Panie Janie, czekamy w Ekstraklasie! Beniaminek zrobił dżem z mizernej Arki

Mikołaj Duda

10 sierpnia 2026, 21:02 • 5 min czytania 5

Reklama
Panie Janie, czekamy w Ekstraklasie! Beniaminek zrobił dżem z mizernej Arki

Arka przed wyjazdem do Skierniewic? Pięć goli strzelonych, zero straconych, komplet punktów na koncie. Arka po meczu w Skierniewicach? Zmieści się do jednego słoika. Unia najpierw rozwalcowała przeciwnika, a następnie zrobiła z niego dżem. Musimy przyznać, ekipa Kamila Sochy mocno nam tego wieczoru zaimponowała. 2:0 to zdecydowanie najniższy wymiar kary.

Reklama

I to wszystko przy naprawdę ładnej, wręcz widowiskowej grze. Beniaminek świetnie połączył starych wyjadaczy pokroju Kamila Sabiłło czy Damiana Gąski z obiecującymi juniorami. Szczególne wrażenie zrobił na nas wahadłowy ekipy ze Skierniewic. Mimo że mecz skończył po 45 minutach, bez gola czy asysty na koncie, to wystarczyło, by pokazać swoje naprawdę spore możliwości.

Unia Skierniewice – Arka Gdynia 2:0. Świetny 21-latek! Błysnął na tle doświadczonych rywali

Mimo że na konkrety przyszło nam chwilę poczekać, to naprawdę przyjemnie oglądało się mecz w Skierniewicach. Od początku oba zespoły nie miały zamiaru chować się za podwójną gardą i czekać tylko na błąd rywala. Oglądaliśmy sporo gry po ziemi na jeden lub dwa kontakty, wysokiego pressingu i skutecznych prób jego przełamania. Najkrócej mówiąc: piłka aż się cieszyła krążąc pomiędzy kolejnymi zawodnikami.

Ponadto na boisku nie brakowało młodych piłkarzy. Po jednej stronie Jan Mierzwa czy wypożyczony z Lecha Sammy Dudek, a po drugiej Jakub Solecki, Filip Waluś oraz Michał Milewski. Największe wrażenie zdecydowanie zrobił na nas Mierzwa. Imponował warunkami motorycznymi, z których nie bał się korzystać, taką przebojowością i brakiem większego respektu wobec znacznie bardziej doświadczonych przeciwników.

Właśnie po akcji 21-letniego wahadłowego to Unia niespodziewanie objęła prowadzenie. Najpierw rozprowadził szybki atak, a następnie, gdy piłka wróciła pod jego nogi, to bez zawahania zdecydował się strzał. Chwilę później po dobitce Damiana Gąski gospodarze cieszyli się z pierwszego gola. Chociaż uczciwie trzeba przyznać, że przy uderzeniu Mierzwy zdecydowanie lepiej mógł zachować się Dawid Arndt.

Reklama

Pod sam koniec pierwszej połowy niewiele brakowało, by wychowanek Noteci Czarnków zanotował już pełnoprawną asystę. Przebiegł praktycznie całe boisko (pokazał naprawdę sporą szybkość), wykorzystując niezorganizowanie u rywali i jak na tacy wyłożył piłkę Gąsce. Ten drugi gola jednak nie strzelił, bowiem tym razem Arndt stanął na wysokości zadania. W każdym razie zdziwimy się, jeśli za rok o tej porze Mierzwa przy takich możliwościach nie będzie występował na poziomie Ekstraklasy.

Natomiast niewiele zabrakło, by jego zadziorność przyniosła tym razem negatywne skutki. Po obejrzeniu żółtej kartki dosłownie kilkadziesiąt sekund później mógł otrzymać drugą. Z całym impetem ruszył w stronę bramkarza rywali. Ten dość mocno ucierpiał, ale Damian Sylwestrzak oszczędził 21-latka. Nie dziwiło jednak, że Kamil Socha, nie chcąc ryzykować, już w przerwie zdjął go z boiska.

W każdym razie Unia wykorzystała moment po pierwszej bramce i raptem kilka minut później podwyższyła prowadzenie. Bardzo ładnym uderzeniem popisał się Kamil Sabiłło, po tym, jak zdecydowanie nie najlepiej zachował się Serafin Szota. Zresztą, stoper Arki mocno w tym meczu przypominał sam siebie… Czyli, najłagodniej mówiąc, jego występ do najlepszych nie należał.

Reklama

I uczciwie trzeba przyznać, że wynik 0:2 był dla Arki po pierwszej połowie najniższym wymiarem kary. Poza wspomnianym uderzeniem Gąski, doskonałej szansy po dośrodkowaniu z rzutu wolnego nie wykorzystał Jonatan Straus.

Piłkarze Marka Jarolima zdecydowanie nie przypominali siebie z dwóch pierwszych spotkań tego zespołu. W ofensywie byli kompletnie bezradni, a Stanisław Pruszkowski był przez te 45 minut praktycznie bezrobotny.

Unia powinna wygrać nawet 5:0. Niespotykana nieskuteczność

Druga połowa zbyt wiele poprawy w grze Arki nie przyniosła. Chyba ani przez moment nie mieliśmy poczucia, że spadkowicz z Ekstraklasy jest w stanie wywalczyć w Skierniewicach przynajmniej ten jeden punkt. Jedno uderzenie w poprzeczkę Elmedina Ramy to było zdecydowanie za mało.

Reklama

Przekonania, że Unia już na pewno sięgnie po pierwsze trzy punkty po awansie nabraliśmy na kwadrans przed końcem. Po idiotycznym faulu za drugą żółtą kartkę z boiska wyleciał Dawid Gojny. Od tak doświadczonego zawodnika należy oczekiwać znacznie bardziej chłodnej głowy. Zresztą, wszystkie jego braki obnażył Mierzwa, a następnie Jakub Czarnecki, który w przerwie zastąpił młodszego kolegę.

Prawdę mówiąc, bliżej było nam do tego, że Unia będzie strzelała kolejne gole niż Arka zdobędzie bramkę kontaktową (nie oddała nawet celnego strzału). Blisko podwyższenia rezultatu był Czarnecki. Wręcz ośmieszył w pojedynku jeden na jeden Marco Komendę, lecz jego strzał mógł być znacznie bardziej precyzyjny.

Później spokojnie miał z dwie stuprocentowe okazje, by wpisać się na listę strzelców. Podobnie jak jego kolegom, mocno brakowało skuteczności i właściwej finalizacji. Nawet gdy w końcu padła trzecia bramka dla gospodarzy, to sędzia odgwizdał nieznacznego, lecz ewidentnego spalonego.

Właściwie Arka musi się cieszyć, że przegrała tylko 0:2, bo spokojnie mogło się skończyć nawet czterema czy pięcioma bramkami. Takie 0:5 mocno dałoby w Gdyni do myślenia, a nie byłby to wynik nawet w najmniejszym stopniu zakłamany.

Reklama

Mimo że Mierzwa skończył to spotkanie bez bramki czy asysty na koncie, to właśnie on jest dla nas MVP tego spotkania. Zrobił naprawdę spore wrażenie swoimi możliwościami piłkarskimi, motorycznymi, ale też charakterem do zawziętej walki w defensywie. Wiemy, że mogło się to skończyć niepotrzebnym czerwonym kartonikiem, ale usprawiedliwiamy to jego młodym wiekiem.

Doświadczenia jeszcze nabędzie, ale, co istotne, już ma spore umiejętności. Szkoda, że mogliśmy je oglądać tylko przez 45 minut. Liczymy, że pójdzie drogą choćby Jakuba Jendryki (też ogrywał się w Skierniewicach) i w kolejnym sezonie będziemy mieli okazję obserwować jego rozwój już na poziomie Ekstraklasy. A nie mamy nic przeciwko, żeby robił to wciąż jako zawodnik Unii Skierniewice.

Unia Skierniewice – Arka Gdynia 2:0 (2:0)

  • 1:0 – Damian Gąska 19′
  • 2:0 – Kamil Sabiłło 22′

Fot. Newspix

Reklama
5 komentarzy
Mikołaj Duda

Legenda w rodzinie głosi, że piłka podobno towarzyszyła mu już podczas narodzin. Jego pierwsze wspomnienia sięgają do MŚ w Brazylii w 2014 roku, kiedy jako siedmiolatek z zafascynowaniem oglądał jak przyszły piłkarz Górnika Zabrze sięga po trofeum. 100% na 100% jego uwagi zajmuje polska piłka. Przy trzeciej godzinie monologu o rezerwowym Radomiaka jego słuchacze często tracą cierpliwość. We wtorek i środę zbiera siły przed czwartkowym wieczorem, spędzanym wspólnie z jego ulubioną Ligą Konferencji. Gdy ktoś się go zapyta o piłkarza o imieniu Lamine, to bez zawahania odpowie Diaby-Fadiga

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Betclic 1. Liga

Reklama