różnych momentach dochodzili do dyspozycji.

Posłał bombę i wypadł

Tuż przed przerwą Yukiemu Kobayashiemu włączył się Terry Yegbe. Niczym Ghańczyk półtora miesiąca temu w Randers po zobaczeniu, że ma przed sobą mnóstwo miejsca, postanowił huknąć z lewej nogi. I jemu też taka decyzja się opłaciła. Na drugą połowę Japończyk jednak już nie wyszedł. Siemieniec przyznał, że 26-letniemu stoperowi też dała się we znaki duża eksploatacja już w pierwszych tygodniach sezonu.

– Część piłkarzy była przeciążona początkiem sezonu, bo grali praktycznie wszystko, m.in. Yuki, czy Jesus. To klasyczne rzeczy związane z przeciążeniem. Mieliśmy z tyłu głowy, że takie rzeczy mogą się dziać. Musieliśmy przygotować pozostałych pod kątem ewentualnej rotacji.  Zmiana Yukiego podyktowana była aspektami zdrowotnymi. Pod koniec pierwszej połowy zgłosił, że nie jest w stanie kontynuować gry.

Reklama

– Gdy graliśmy eliminacje, kadra była jeszcze w fazie przebudowy, nie wszyscy byli. Ta możliwość rotacji była zdecydowanie mniejsza, głównie w linii obrony, ale nie tylko. Część jest dziś jeszcze niegotowa nie tylko pod względem fizycznym, ale też w kwestii adaptacji do drużyny, poznania sposobu gry. Oni będą rośli, będą dochodzić. Myślę, że będziemy coraz mocniejsi przez to, że ci piłkarze będą się w tej drużynie rozwijać. Potrzeba czasu.

Gdyby Jaga zgarnęła w stolicy Wielkopolski komplet punktów, wskoczyłaby na drugie miejsce w tabeli. Po pięciu rozegranych meczach Białostoczanie mają na koncie dziewięć punktów. W najbliższej serii gier podejmą Śląska, który w sześciu meczach zgromadził sześć punktów. To spotkanie odbędzie się w niedzielę 6 września o godzinie 20:15.

Reklama

fot. Newspix

8 komentarzy
Maciej Bartkowiak

Przede wszystkim fan uniwersum polskiej piłki i rodowity poznaniak, więc zainteresowanie Ekstraklasą było mu pisane. Kiedy pada zdanie, że "po takich historiach młodzi chłopcy zakochują się w piłce", to czuje się wywołany do tablicy w związku z mistrzostwem Leicester City. W wolnych chwilach lubi zmęczyć się bieganiem, a po nim zasiąść do czytania kryminału.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama