Juventus się od niego uwolnił. W Turynie kibicom spadł kamień z serca

Marcin Ziółkowski

21 sierpnia 2026, 14:01 • 3 min czytania 2

Reklama
Juventus się od niego uwolnił. W Turynie kibicom spadł kamień z serca

Gdy pomyślicie sobie o piłkarzu, który nazywa się Arthur Melo, pierwsze co przychodzi na myśl to niechlubna już wymiana Barcelony z Juventusem. Brazylijczyk był w to bezpośrednio uwikłany wraz z Miralemem Pjaniciem. Wydawało się, że każdy wtedy zyska, a… obie strony straciły. Żaden z piłkarzy nie podbił nowej ligi. Juventus w końcu rozwiązał umowę z pomocnikiem i pożegnano go na rok przed wypełnieniem kontraktu. Brazylijczyk nie dostanie odprawy, ponieważ zależało mu stricte na samej zmianie.

Reklama

Koniec koszmaru juventinich stał się jednak faktem.

Arthur Melo – kiedyś „nowy Xavi”, a dziś na piłkarskim uboczu

Niegdyś, na fali świetnych występów w Barcelonie, jej znany kibic Krzysztof Stanowski pozycjonował go jako lepszego od Xaviego, jeśli chodzi o talent posiadany w tym samym wieku. Arthur Melo wydawał się doskonałym transferem dla zespołu z Katalonii. Nadzieje na dorównanie dziedzictwu niskiego Hiszpana szybko legły jednak w gruzach.

Chciał to wykorzystać Juventus i w zamian zaoferowano Miralema Pjanicia, innego stylistę, który w najlepszym czasie był absolutnie czołowym pomocnikiem Serie A. Wydawało się, że każdy tu zyska. Finalnie stanęło na tym, że był to główny transfer obarczony śledztwem wobec Turyńczyków w ramach tzw. sztucznego zawyżania zysków kapitałowych (po włosku określa się to mianem plusvalenzy). Brazylijczyka wyceniono w 2020 roku na 80 milionów euro, Pjanicia na 60.

Reklama

Arthur Melo w Turynie zagrał 63 razy i strzelił jednego gola. Ostatni raz wystąpił dla Starej Damy… w maju 2022 roku, a więc przed czterema laty – w finale Pucharu Włoch przeciwko Interowi. Od tego czasu doszło do czterech wypożyczeń. Był Liverpool (jeden mecz kosztował The Reds… 4,5 miliona euro) Fiorentina, Girona, a przez ostatni rok także dawny klub Brazylijczyka, Gremio. Juventus zarobił na trzech płatnych wypożyczeniach 7,2 miliona euro, ale to i tak niewiele zmieniło jego położenie w Turynie.

Operacja transferowa „Arthur Melo” finalnie przyniosła 6-milionową stratę kapitałową. Piłkarz zdecydował się na zakończenie włoskiej przygody, aby poszukać nowych wyzwań. Był bardzo zdeterminowany, bowiem zrzekł się należnej mu pensji do końca kontraktu.

Reklama

To kolejne dobre wiadomości dla Bianconerich. W ostatnim tygodniu do zespołu dołączył Guglielmo Vicario z Tottenhamu. Wypożyczony z londyńskiej drużyny bramkarz jest jak wybawienie dla fanów, którzy mają dość oglądania popisów Michele Di Gregorio, który zanotował niezrozumiały i duży zjazd formy.

Złą może być jedynie odejście Mattii Perina do Palermo, które jest kwestią godzin. To bramkarz, który spokojnie byłby jedynką w większości klubów Serie A. Niepokoić może z kolei kolejna absencja od treningu Federico Gattiego, w którego… wjechał wślizgiem kibic po ostatnim towarzyskim meczu.

Juventus na otwarcie sezonu zagra z beniaminkiem z Frosinone na wyjeździe. Rywal, choć wydaje się totalnym outsiderem w zbliżającej się rywalizacji, latem został przejęty przez amerykański fundusz za 40 milionów euro. Ciociari wydali przy okazji na mercato już ośmiocyfrową kwotę na wzmocnienia, bowiem za osiem milionów przybył Romano Schmid, a pięć milionów euro ma kosztować pomocnik Genoi, Patrizio Masini. Serie A rozpoczyna się już w najbliższy weekend.

Reklama

 

 

Fot. Newspix

Reklama
2 komentarze
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama