Lechia wciąż na samym dnie. Ruch zagrał na Maxa

Kacper Korpak

14 sierpnia 2026, 23:40 • 4 min czytania 6

Reklama
Lechia wciąż na samym dnie. Ruch zagrał na Maxa

W Betclic 1. Lidze doszło do starcia dwóch wielkich firm – Ruchu Chorzów i Lechii Gdańsk. To drużyny, które w XXI wieku raczej bardziej kojarzone są z występów w elicie, ale sezonu na zapleczu nie zaczęły najlepiej. Przed spotkaniem spoglądały na całą stawkę ligi z pozycji spadkowych i tylko w jednym obozie nastroje nieco się poprawiły. Ruch wyrwał zwycięstwo w ostatniej minucie, a grająca nastolatkami Lechia nadal ma o czym myśleć. 

Reklama

Problemy, problemy i jeszcze raz problemy

Kibice polskiej piłki mieli w piątkowy wieczór do wyboru trzy opcje. Pierwszą był oczywiście mecz Lecha Poznań z farerskim Klaksvik, który został przełożony przez problemy Kolejorza z dotarciem na Wyspy Owcze. Druga opcja? Ekstraklasa i piątkowe starcie Legii z Radomiakiem.

Ale było też partidazo w wykonaniu chłopców Urfera – czyli mecz dwóch drużyn zamykających tabelę Betclic 1. Ligi. Lechia Gdańsk po spadku z Ekstraklasy (wciąż nieuznawanym przez klub) ma ogromne problemy w zasadzie na każdej płaszczyźnie, w zespole grają nastolatkowie z zerowym doświadczeniem. Zespół z Gdańska próbował zarejestrować dwóch nowych piłkarzy. Udało się z jednym – Arturem Szachem. Z drugiej strony był Ruch Chorzów, który do tej pory w lidze zdobył zaledwie jedną bramkę.

Sami przyznacie, że wybór mógł być tylko jeden.

Pierwsza połowa meczu Ruch – Lechia… odbyła się

Pierwsza połowa została rozegrana. Dziękujemy, na razie, można się rozejść.

Reklama

Obie ekipy próbowały raczej nie stracić gola niż pokusić się o pokonanie bramkarza rywali. Liczba strzałów celnych w pierwszej połowie? Zaledwie dwa. Oba po stronie gospodarzy.

Lechia może i próbowała, może i Camilo Mena starał się coś szarpnąć, ale Michał Głogowski nie jest jeszcze Tomasem Bobcekiem. Gdy młody napastnik drużyny z Trójmiasta otrzymywał piłkę, to zawsze coś stawało na przeszkodzie. Tutaj rywal, tam złe przyjęcie albo brak pomysłu, co dalej zrobić z futbolówką, ale chyba i tak lepiej stawiać na niego niż na przedziwny wynalazek wzięty znikąd – Bakary’ego Sonko.

Wydawało się więc, że więcej emocji kibice doświadczyli przed meczem, gdzie mieli „potyczkę” pomiędzy sobą.

Reklama


Dopiero kwadrans przed końcem połowy do śmielszych ataków ruszyli Niebiescy. Daniel Szczepan próbował zaskoczyć Szymona Weiraucha, ale ten widocznie bardzo mocno przejął się transferem do Gdańska Axela Holewińskiego i bronił jak Manuel Neuer na mundialu w Brazylii. Raz też pomógł mu słupek. No więc to gospodarze mieli więcej z gry i mogli do przerwy prowadzić. Może nie były to jakieś przebojowe momenty, ale małe konkrety.

Spokojnie, zaraz się rozkręci

Do drugiej połowy zasiedliśmy w zasadzie bez jakichkolwiek oczekiwań. Mimo to następny kwadrans wciąż potrafił nas rozczarowywać… chyba widać było tu po prostu miejsca w tabeli obu ekip. Dużo niedokładności, złych pomysłów i tylko Weirauch trzymał poziom. Tym razem na swoim rozkładzie dopisał sobie nazwisko Patryka Szwedzika, którego strzał z 16. metra zdołał zatrzymać. Ale na pół godziny przed końcem mecz się nawet rozkręcił! Były strzały, dość składne akcje, a Lechia za sprawą Neugebauera oddała nawet celne uderzenie.

Mimo przewagi i naporu Chorzowian… to Lechia miała najgroźniejszą okazję. W 83. minucie Adkonis dostał piłkę od Meny, przyjął ją, położył w zasadzie na ziemi Leśniaka-Paducha i trafił w poprzeczkę.

Reklama

Grać do końca i na Maxa

Ruch włączył się z powrotem po lepszym fragmencie Lechii. Gdy już wydawało się, że sędzia Myszka zakończy grę, to pozwolił Chorzowianom wykonać jeszcze jeden rzut rożny. Do piłki podszedł Patryk Szwedzik i… posłał kiepską wrzutkę na pole karne.

Na szczęście dla niego ta po wybiciu przez Lechię trafiła jeszcze pod nogi Szymańskiego. Kapitan, jak to na lidera przystało, dał przykład i dośrodkował już idealnie, a tam zza pleców obrońców rywala wybiegł Max Pawłowski, który zastąpił na ostatni kwadrans Daniela Szczepana. Młody napastnik nie mógł zrobić nic innego jak tylko pokonać Szymona Weiraucha, co wydawało się przecież tego wieczoru czymś niemożliwym. Morał jasny – trzeba grać do końca i na Maxa!

Reklama

Wniosek? Sama młoda gdańska krew niewiele zdziała. Na ten moment sezon 2026/2027 nie jest najłatwiejszym dla kibiców Biało-Zielonych. Mają jeden punkt i zamykają tabelę. Można jedynie współczuć, choć niewątpliwie ciekawe to zjawisko z tymi nastolatkami na początku sezonu. Martin Szczerbiński, który nie ma jeszcze skończonych 16 lat, znów dostał kilkanaście minut. Parę stoperów stworzyli gracze z rocznika 2007.

W składzie zaczyna się jednak pojawiać coraz więcej takich, którzy przynajmniej mają swoje zdjęcie główne na Flashscore!

Ruch Chorzów – Lechia Gdańsk 1:0

  • 1:0 Max Pawłowski – 90+7′

Fot. 400mm.pl

Reklama
6 komentarzy
Kacper Korpak

Pasjonat polskiej ligi. Wierzy jedynie w Boga i w prawa Ekstraklasy. Nie pogardzi dobrym jedzeniem i polskim żużlem. W przeszłości zamiast grać z kolegami w Minecrafta, oglądał jak Emilijus Zubas w pojedynkę próbował utrzymać GKS Bełchatów w Ekstraklasie. Twierdzi, że dzieci chętniej czytałyby książki, gdyby lekturą w szkole był Hrabia Monte Christo. W życiu chce jedynie pracować przy Ekstraklasie, spełniać marzenia i założyć szczęśliwą rodzinę.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Betclic 1. Liga

Reklama